Przysypiałam na krześle gdy z sali naprzeciw wyszedł lekarz. Od razu poderwałam się do góry.
-Właśnie się przebudziła, prosi o zawołanie Lilo.- mówi tym swoim monotonnym głosem. Tym samym, który słychać przy każdej wizycie kontrolnej.
-To ja.- mówię, wstając z krzesła.
-Proszę za mną.
Nic nie mówiąc wchodzę za nim do sali i podchodzę do łóżka Mirandy.
-Heej.- wita mnie cicho. Próbuje sie uśmiechnąć, ale wychodzi z tego lekki grymas.
-Hej, ale napędziłaś mi stracha.- wyznaję z lekkim szokiem.
-Ej, przecież to moja specjalność, prawda?
-No pewnie. Ale to był jednorazowy wyskok, tak?- spytałam, siląc się na swobodny ton.
-No pewnie. Więcej tak nie zrobię.- powiedziała lekko podnosząc lewą rękę nad materac łóżka. Uśmiechnęłam się z ulgą.
-Jak się czujesz?- spytałam.
-Szczerze to czuje się jakbym miała wszystko połamane..- przyznała.
-Prawie wszystko.- poprawiłam ją.
-Zapomniałam.. A co u Ciebie? Coś się wydarzyło?
-Oprócz tego, że moja przyjaciółka leży w szpitalu, nie powiedziała mi że jej brat przyjechał? Wszystko dobrze.. Tak jakby.
-Tak jakby? To znaczy?
-Nie ważne. Teraz najważniejsze jest twoje zdrowie. Pogadamy o tym kiedy indziej. Przyrzekam.- powiedziałam. Choć w rzeczywistości zastanawiałam się nad tym czy zdążymy porozmawiać.
-Przestań.- zarządziła ostrym tonem Miranda, na co ja zareagowałam nerwowym chichotem.- To nie jest śmieszne.- zauważyła.
-Przepraszam Cię.. To chyba przez te wszystkie wydarzenia.. Nie mogłam się powstrzymać.
-Już dobrze. Powiem Ci tyle, że możesz iść na razie do domu. Czuje się dobrze, ale jestem zmęczona.- oznajmiła. Kiwnęłam głową w zadumie.
-Okey.. Ale jutro rano przyjdę do Ciebie. I nie mów 'nie' bo nie ręczę za siebie.- zagroziłam z lekkim błyskiem w oku.
-Tak jest, prze pani.- powiedziała salutując jak żołnierz w wojsku. Uśmiechnęłam się.- Nigdzie się stąd nie ruszę.- dodała, na co obie zareagowałyśmy śmiechem.
Nie chciałam jej męczyć więc pożegnałam się i powoli wyszłam z sali na spotkanie z resztą oczekujących. Tato dopytywał się czy wszystko dobrze, na co ja skinęłam głową i poszłam w stronę wind. Chciałam wyjść na świeże powietrze, dusiłam się tym wszystkim.. Zapachem, widokiem.. Wszystkim.
Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Tyle czasu spędziłam w szpitalu czekając na informacje co z Mirandą, ale to do mnie nie dotarło.. Po prostu czułam się jak w transie.
Zadzwoniła moja komórka.
-Tak, słucham?
-Cześć Lilo, masz ochotę gdzieś wyjść?- spytał Adam. Pierwszym odruchem była chęć odmowy.. Tyle, że to by nic nie zmieniło.
-Cześć, a masz już jakiś plan?
-Jasne, chcesz to Ci o nim opowiem.- zaoferował, na co ja zareagowałam śmiechem. Nie sądziłam, że byłabym do tego zdolna.
-Byłabym wdzięczna. A o której?
-Powiedzmy, że z godzinę przyjdę po Ciebie. Co ty na to?
-Dobra, to ja będę czekać.
-Dzięki, do zobaczenia.- powiedział.
-Do zobaczenia.- odpowiedziałam i z uśmiechem ruszyłam do domu.
Zorientowałam się, że Adam jako jedyny człowiek potrafił w tym momencie wywołać uśmiech na mojej twarzy.
Dotarłszy do domu, od razu poszłam do pokoju żeby przebrać się i choć chwilę odpocząć.
Nawet gdy siedząc w pokoju patrzyłam na wszystkie zdjęcia wiszące na ścianie, nie mogłam uwierzyć w to co się wydarzyło.
Była godzina piąta, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Tato! Otwórz!- krzyknęłam z pokoju, szukając swoich ulubionych spodni.
-Już, już.- odpowiedział idąc do drzwi.
-Dzień dobry.- przywitał mojego tatę Adam.- Jest Lilo?
-Tak, jest. Wejdź, powinna zaraz zejść.- powiedział lekko.
-Dziękuję.
-Nie ma sprawy. Usiądź w salonie, zaraz przyjdzie..- dodał coś jeszcze, ale grzebiąc w szafie w poszukiwaniu spodni nie dosłyszałam.
Po upływie dziesięciu minut, dałam za wygraną i założyłam czarne dżinsy z cekinami i zeszłam do mężczyzn siedzących w salonie i pogrążonych w rozmowie.
-Cześć.- przywitałam się z Adamem wchodząc do salonu. Uśmiechnął się i podszedł do mnie.
-Cześć.- powiedział stając naprzeciw mnie.- Gotowa?
-Tak, gotowa.- powiedziałam z uśmiechem błąkającym się na ustach.- Tato, my już idziemy.. Nie wiem kiedy będę w domu.
-Nie wiesz? To ja Ci mówię, że 22 masz być już w łóżku.- stanąwszy naprzeciw mnie, wyprostował plecy i popatrzył na mnie z góry.- Tak?
-Pewnie tatuś że będę.- uśmiechnęłam się.- Ale nie wiem kiedy.- dodałam ze śmiechem i wyszliśmy domu.
-Zawsze tak rozmawiasz z tatą?- spytał Adam gdy tylko znaleźliśmy się na chodniku.
-Przeważnie.. Czasem próbuje być poważny, ale to nic nie daje.- uśmiechnęłam się.- Ma w sobie coś takiego co czasem doprowadza mnie do śmiechu..
-To chyba dobrze, że masz takie dobre kontakty ze swoim tatą.. Prawda?
-Prawda.. Tylko chyba czegoś mi nie mówi.- mruknęłam pod nosem.
-Dobra. Zmieniamy temat. Pragnę Cię zaprowadzić w pewne miejsce.
-Pragniesz?- pytam ze śmiechem.
-Tak,pragnę. A teraz jeśli mogę..- mówi podchodząc do mnie z chustką w ręce.
-Chcesz zawiązać mi oczy, tak?
-Mhm..- widzę że jest zakłopotany. Uśmiecham się i odwracam się, tak by mógł zawiązać chustkę.
-Jak wyglądam?- pytam gdy mam ją już na oczach.
-Ślicznie.- mówi i całuje mój nos. Marszczę go lekko na co on reaguje śmiechem.- Wiesz, że słodko wyglądasz jak marszczysz nos?
-Słodko? Ja tam twierdzę że wyglądam jak prosiaczek..- mówię.
-Ale słodki prosiaczek.- dodaje i bierze mnie za rękę.- Chodźmy.
Przez chwilę prowadzi mnie w zupełnej ciszy. W końcu nie wytrzymuję.
-Daleko jeszcze?- pytam.
-Jeszcze chwila..- odpowiada. Kiwam głową, na znak, że rozumiem.
Nie mija dziesięć minut gdy czuję jak Adam rozwiązuje supełek który zrobił by zasłonić mi oczy.
-Jesteśmy na miejscu.- mówi. Gdy otwieram oczy, widzę rozłożony koc, tuż przy jeziorze. A na kocu róże, czekoladki i paczuszka..
-Adam..- zaczynam.
-Nic nie mów.. Proszę.- przerywa mi i daje mi różę i paczuszkę.
-Boże, Adam...- mówię otwierając paczuszkę.. Znajdują się w niej kolczyki i naszyjnik.. A pod nimi jakaś karteczka. Rozkładam ją, co raz spoglądając na Adama.
" Lilo,
Pewnie pomyślisz, że to dziwne.. Ale zakochałem się w Tobie. Odkąd przyszłaś na moją imprezę, odkąd pierwszy raz zobaczyłem Cię w szkole.. Byłaś śliczna... Nie mogłem przestać o Tobie myśleć.
Po prostu oszalałem na twoim punkcie.
Adam."
Dopiero kończąc czytać zorientowałam się, że Adam stojący tuż za mną czytał go na głos.. A może mówił to bez patrzenia na kartkę? Nie wiem.
Odwracam się twarzą do niego.
-Lilo, stojąc tu przed Tobą chcę Cię spytać o pewną ważną rzecz.- mówi.. Uśmiecham się.
-Tak?
-Czy zechciałabyś uczynić mi ten zaszczyt i zostać moją dziewczyną? Moim ślicznym prosiaczkiem?- Wybucham śmiechem na wspomnienie o prosiaczku.
-Oczywiście. Tak,tak,tak.- mówię i przytulam go.
-Dziękuję Ci.- mówi odchylając się lekko do tyłu.
Nachylam się do niego i całuję go. Na początku nieśmiało.. Potem poprzez pocałunek dziękuję mu za to, że jest przy mnie. Uśmiecha się, co wyczuwam i odwzajemnia to wszystko co do mnie czuje.