wtorek, 26 sierpnia 2014

Chwilowe zachmurzenie

Przesiedziałam w szpitalu cały dzień. Nie miałam pojęcia co ze sobą zrobić, siedziałam tylko i wpatrywałam się tępo w ścianę.
    Przysypiałam na krześle gdy z sali naprzeciw wyszedł lekarz. Od razu poderwałam się do góry.
-Właśnie się przebudziła, prosi o zawołanie Lilo.- mówi tym swoim monotonnym głosem. Tym samym, który słychać przy każdej wizycie kontrolnej.
-To ja.- mówię, wstając z krzesła.
-Proszę za mną.
 Nic nie mówiąc wchodzę za nim do sali i podchodzę do łóżka Mirandy.
-Heej.- wita mnie cicho. Próbuje sie uśmiechnąć, ale wychodzi z tego lekki grymas.
-Hej, ale napędziłaś mi stracha.- wyznaję z lekkim szokiem.
-Ej, przecież to moja specjalność, prawda?
-No pewnie. Ale to był jednorazowy wyskok, tak?- spytałam, siląc się na swobodny ton.
-No pewnie. Więcej tak nie zrobię.- powiedziała lekko podnosząc lewą rękę nad materac łóżka. Uśmiechnęłam się z ulgą.
-Jak się czujesz?- spytałam.
-Szczerze to czuje się jakbym miała wszystko połamane..- przyznała.
-Prawie wszystko.- poprawiłam ją.
-Zapomniałam.. A co u Ciebie? Coś się wydarzyło?
-Oprócz tego, że moja przyjaciółka leży w szpitalu, nie powiedziała mi że jej brat przyjechał? Wszystko dobrze.. Tak jakby.
-Tak jakby? To znaczy?
-Nie ważne. Teraz najważniejsze jest twoje zdrowie. Pogadamy o tym kiedy indziej. Przyrzekam.- powiedziałam. Choć w rzeczywistości zastanawiałam  się nad tym czy zdążymy porozmawiać.
-Przestań.- zarządziła ostrym tonem Miranda, na co ja zareagowałam nerwowym chichotem.- To nie jest śmieszne.- zauważyła.
-Przepraszam Cię.. To chyba przez te wszystkie wydarzenia.. Nie mogłam się powstrzymać.
-Już dobrze. Powiem Ci tyle, że możesz iść na razie do domu. Czuje się dobrze, ale jestem zmęczona.- oznajmiła. Kiwnęłam głową w zadumie.
-Okey.. Ale jutro rano przyjdę do Ciebie. I nie mów 'nie' bo nie ręczę za siebie.- zagroziłam z lekkim błyskiem w oku.
-Tak jest, prze pani.- powiedziała salutując jak żołnierz w wojsku. Uśmiechnęłam się.- Nigdzie się stąd nie ruszę.- dodała, na co obie zareagowałyśmy śmiechem.
  Nie chciałam jej męczyć więc pożegnałam się i powoli wyszłam z sali na spotkanie z resztą oczekujących. Tato dopytywał się czy wszystko dobrze, na co ja skinęłam głową i poszłam w stronę wind. Chciałam wyjść na świeże powietrze, dusiłam się tym wszystkim.. Zapachem, widokiem.. Wszystkim.
  Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Tyle czasu spędziłam w szpitalu czekając na informacje co z Mirandą, ale to do mnie nie dotarło.. Po prostu czułam się jak w transie.
  Zadzwoniła moja komórka.
-Tak, słucham?
-Cześć Lilo, masz ochotę gdzieś wyjść?- spytał Adam. Pierwszym odruchem była chęć odmowy.. Tyle, że to by nic nie zmieniło.
-Cześć, a masz już jakiś plan?
-Jasne, chcesz to Ci o nim opowiem.- zaoferował, na co ja zareagowałam śmiechem. Nie sądziłam, że byłabym do tego zdolna.
-Byłabym wdzięczna. A o której?
-Powiedzmy, że z godzinę przyjdę po Ciebie. Co ty na to?
-Dobra, to ja będę czekać.
-Dzięki, do zobaczenia.- powiedział.
-Do zobaczenia.- odpowiedziałam i z uśmiechem ruszyłam do domu.
  Zorientowałam się, że Adam jako jedyny człowiek potrafił w tym momencie wywołać uśmiech na mojej twarzy.

   Dotarłszy do domu, od razu poszłam do pokoju żeby przebrać się i choć chwilę odpocząć.
Nawet gdy siedząc w pokoju patrzyłam na wszystkie zdjęcia wiszące na ścianie, nie mogłam uwierzyć w to co się wydarzyło.
  Była godzina piąta, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Tato! Otwórz!- krzyknęłam z pokoju, szukając swoich ulubionych spodni.
-Już, już.- odpowiedział idąc do drzwi.
-Dzień dobry.- przywitał mojego tatę Adam.- Jest Lilo?
-Tak, jest. Wejdź, powinna zaraz zejść.- powiedział lekko.
-Dziękuję.
-Nie ma sprawy. Usiądź w salonie, zaraz przyjdzie..- dodał coś jeszcze, ale grzebiąc w szafie w poszukiwaniu spodni nie dosłyszałam.
  Po upływie dziesięciu minut, dałam za wygraną i założyłam czarne dżinsy z cekinami i zeszłam do mężczyzn siedzących w salonie i pogrążonych w rozmowie.
-Cześć.- przywitałam się z Adamem wchodząc do salonu. Uśmiechnął się i podszedł do mnie.
-Cześć.- powiedział stając naprzeciw mnie.- Gotowa?
-Tak, gotowa.- powiedziałam z uśmiechem błąkającym się na ustach.- Tato, my już idziemy.. Nie wiem kiedy będę w domu.
-Nie wiesz? To ja Ci mówię, że 22 masz być już w łóżku.- stanąwszy naprzeciw mnie, wyprostował plecy i popatrzył na mnie z góry.- Tak?
-Pewnie tatuś że będę.- uśmiechnęłam się.- Ale nie wiem kiedy.- dodałam ze śmiechem i wyszliśmy domu.
-Zawsze tak rozmawiasz z tatą?- spytał Adam gdy tylko znaleźliśmy się na chodniku.
-Przeważnie.. Czasem próbuje być poważny, ale to nic nie daje.- uśmiechnęłam się.- Ma w sobie coś takiego co czasem doprowadza mnie do śmiechu..
-To chyba dobrze, że masz takie dobre kontakty ze swoim tatą.. Prawda?
-Prawda.. Tylko chyba czegoś mi nie mówi.- mruknęłam pod nosem.
-Dobra. Zmieniamy temat. Pragnę Cię zaprowadzić w pewne miejsce.
-Pragniesz?- pytam ze śmiechem.
-Tak,pragnę. A teraz jeśli mogę..- mówi podchodząc do mnie z chustką w ręce.
-Chcesz zawiązać mi oczy, tak?
-Mhm..- widzę że jest zakłopotany. Uśmiecham się i odwracam się, tak by mógł zawiązać chustkę.
-Jak wyglądam?- pytam gdy mam ją już na oczach.
-Ślicznie.- mówi i całuje mój nos. Marszczę go lekko na co on reaguje śmiechem.- Wiesz, że słodko wyglądasz jak marszczysz nos?
-Słodko? Ja tam twierdzę że wyglądam jak prosiaczek..- mówię.
-Ale słodki prosiaczek.- dodaje i bierze mnie za rękę.- Chodźmy.
   Przez chwilę prowadzi mnie w zupełnej ciszy. W końcu nie wytrzymuję.
-Daleko jeszcze?- pytam.
-Jeszcze chwila..- odpowiada. Kiwam głową, na znak, że rozumiem.
   Nie mija dziesięć minut gdy czuję jak Adam rozwiązuje supełek który zrobił by zasłonić mi oczy.
-Jesteśmy na miejscu.- mówi. Gdy otwieram oczy, widzę rozłożony koc, tuż przy jeziorze. A na kocu róże, czekoladki i paczuszka..
-Adam..- zaczynam.
-Nic nie mów.. Proszę.- przerywa mi i daje mi różę i paczuszkę.
-Boże, Adam...- mówię otwierając paczuszkę.. Znajdują się w niej kolczyki i naszyjnik.. A pod nimi jakaś karteczka. Rozkładam ją, co raz spoglądając na Adama.
       " Lilo,
   Pewnie pomyślisz, że to dziwne.. Ale zakochałem się w Tobie. Odkąd przyszłaś na moją imprezę, odkąd pierwszy raz zobaczyłem Cię w szkole.. Byłaś śliczna... Nie mogłem przestać o Tobie myśleć. 
  Po prostu oszalałem na twoim punkcie.
                                                                        Adam."
  Dopiero kończąc czytać zorientowałam się, że Adam stojący tuż za mną czytał go na głos.. A może mówił to bez patrzenia na kartkę? Nie wiem.
  Odwracam się twarzą do niego.
-Lilo, stojąc tu przed Tobą chcę Cię spytać o pewną ważną rzecz.- mówi.. Uśmiecham się.
-Tak?
-Czy zechciałabyś uczynić mi ten zaszczyt i zostać moją dziewczyną? Moim ślicznym prosiaczkiem?- Wybucham śmiechem na wspomnienie o prosiaczku.
-Oczywiście. Tak,tak,tak.- mówię i przytulam go.
-Dziękuję Ci.- mówi odchylając się lekko do tyłu.
  Nachylam się do niego i całuję go. Na początku nieśmiało.. Potem  poprzez pocałunek dziękuję mu za to, że jest przy mnie. Uśmiecha się, co wyczuwam i odwzajemnia to wszystko co do mnie czuje.

środa, 6 sierpnia 2014

Szczęście nie trwa wiecznie

 Siedziałam w salonie oglądając telewizje, ale w rzeczywistości myślami byłam z Adamem. Odprowadził mnie do domu i sam powoli ruszył w stronę swojego.
  Mimo tego, że byłam szczęśliwa z powodu bycia z Adamem, to jednak martwiłam się następstw moich decyzji i decyzji mojego taty. Siedziałam na kanapie do północy, ale nie doczekałam się jego powrotu. Nie miałam innego wyjścia, więc podreptałam do swojego pokoju i padłam na łóżko.
-Dziękuję, za to, że ktokolwiek tu jest.- mruknęłam do siebie i za..snęłam.

-.. No pewnie że tak. Ale jeszcze nie teraz.- Usłyszałam głos taty.  Ciekawe kiedy wrócił..
-..Ale dlaczego nie teraz? Potem może być gorzej.- Anna.
  O czym oni rozmawiali? Co "nie teraz"? I dlaczego potem ma być gorzej.. Nie miałam już szans, żeby zasnąć więc wyszłam z łóżka i zeszłam do kuchni. Tam siedzieli i rozmawiali. Gdy tylko przekroczyłam próg pomieszczenia od razu umilkli. Zaczynało mnie to denerwować, że szeptali za moimi plecami a ja nic nie wiedziałam.
-Cześć tato, Dzień dobry Anno.-przywitałam się i skierowałam kroki w stronę lodówki. Wyjęłam z niej jogurt i mus owocowy.- Jak było w pracy?- spytałam.
-Ekhm.. Dobrze. A jak u Ciebie minął dzień? Zaprosiłaś kogoś?
-Tak. Mirandę..- powiedziałam co raz spoglądając na Annę. Obserwowała każdy mój ruch.. Poczułam się dziwnie.
-Oczywiście.- powiedział.- A wiecie co? Mam pomysł.
-Jaki?- spytałyśmy chórem.
-Wybierzmy się dzisiaj gdzieś.. We trójkę. Co wy na to?
-Niby gdzie byśmy poszli?- spytałam ironicznie.
-A nie wiem.. Na pizze? Albo kebaba..- zaproponował.
-Ale ty masz pomysły.- mruknęłam. Chciałam coś dodać, ale zadzwonił telefon stacjonarny.- Odbiorę.- krzyknęłam i pobiegłam do telefonu.
-Halo?- usłyszałam w słuchawce głos Tomka, brata Mirandy. Zdziwiłam się, że zadzwonił bo rzadko bywa w domu przez studia..
-Słucham.- powiedziałam zaciekawiona.. Ciekawe po co dzwonił...
-Cześć, tu Tomek.. Miranda?
-Tak.. A czemu pytasz?
-Bo moja siostra kazała mi zadzwonić..
-Ale po co? Nie mogła sama tego zrobić?- spytałam.
-Właśnie nie mogła..- powiedział tajemniczo. Przestraszyłam się.
-Jak to? Coś się stało?
-Słuchaj, to nie rozmowa na telefon. Możesz przyjść do parku? Siedzę przy fontannie.
-Zaraz będę. Daj mi piętnaście minut.- powiedziałam i odkładając słuchawkę pobiegłam do pokoju. Słyszałam jak tato coś krzyczał za mną, ale nie wiedziałam co. Byłam skupiona na słowach Tomka, "to nie rozmowa na telefon".. Czy coś się stało?
  Byłam roztrzęsiona. Założyłam szybko ubranie, związałam włosy i zbiegłam po schodach. Zakładałam buty, kiedy tato wyjrzał z kuchni.
-Coś się stało?- spytał. Wiedziałam że chciał być miły... Ale śpieszyłam się.
-Nie teraz. Potem powiem. Musze lecieć. Na razie.- I już nie było mnie w domu.
  W tej sytuacji pobiłam pewnie swój rekord w bieganiu. Nie minęło pięć minut, gdy już byłam w parku i wzrokiem szukałam Tomka. Siedział na ławce z pochyloną głową. W rękach ściskał telefon Mirandy. Coś było nie tak, tylko jeszcze nie wiedziałam co. Podbiegłam do niego i usiadłam na ławce.
-Cześć.. Coś się stało?- spytałam zmęczona po biegu.
-Tak.. Stało się..Tylko nie jestem pewny czy chcesz wiedzieć..
-Czy chodzi Ci o Mirandę?
-Tak.- to krótkie słowo sprawiło, że oczy zapełniły się łzami.
-Przyjechałem wczoraj wieczorem.. Wiesz, skończył się semestr na uczelni.- Kiwnęłam twierdząco głową.- A więc przyjechałem wieczorem. Miranda się ucieszyła więc chciała to uczcić.
-Jak to uczcić? Twój powrót?
-Tak.. Wiem, że nie powinienem tego robić, ale zabrałem ją ze sobą do klubu. Było fajnie. Ale do czasu.
-Do czasu? Tomek, mów co się stało.- zażądałam roztrzęsiona.
-Bo ona tańczyła z kimś. Chciałem już iść więc wyciągnąłem ją z klubu. Szukałem kluczy do samochodu, ale ona nie słuchała mnie..
-Dlaczego miała Cię nie słuchać?? Tomek! Co się stało?
-Bo ona wybiegła przed klub. A jechał jakiś samochód..- Nie musiał kończyć.. Byłam przerażona. Tomek zresztą też.
-Czy wasi rodzice wiedzą?- spytałam ocierając łzę z policzka.
-Wiedzą.. Są u niej od rana.- wyjaśnił.
-Czy jest poważnie ranna?- spytałam modląc się o to, by była tylko lekko poturbowana.
-Nie chcę o tym mówić. Jest w szpitalu na Kopernika..
-Jaka sala?
-Jest na OIOM-ie.- powiedział a mnie aż zmroziło.
-Dobra. Dziękuję, trzymaj się.- Uścisnęłam go i pobiegłam do domu po torebkę w której miałam pieniądze.
  Wbiegłam do domu niczym wichura. Chciałam załatwić to szybko. Wziąć torebkę i pobiec na autobus. Niestety nie było mi to dane. Z salonu wyszła Anna, zobaczyła mnie i moją czerwoną od płaczu twarz.
-Coś się stało?- spytała zatroskana.
-Nie. Nic się nie stało.- mruknęłam kierując się w stronę drzwi.
-Lilo, zaczekaj. Coś się stało. Powiedz co.
-A co miało się stać?!- wykrzyknęłam.- Stało się to że moja przyjaciółka leży w szpitalu. A ja dopiero się o tym dowiedziałam!- wykrzyczałam to wszystko co usłyszałam od Tomka. Z każdym słowem czułam się coraz gorzej. Tato pewnie usłyszał moje krzyki, bo zaraz był przy mnie, stał ze mną na środku domu nie wiedząc co powiedzieć w takiej sytuacji.
-Choć, zawiozę Cie tam.- zaproponował. Kiwnęłam głową i poszłam za nim do auta. Wsiadłam i czekałam aż ruszymy.
  Siedziałam w tym samochodzie i zastanawiałam się, dlaczego akurat Miranda trafiła do szpitala, czemu to ją potrącił samochód.. Tato wsiadł do samochodu.. Nie byłam pewna, czy Anna też.
Pojechaliśmy do szpitala. Tato wybrał najkrótszą drogę, ale mimo tego czułam że mogę nie zdążyć na czas.
-Jesteśmy.- usłyszałam. Nic nie mówiąc po prostu wysiadłam z samochodu i pobiegłam do recepcji.
-Dzień dobry. Trafiła tutaj moja przyjaciółka. Miała wypadek.- wyrzucałam z siebie wszystko co wiedziałam.
-Tak, leży na OIOM-ie. Łóżko numer dwa.
-Dziękuję.- pobiegłam przez korytarz w poszukiwaniu sali. Byłam tak roztrzęsiona, że pewnie gdybym nie zobaczyła mamy Mirandy to biegałabym po całym szpitalu. Podeszłam do jej mamy.
-Dzień dobry..
-Och Lilo, jak dobrze że jesteś.- powiedziała zapłakana. Przytuliłam ją.
-Co z nią?- spytałam, płacząc jak bóbr.
-Ma złamaną jedną nogę, dwa żebra, stłuczony nadgarstek i coś z kręgosłupem.- wyliczyła na palcach.
-A czy... Czy mogę do niej wejść?- spytałam. Kiwnęła głową. Wzięłam głęboki oddech i powoli uchyliłam drzwi sali. Leżała tam. Cała w bandażach, nieprzytomna, poprzypinana do różnych maszyn. Podbiegłam do jej łóżka.- I Co ty zrobiłaś?- spytałam.- Nie pozwolę Ci umrzeć, rozumiesz? Nie pozwolę. Dobrze wiesz, że zaplanowałyśmy sobie całe życie. Pamiętasz? Razem.- mówiłam do niej.. Wiedziałam że wyglądam dziwnie, ale nie obchodziło mnie to. To moja przyjaciółka, a nawet siostra. Nie mogłam jej stracić. To ona była tą żywiołową.
  Nie miałam pojęcia ile byłam przy niej, ale w pewnym momencie wyprosili mnie z sali. Zamiast tego weszło do niej kilku lekarzy. To był straszny widok. Płakałam wtulona w tatę, modląc się o jej życie. Nie mogła umrzeć, po prostu nie mogła.