Powoli zwlokłam się z łóżka i podreptałam do łazienki. Po drodze zajrzałam do sypialni taty, na szczęście jeszcze tam był.
Stanęłam przed lustrem i popatrzyłam na swoje odbicie. Takie jak zawsze.. Loki powykręcane w różne strony, oczy- duże i wyłapujące wszystkie szczegóły.. Wszystko na swoim miejscu.. Ale mimo wszystko coś było nie tak jak powinno. Tylko nie byłam pewna co.
Ubrałam się w dżinsowe spodenki na szelkach i biały TOP i zeszłam do kuchni na śniadanie. Musiałam szybko coś zjeść bo zaraz miała przyjść Miranda. Przygotowałam sobie płatki zbożowe z owocami. Kiedy kończyłam jeść, zadzwonił dzwonek. Poszłam otworzyć drzwi.
-Siemanko!- wykrzyknęła Miranda gdy otworzyłam drzwi.
-Ciszej.- upomniałam ją.- Tato jeszcze śpi.
-Aaa. Spoko. Już jestem cicho.- mówiąc to zrobiła gest, jakby wyrzucała kluczyk. Uśmiechnęłam się do niej i zaprosiłam ją do środka.-To co będziemy dzisiaj robić?- spytała.
-Nie mam pojęcia.- oznajmiłam siadając na krześle w kuchni.
-Szkoła odpada.
-Na pewno.
-To może centrum handlowe?
-Byłyśmy tam wczoraj. Mam dość.
-No to chodźmy do parku.. Albo nad wodę.
-A masz strój?- spytałam.
-Nie. Po co?
-No jak to? To jak będziesz się kąpać?
-A to już mój problem..- powiedziała tajemniczo. Popatrzyłam na nią przez chwilę, żeby upewnić się czy niczego nie doda.
-Spoko.. To lecę po torebkę i idziemy.
-Dobra. To ja wyjdę na werandę.- oznajmiła i wyszła. Pokiwałam głową choć wiedziałam, że i tak tego nie zauważy. Weszłam po schodach na piętro i do swojego pokoju. Wzięłam błękitną torebkę włożyłam do niej portfel i kilka innych drobiazgów. Zajrzałam jeszcze raz do kuchni i zostawiłam wiadomość dla taty, że wyszłam z Mirandą i nie wiem o której wrócę. Kartkę położyłam na stole, żeby nie przegapił jej i wyszłam do przyjaciółki. Ta uśmiechnęła się na mój widok i powoli poszłyśmy nad jezioro.
Po piętnastu minutach byłyśmy na miejscu. Usiadłyśmy na trawie.
-I co będziemy tu robić?- spytałam.
-Zobaczysz.- mruknęła.- A na razie siedź i się opalaj.
-Spoko.- Nie pozostało mi nic innego jak zrobić tak jak powiedziała Miranda, więc założyłam okulary przeciwsłoneczne i położyłam się na trawie.
Leżałam plackiem na trawie przez dobre pół godziny, ale w końcu i to mi się znudziło. Popatrzyłam na przyjaciółkę. Spała w najlepsze. Trąciłam ją lekko w ramie.
-Mir, weź się obudź.- powiedziałam. Zero reakcji.- Miranda. Przestań spać i wstawaj.- Tym razem zareagowała, uśmiechnęła się.- Wiesz co? Mam dość. Nudzę się. Idę się przejść.
-Spoko..- powiedziała sennym głosem. Wzruszyłam ramionami, ponieważ myślałam że pójdzie ze mną.
Wzięłam torebkę i poszłam wzdłuż jeziora. Była wspaniała pogoda więc nie mogłam na nic narzekać. Byłam sama, więc mogłam trochę pomyśleć.. A moje myśli powędrowały do wczorajszego spotkania z Adamem i jego kolegą. Jak to jest, że wszyscy myślą, że kocham się w Adamie? Dobra, znamy się już sporo czasu ale rozmawiałam z nim tylko ze trzy cztery razy.. To wszystko jest chore. A jeszcze sprawa taty i pani Anny.
Byłam tak zajęta rozmyślaniem o wszystkim co ostatnio się wydarzyło, że nie zauważyłam osoby która stanęła mi na drodze. A tą osobą był Adam.
-Hej.- powiedziałam jeszcze z lekkim szokiem, bo nie spodziewałam się spotkać go tutaj.
-Cześć.- przywitał się z uśmiechem.- Jak tam?
-Yyy... No więc Miranda znowu wyciągnęła mnie z domu.. Jak widać zresztą..- powiedziałam z lekkim uśmiechem, ale w myślach mówiłam do siebie jaka jestem głupia itp.- A jak tam u Ciebie?- odbiłam piłeczkę.
-A więc od wczoraj.. Zdążyłem zrobić baardzo dużo rzeczy więc nie będę Cię tym zanudzał. Powiem tylko, że nawet nie chciało mi się dzisiaj wstawać bo tak gorąco jest..- mówiąc to wszystko zaczął się rumienić. Posłałam mu uśmiech.
-Wiesz.. Może masz ochotę dołączyć do mnie i Mirandy? Siedzimy sobie na trawie..- wskazałam mu miejsce gdzie leżała Miranda.. No właśnie, leżała. Tajemniczym sposobem zniknęła.. Albo po prostu sobie poszła.
-A gdzie Miranda?- spytał lekko rozbawiony.
-Tego właśnie nie wiem. Jeszcze niedawno leżała tam na trawie..
-No nic.. To może dasz się zaprosić na krótki spacer i wypad na lody?- spytał z niepewnością. Popatrzyłam na niego. "Boże, jaki on jest śliczny!!".
-Pewnie.- uśmiechnęłam się i powoli poszliśmy w stronę lodziarni.
Na miejscu wybraliśmy sobie stolik który stał najbliżej okna i Adam poszedł po menu.
-Co wybierasz?- spytał.
-Właśnie myślę nad lodami śmietankowo-owocowymi z posypką i czekoladą a nad lodami truskawkowymi..
-Wybierz te pierwsze. Są najlepsze.- uśmiechnął się szeroko.
-A ty już wybrałeś?
-Pewnie. Najlepsze na świecie... Albo w naszym mieście..
-To znaczy jakie?
-Arbuzowe z posypką z czekolady.- powiedział z dumą, co mnie rozbawiło. Zaczęła, się śmiać.- Czemu się śmiejesz? To boli..- udał zranionego i poszedł złożyć nasze zamówienie.
-Prze... praszam.- powiedziałam próbując uspokoić oddech.- Nie chciałam zranić twoich uczuć do.. Lodów.- dodałam co wywołało śmiech ze strony Adama.
-Wyjątkowo Ci wybaczam.- powiedział gdy też uspokoił oddech.- To teraz zmieńmy temat. Opowiedz coś o sobie.- poprosił.
-Nie wiem od czego mam zacząć..
-Najlepiej od początku.
-No więc.. Mieszkam z tatą, uwielbiam oglądać filmy, jeść słodkie rzeczy, od czasu do czasu wyjść do kina z Mirandą.. Lubie też gotować obiady..- powiedziałam wszystko jednym tchem i czekałam na werdykt czując jak robię się czerwona.
-Tylko z tatą mieszkasz?
-...Tak. A ty?
-Ja z obojgiem. I oczywiście z rodzeństwem.- popatrzył na mnie.- A ile znasz się z Mirandą?
-Długo. Jeśli dobrze pamiętam to od przedszkola.
-Wow.. Długo. To niedługo będzie dziesięć lat jak się znacie.. Tak?
-Tak.. W sumie to nawet jedenaście.. Dobra. Dość o mnie. Teraz twoja kolej.
-Dobra, o rodzicach już wiesz.. Mam dwoje młodszego rodzeństwa, lubię słuchać muzyki, zagrać czasami w piłkę nożną.. Z gotowaniem u mnie jest trochę gorzej ale ulubioną potrawą jest domowa pizza.
-A mama nie uczy Cię jak gotować?-spytałam.
-Stara się.. Tylko jak to ona powiedziała.. Nie jestem pojętnym uczniem..
-Na pewno nie jest aż tak źle.- uśmiechnęłam się.
W czasie gdy my rozmawialiśmy, przyniesiono nam nasze lody. Zjedliśmy je rozmawiając jeszcze o planach na przyszłość, zainteresowaniach. Po zjedzeniu lodów poszliśmy w stronę mojego domu.
-Wiesz że nie musisz mnie odprowadzać, prawda?- spytałam.
-Wiem. I to bardzo dobrze.
-To dlaczego to robisz?
-Bo chcę mieć pewność, że dotrzesz cała i zdrowa do domu.- popatrzyłam na Adama lekko zdziwiona ale zaraz zrekompensowałam mu to uśmiechem.
Dalej szliśmy w milczeniu, aż weszliśmy na moją ulicę. Zostało kilka metrów do mojego domu gdy zobaczyłam samochód stojący przy wjeździe na podwórko. Przypomniałam go sobie i przestraszyłam się, że kobieta z którą rozmawiałam wtedy przed domem może być teraz w środku i rozmawiać z moim tatą. Z nerwów zaczęłam wykręcać sobie palce co zwróciło uwagę Adama.
-Coś nie tak?- spytał z troską.
-Nie.. Znaczy tak.. Nieważne.- nie miałam pojęcia co mu odpowiedzieć..
-Widzę, że coś jest nie tak.- zatrzymał się i przytrzymał mnie za łokieć.- Możesz mi powiedzieć.
-Widzisz ten samochód?- wskazałam mu czarne auto przed moim domem. Kiwnął twierdząco głową.- No więc tym samochodem przyjechała kobieta której powiedziałam kilka dni wcześniej że jestem sprzątaczką.. A mój tato jest teraz w domu..- powiedziałam wszystko jednym tchem coraz bardziej wykręcając palce i spoglądając na Adama w oczekiwaniu na jego reakcję. Nic nie powiedział. Po prostu złapał moje dłonie uniemożliwiając mi wykręcanie palców i po prostu mnie przytulił. Zdziwiło mnie to, ponieważ spodziewałam się śmiechu.. A tymczasem.. Rozczulił mnie tym.- Dziękuję Ci.- powiedziałam odwzajemniając uścisk.
-Zawsze jestem w pobliżu. Pamiętaj.- powiedział, ścisnął mnie jeszcze raz i powoli odszedł.- Poradzisz sobie.- dodał jeszcze z uśmiechem.
-Dziękuję.- powiedziałam, choć już mnie nie usłyszał. Z bijącym sercem ruszyłam w stronę domu i powoli weszłam po schodach na werandę i dalej do domu. W korytarzu było słychać rozmowę.. Postanowiłam chwilę poczekać.
-..Dobrze wiesz, że to niesprawiedliwe z naszej strony.- powiedział tato.
-Wiem, nie musisz mi o tym przypominać.- chwila ciszy.- Ale ja chcę ją poznać.. Porozmawiać z nią.
-Czemu nie zrobiłaś tego zanim ją zostawiłaś? Wiesz bardzo dobrze, że to wszystko nie było potrzebne.
-Przepraszam.. Ale to było dla mnie za wiele..- powiedziała kobieta.- A czy ona wie, że ja żyję?
-Och, z pewnością. Kilka razy natknęła się na listy lub pocztówki od Ciebie.
-Czemu jej nie powiedziałeś?- spytała z wyrzutem.
-Ja? Poważnie mówisz? W czym by to pomogło?
-Na przykład w rozmowie. Wiedziałaby, że ją kocham.
-Ty to nazywasz miłością??- wykrzyknął.
-A czym? Nigdy nie uwierzę, że nie chciała poznać swojej matki.- stojąc cały czas w korytarzu osunęłam się na podłogę.. Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. Postanowiłam postawić wszystko na jedną kartę. Podniosłam się i wkroczyłam do kuchni gdzie siedzieli przy stole.
-Dzień dobry.- powiedziałam patrząc kobiecie prosto w oczy.- Cześć tatku.- mówiąc to oderwałam na moment od niej wzrok i uśmiechnęłam się do taty.
-Cześć słonko. Co robiłaś?- spytał.
-Byłam z Mirandą w parku i nad jeziorem.- wyjaśniłam szybko swoją nieobecność i sięgnęłam po jabłko leżące w półmisku.- A ty? Byłeś dziś w pracy?
-Nie.. Wziąłem krótki urlop.- popatrzyłam na niego zdziwiona, że nie powiedział mi o tym wcześniej. Postanowiłam nie przeszkadzać im w rozmowie więc pożegnałam się i poszłam do swojego pokoju.
Rzuciłam się na swoje łóżko i napisałam do Mirandy.
" Gdzie ty się podziałaś? Mogłaś dać znać, że idziesz do domu.. :( "
" Wiem.. :( Przepraszam Cię, ale nie mogłam.. Miałam z kimś umowę.. ;)"
Przeczytałam jeszcze raz sms'a od przyjaciółki. Z kim mogła mieć umowę? I o kogo konkretnie jej chodziło? Jeszcze chwile poleżałam myśląc o wiadomości gdy przyszedł mi do głowy pomysł.
" Ukartowałaś to wszystko?! ;d "
" No coś ty. Xd Nie mogłabym. Zresztą nie bd się tłumaczyć :P"
" No spoko. w takim razie jutro pogadamy. :) "
" Brzmi groźnie. Ale ok. Opowiesz mi co się działo. :D"
" Postaram się. Ale następnym razem powiedz mi co planujesz bo nie
ręczę za siebie. :P ;* "
" Postaram się o tym nie zapomnieć :D A teraz wybacz ale idę się myć i spać.."
" Tak wcześnie? Zresztą.. Idź. Musisz się przygotować na jutro ;* "
Nie otrzymałam odpowiedzi, więc pewnie Miranda poszła się kąpać.. Postanowiłam zrobić to co ona i szybko pobiegłam do łazienki żeby przygotować ciepłą i odprężającą kąpiel. Nie miałam zamiaru już nigdzie wychodzić więc mogłam spokojnie leżeć w wannie.
Po porządnej kąpieli postanowiłam sprawdzić czy tato dalej rozmawia z Anną. Ostrożnie zeszłam na najniższy stopień i słuchałam.
-Rozumiem co czujesz ale wiesz, że to nieuniknione.- powiedziała Anna wzdychając.
-Wiem.. I to mnie przeraża. Nie wyobrażam sobie jak Lilo zareaguje na to wszystko.- co ja miałam do tego wszystkiego? Do tej pory było wszystko dobrze.. Dopiero jak pojawiła się Anna, wszystko zaczęło się komplikować.
-Przepraszam Cię. Wiem, że źle zrobiłam.. To wszystko po prostu mnie przerosło.
-A co ja miałem powiedzieć gdy wyjechałaś bez słowa? Miałem na głowie pracę, małe dziecko i dom. Wyobrażasz to sobie? Co ja wtedy przeżyłem? Nie przepraszaj mnie za to wszystko i nie tłumacz się.
-A co mam innego zrobić?- spytała zrezygnowana.
-Powiedz jej to. Powiedz jej dlaczego wyjechałaś, dlaczego na tak długo.. Dlaczego nie dałaś o sobie znaku życia, dlaczego musiała wychowywać się bez matki która wspierałaby ją.- powiedział. Zastanawiałam się jak musiał wyglądać.
-To nie takie proste.- wykręciła się.
-Nie? Jest przecież w domu. Ma pokój na górze. Idź i po prostu jej powiedz.
-Ale tak nie można!- wykrzyknęła.
-Nie? To chodź.- usłyszałam jak odsuwają krzesła od stołu. Nie mogłam dłużej siedzieć i słuchać więc pobiegłam szybko do pokoju i rzuciłam się na łóżko.
Tylko moja głowa dotknęła poduszki i przymknęłam oczy, drzwi do mojego pokoju się otworzyły. Usłyszałam jak ktoś wchodzi do środka. Osoba przystanęła na środku pokoju i chwilę stała bezczynnie.
-I co?- usłyszałam pytanie taty.
-Śpi. Nie będę jej budzić.
-Dobrze.- zgodził się.- Ale pamiętaj, że to nieuniknione.
-Wiem..
Po tych słowach po cichu wyszli z pokoju gasząc światło. Gdy drzwi się zamknęły, podniosłam się i usiadłam na łóżku. Zaczęłam przetrawiać wszystko co usłyszałam.. Zajęło mi to całą noc.