poniedziałek, 30 czerwca 2014

Spokój?

  Do następnego ranka nie wspominałam przy tacie o Annie. Widocznie źle podeszłam do rozwiązania tej zagadki.
  Powoli zwlokłam się z łóżka i podreptałam do łazienki. Po drodze zajrzałam do sypialni taty, na szczęście jeszcze tam był.
  Stanęłam przed lustrem i popatrzyłam na swoje odbicie. Takie jak zawsze.. Loki powykręcane w różne strony, oczy- duże i wyłapujące wszystkie szczegóły.. Wszystko na swoim miejscu.. Ale mimo wszystko coś było nie tak jak powinno. Tylko nie byłam pewna co.
  Ubrałam się w dżinsowe spodenki na szelkach i biały TOP i zeszłam do kuchni na śniadanie. Musiałam szybko coś zjeść bo zaraz miała przyjść Miranda. Przygotowałam sobie płatki zbożowe z owocami. Kiedy kończyłam jeść, zadzwonił dzwonek. Poszłam otworzyć drzwi.
-Siemanko!- wykrzyknęła Miranda gdy otworzyłam drzwi.
-Ciszej.- upomniałam ją.- Tato jeszcze śpi.
-Aaa. Spoko. Już jestem cicho.- mówiąc to zrobiła gest, jakby wyrzucała kluczyk. Uśmiechnęłam się do niej i zaprosiłam ją do środka.-To co będziemy dzisiaj robić?- spytała.
-Nie mam pojęcia.- oznajmiłam siadając na krześle w kuchni.
-Szkoła odpada.
-Na pewno.
-To może centrum handlowe?
-Byłyśmy tam wczoraj. Mam dość.
-No to chodźmy do parku.. Albo nad wodę.
-A masz strój?- spytałam.
-Nie. Po co?
-No jak to? To jak będziesz się kąpać?
-A to już mój problem..- powiedziała tajemniczo. Popatrzyłam na nią przez chwilę, żeby upewnić się czy niczego nie doda.
-Spoko.. To lecę po torebkę i idziemy.
-Dobra. To ja wyjdę na werandę.- oznajmiła i wyszła. Pokiwałam głową choć wiedziałam, że i tak tego nie zauważy. Weszłam po schodach na piętro i do swojego pokoju. Wzięłam błękitną torebkę włożyłam do niej portfel i kilka innych drobiazgów. Zajrzałam jeszcze raz do kuchni i zostawiłam wiadomość dla taty, że wyszłam z Mirandą i nie wiem o której wrócę. Kartkę położyłam na stole, żeby nie przegapił jej i wyszłam do przyjaciółki. Ta uśmiechnęła się na mój widok i powoli poszłyśmy nad jezioro.

  Po piętnastu minutach byłyśmy na miejscu. Usiadłyśmy na trawie.
-I co będziemy tu robić?- spytałam.
-Zobaczysz.- mruknęła.- A na razie siedź i się opalaj.
-Spoko.- Nie pozostało mi nic innego jak zrobić tak jak powiedziała Miranda, więc założyłam okulary przeciwsłoneczne i położyłam się na trawie.
  Leżałam plackiem na trawie przez dobre pół godziny, ale w końcu i to mi się znudziło. Popatrzyłam na przyjaciółkę. Spała w najlepsze. Trąciłam ją lekko w ramie.
-Mir, weź się obudź.- powiedziałam. Zero reakcji.- Miranda. Przestań spać i wstawaj.- Tym razem zareagowała, uśmiechnęła się.- Wiesz co? Mam dość. Nudzę się. Idę się przejść.
-Spoko..- powiedziała sennym głosem. Wzruszyłam ramionami, ponieważ myślałam że pójdzie ze mną.
  Wzięłam torebkę i poszłam wzdłuż jeziora. Była wspaniała pogoda więc nie mogłam na nic narzekać. Byłam sama, więc mogłam trochę pomyśleć.. A moje myśli powędrowały do wczorajszego spotkania z Adamem i jego kolegą. Jak to jest, że wszyscy myślą, że kocham się w Adamie? Dobra, znamy się już sporo czasu ale rozmawiałam z nim tylko ze trzy cztery razy.. To wszystko jest chore. A jeszcze sprawa taty i pani Anny.
   Byłam tak zajęta rozmyślaniem o wszystkim co ostatnio się wydarzyło, że nie zauważyłam osoby która stanęła mi na drodze. A tą osobą był Adam.
-Hej.- powiedziałam jeszcze z lekkim szokiem, bo nie spodziewałam się spotkać go tutaj.
-Cześć.- przywitał się z uśmiechem.- Jak tam?
-Yyy... No więc Miranda znowu wyciągnęła mnie z domu.. Jak widać zresztą..- powiedziałam z lekkim uśmiechem, ale w myślach mówiłam do siebie jaka jestem głupia itp.- A jak tam u Ciebie?- odbiłam piłeczkę.
-A więc od wczoraj.. Zdążyłem zrobić baardzo dużo rzeczy więc nie będę Cię tym zanudzał. Powiem tylko, że nawet nie chciało mi się dzisiaj wstawać bo tak gorąco jest..- mówiąc to wszystko zaczął się rumienić. Posłałam mu uśmiech.
-Wiesz.. Może masz ochotę dołączyć do mnie i Mirandy? Siedzimy sobie na trawie..- wskazałam mu miejsce gdzie leżała Miranda.. No właśnie, leżała. Tajemniczym sposobem zniknęła.. Albo po prostu sobie poszła.
-A gdzie Miranda?- spytał lekko rozbawiony.
-Tego właśnie nie wiem. Jeszcze niedawno leżała tam na trawie..
-No nic.. To może dasz się zaprosić na krótki spacer i wypad na lody?- spytał z niepewnością. Popatrzyłam na niego. "Boże, jaki on jest śliczny!!".
-Pewnie.- uśmiechnęłam się i powoli poszliśmy w stronę lodziarni.

   Na miejscu wybraliśmy sobie stolik który stał najbliżej okna i Adam poszedł po menu.
-Co wybierasz?- spytał.
-Właśnie myślę nad lodami śmietankowo-owocowymi z posypką i czekoladą a nad lodami truskawkowymi..
-Wybierz te pierwsze. Są najlepsze.- uśmiechnął się szeroko.
-A ty już wybrałeś?
-Pewnie. Najlepsze na świecie... Albo w naszym mieście..
-To znaczy jakie?
-Arbuzowe z posypką z czekolady.- powiedział z dumą, co mnie rozbawiło. Zaczęła, się śmiać.- Czemu się śmiejesz? To boli..- udał zranionego i poszedł złożyć nasze zamówienie.
-Prze... praszam.- powiedziałam próbując uspokoić oddech.- Nie chciałam zranić twoich uczuć do.. Lodów.- dodałam co wywołało śmiech ze strony Adama.
-Wyjątkowo Ci wybaczam.- powiedział gdy też uspokoił oddech.- To teraz zmieńmy temat. Opowiedz coś o sobie.- poprosił.
-Nie wiem od czego mam zacząć..
-Najlepiej od początku.
-No więc.. Mieszkam z tatą, uwielbiam oglądać filmy, jeść słodkie rzeczy, od czasu do czasu wyjść do kina z Mirandą.. Lubie też gotować obiady..- powiedziałam wszystko jednym tchem i czekałam na werdykt czując jak robię się czerwona.
-Tylko z tatą mieszkasz?
-...Tak. A ty?
-Ja z obojgiem. I oczywiście z rodzeństwem.- popatrzył na mnie.- A ile znasz się z Mirandą?
-Długo. Jeśli dobrze pamiętam to od przedszkola.
-Wow.. Długo. To niedługo będzie dziesięć lat jak się znacie.. Tak?
-Tak.. W sumie to nawet jedenaście.. Dobra. Dość o mnie. Teraz twoja kolej.
-Dobra, o rodzicach już wiesz.. Mam dwoje młodszego rodzeństwa, lubię słuchać muzyki, zagrać czasami w piłkę nożną.. Z gotowaniem u mnie jest trochę gorzej  ale ulubioną potrawą jest domowa pizza.
-A mama nie uczy Cię jak gotować?-spytałam.
-Stara się.. Tylko jak to ona powiedziała.. Nie jestem pojętnym uczniem..
-Na pewno nie jest aż tak źle.- uśmiechnęłam się.
W czasie gdy my rozmawialiśmy, przyniesiono nam nasze lody. Zjedliśmy je rozmawiając jeszcze o planach na przyszłość, zainteresowaniach. Po zjedzeniu lodów poszliśmy w stronę mojego domu.
-Wiesz że nie musisz mnie odprowadzać, prawda?- spytałam.
-Wiem. I to bardzo dobrze.
-To dlaczego to robisz?
-Bo chcę mieć pewność, że dotrzesz cała i zdrowa do domu.- popatrzyłam na Adama lekko zdziwiona ale zaraz zrekompensowałam mu to uśmiechem.
   Dalej szliśmy w milczeniu, aż weszliśmy na moją ulicę. Zostało kilka metrów do mojego domu gdy zobaczyłam samochód stojący przy wjeździe na podwórko. Przypomniałam go sobie i przestraszyłam się, że kobieta z którą rozmawiałam wtedy przed domem może być teraz w środku i rozmawiać z moim tatą. Z nerwów zaczęłam wykręcać sobie palce co zwróciło uwagę Adama.
-Coś nie tak?- spytał z troską.
-Nie.. Znaczy tak.. Nieważne.- nie miałam pojęcia co mu odpowiedzieć..
-Widzę, że coś jest nie tak.- zatrzymał się i przytrzymał mnie za łokieć.- Możesz mi powiedzieć.
-Widzisz ten samochód?- wskazałam mu czarne auto przed moim domem. Kiwnął twierdząco głową.- No więc tym samochodem przyjechała kobieta której powiedziałam kilka dni wcześniej że jestem sprzątaczką.. A mój tato jest teraz w domu..- powiedziałam wszystko jednym tchem coraz bardziej wykręcając palce i spoglądając na Adama w oczekiwaniu na jego reakcję. Nic nie powiedział. Po prostu złapał moje dłonie uniemożliwiając mi wykręcanie palców i po prostu mnie przytulił. Zdziwiło mnie to, ponieważ spodziewałam się śmiechu.. A tymczasem.. Rozczulił mnie tym.- Dziękuję Ci.- powiedziałam odwzajemniając uścisk.
-Zawsze jestem w pobliżu. Pamiętaj.- powiedział, ścisnął mnie jeszcze raz i powoli odszedł.- Poradzisz sobie.- dodał jeszcze z uśmiechem.
-Dziękuję.- powiedziałam, choć już mnie nie usłyszał. Z bijącym sercem ruszyłam w stronę domu i powoli weszłam po schodach na werandę i dalej do domu. W korytarzu było słychać rozmowę.. Postanowiłam chwilę poczekać.
-..Dobrze wiesz, że to niesprawiedliwe z naszej strony.- powiedział tato.
-Wiem, nie musisz mi o tym przypominać.- chwila ciszy.- Ale ja chcę ją poznać.. Porozmawiać z nią.
-Czemu nie zrobiłaś tego zanim ją zostawiłaś? Wiesz bardzo dobrze, że to wszystko nie było potrzebne.
-Przepraszam.. Ale to było dla mnie za wiele..- powiedziała kobieta.- A czy ona wie, że ja żyję?
-Och, z pewnością. Kilka razy natknęła się na listy lub pocztówki od Ciebie.
-Czemu jej nie powiedziałeś?- spytała z wyrzutem.
-Ja? Poważnie mówisz? W czym by to pomogło?
-Na przykład w rozmowie. Wiedziałaby, że ją kocham.
-Ty to nazywasz miłością??- wykrzyknął.
-A czym? Nigdy nie uwierzę, że nie chciała poznać swojej matki.- stojąc cały czas w korytarzu osunęłam się na podłogę.. Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. Postanowiłam postawić wszystko na jedną kartę. Podniosłam się i wkroczyłam do kuchni gdzie siedzieli przy stole.
-Dzień dobry.- powiedziałam patrząc kobiecie prosto w oczy.- Cześć tatku.- mówiąc to oderwałam na moment od niej wzrok i uśmiechnęłam się do taty.
-Cześć słonko. Co robiłaś?- spytał.
-Byłam z Mirandą w parku i nad jeziorem.- wyjaśniłam szybko swoją nieobecność i sięgnęłam po jabłko leżące w półmisku.- A ty? Byłeś dziś w pracy?
-Nie.. Wziąłem krótki urlop.- popatrzyłam na niego zdziwiona, że nie powiedział mi o tym wcześniej. Postanowiłam nie przeszkadzać im w rozmowie więc pożegnałam się i poszłam do swojego pokoju.
  Rzuciłam się na swoje łóżko i napisałam do Mirandy.
              " Gdzie ty się podziałaś? Mogłaś dać znać, że idziesz do domu.. :( "
              " Wiem.. :( Przepraszam Cię, ale nie mogłam.. Miałam z kimś umowę.. ;)"
 Przeczytałam jeszcze raz sms'a od przyjaciółki. Z kim mogła mieć umowę? I o kogo konkretnie jej chodziło? Jeszcze chwile poleżałam myśląc o wiadomości gdy przyszedł mi do głowy pomysł.
             "  Ukartowałaś to wszystko?! ;d "
             " No coś ty. Xd Nie mogłabym. Zresztą nie bd się tłumaczyć :P"
             " No spoko. w takim razie jutro pogadamy. :) "
             " Brzmi groźnie. Ale ok. Opowiesz mi co się działo. :D"
             " Postaram się. Ale następnym razem powiedz mi co planujesz bo nie
                        ręczę za siebie. :P ;* "
             " Postaram się o tym nie zapomnieć :D A teraz wybacz ale idę się myć i spać.."
             " Tak wcześnie? Zresztą.. Idź. Musisz się przygotować na jutro ;* "
    Nie otrzymałam odpowiedzi, więc pewnie Miranda poszła się kąpać.. Postanowiłam zrobić to co ona i szybko pobiegłam do łazienki żeby przygotować ciepłą i odprężającą kąpiel. Nie miałam zamiaru już nigdzie wychodzić więc mogłam spokojnie leżeć w wannie.
   Po porządnej kąpieli postanowiłam sprawdzić czy tato dalej rozmawia z Anną. Ostrożnie zeszłam na najniższy stopień i słuchałam.
-Rozumiem co czujesz ale wiesz, że to nieuniknione.- powiedziała Anna wzdychając.
-Wiem.. I to mnie przeraża. Nie wyobrażam sobie jak Lilo zareaguje na to wszystko.- co ja miałam do tego wszystkiego? Do tej pory było wszystko dobrze.. Dopiero jak pojawiła się Anna, wszystko zaczęło się komplikować.
-Przepraszam Cię. Wiem, że źle zrobiłam.. To wszystko po prostu mnie przerosło.
-A co ja miałem powiedzieć gdy wyjechałaś bez słowa? Miałem na głowie pracę, małe dziecko i dom. Wyobrażasz to sobie? Co ja wtedy przeżyłem? Nie przepraszaj mnie za to wszystko i nie tłumacz się.
-A co mam innego zrobić?- spytała zrezygnowana.
-Powiedz jej to. Powiedz jej dlaczego wyjechałaś, dlaczego na tak długo.. Dlaczego nie dałaś o sobie znaku życia, dlaczego musiała wychowywać się bez matki która wspierałaby ją.- powiedział. Zastanawiałam się jak musiał wyglądać.
-To nie takie proste.- wykręciła się.
-Nie? Jest przecież w domu. Ma pokój na górze. Idź i po prostu jej powiedz.
-Ale tak nie można!- wykrzyknęła.
-Nie? To chodź.- usłyszałam jak odsuwają krzesła od stołu. Nie mogłam dłużej siedzieć i słuchać więc pobiegłam szybko do pokoju i rzuciłam się na łóżko.
   Tylko moja głowa dotknęła poduszki i przymknęłam oczy, drzwi do mojego pokoju się otworzyły. Usłyszałam jak ktoś wchodzi do środka. Osoba przystanęła na środku pokoju i chwilę stała bezczynnie.
-I co?- usłyszałam pytanie taty.
-Śpi. Nie będę jej budzić.
-Dobrze.- zgodził się.- Ale pamiętaj, że to nieuniknione.
-Wiem..
 Po tych słowach po cichu wyszli z pokoju gasząc światło. Gdy drzwi się zamknęły, podniosłam się i usiadłam na łóżku. Zaczęłam przetrawiać wszystko co usłyszałam.. Zajęło mi to całą noc.

sobota, 7 czerwca 2014

Nic nie wiem..

   Przez całą noc nie zmrużyłam oka. Nie mogłam przestać myśleć o tych wszystkich listach między moim tatą i mamą.. Chociaż nie jestem pewna czy mogę nazywać tak osobę której nawet nie znam.

 -Wstawaj!-powiedziała do mnie Miranda wchodząc do mojego pokoju. Popatrzyłam na nią.                      -Nie śpię.-oznajmiłam. Powoli podniosłam się powoli na swoim łóżku.- Kto Cię wpuścił?-spytałam.
-Nikt. Po prostu wiem gdzie trzymacie klucz. A dzwoniłam dzwonkiem dobre dziesięć minut.- usprawiedliwiła się. Uśmiechnęłam się do niej.
-Spokojnie. Po prostu nie słyszałam.
-Przez dziesięć minut?
-Zdarza się.
-No dobra.. Nie wnikam, ale teraz wstawaj. Wychodzimy.- powiedziała ściągając ze mnie kołdrę.
-Gdzie?
-No jak to gdzie? Do naszej wspaniałej szkoły!-wykrzyknęła.
  Przewróciłam oczami, ale powoli zwlokłam się z łóżka i podreptałam do łazienki. Po drodze zajrzałam do sypialni taty. Pusta.. Nie wiem dlaczego, ale zabolała mnie świadomość tego, że nie wrócił." Jeszcze trochę i się wyprowadzi do pracy"- pomyślałam.
  W łazience opłukałam twarz wodą i umyłam włosy. Były tak nieznośne i jak na złość nie chciały się układać. Mniej więcej po piętnastu minutach wróciłam do pokoju. Miranda siedziała na moim łóżku.. Co mnie zdziwiło-zaścielonym.
-Nudziło Ci się?- spytałam podchodząc do szafy.
-A żebyś wiedziała.. Trochę czasu Cię nie było.- usprawiedliwiła się z szerokim uśmiechem.
-Bez przesady.
-No jak to? Zresztą, opowiadaj co robiłaś przez cały wieczór?-spytała. Popatrzyłam na nią i zaczęłam zastanawiać się czy powiedzieć jej o wszystkim.
-Siedziałam na strychu.
-Po co? Przecież tam są pająki i w ogóle.. Błeee. No i od groma starych gratów i kurzu.
-Właśnie. A pod tym kurzem pudełka w których są rodzinne pamiątki.- powiedziałam powoli.
-No dobra!-wykrzyknęła.- Masz mi powiedzieć co takiego znalazłaś. I to już.- próbowała powiedzieć to z groźbą w głosie, co wywołało wybuch śmiechu.
-Listy mojego taty i mojej mamy.- powiedziałam jednym tchem i schowałam się za kotarą, żeby ubrać się. Zapanowała cisza. Wyjrzałam zza kotary.- Czemu nic nie mówisz?
-Bo mnie zatkało! I czego ciekawego się dowiedziałaś?
-W sumie to niewiele. Wiem tylko tyle, że nie była gotowa na mnie i zostawiła mnie z ojcem. Zaczęła podróżować i przemyślała sobie to wszystko i ponoć chciała się ze mną spotkać..
-To dlaczego tego nie zrobiła??- spytała przyjaciółka pochylając się w moją stronę. Schowałam głowę z powrotem za kotarą.
-Nie mam pojęcia. Może się bała?
-Własnego dziecka?-spytała z ironią.
-A czemu by nie? Zresztą nie mam ochoty o tym mówić.- powiedziałam podchodząc do toaletki w kącie pokoju.
-Spoko. Nic nie mówię. Ale i tak pomogę Ci w makijażu.- wyszczerzyła zęby w uśmiechu. Kiwnęłam głową..- Ale na początku zdejmij ten turban.- wskazała palcem ręcznik na mojej głowie.
-Sorki, całkiem o nim zapomniałam.
-Nic się nie stało.


  Z racji zbliżającego się końca roku szkolnego postanowiłyśmy pochodzić po sklepach zamiast iść do szkoły. Pomysł zaproponowała Miranda. Ja oczywiście się zgodziłam bo nic innego nie wpadło nam do głowy.
  Przez godzinę chodziłyśmy po centrum handlowym w poszukiwaniu butów które ostatnio były reklamowane na stronie miasta. Nie znalazłyśmy takowych. W pewnym momencie po prostu nie dałam rady chodzić.
-Dobra, mam dość.- powiedziałam stając. Miranda obejrzała się za siebie.
-Chyba żartujesz. To dopiero początek.
-Dla ciebie. Ja mam dosyć.  Idę coś zjeść i spadam.
-Dobra, nie będę Cię zatrzymywać.
-Ja ciebie też. Powodzenia w szukaniu butów.- uśmiechnęła się i podeszła do mnie.
-Dziękuję. Do zobaczenia później.- po tych słowach dała mi całusa w policzek i pobiegła w stronę sklepu z firmowymi ubraniami. Ja zaś skierowałam się w stronę kawiarni. Przekroczywszy próg kawiarni, zobaczyłam Adama siedzącego przy jednym ze stolików. Z tym samym kolegą co poprzedniego dnia w parku.
-Lilo!- krzyknął. Uśmiechnęłam się.
-Hej, co tam?- podeszłam powoli.
-Aaa.. Nie mam co robić.- mówiąc to uśmiechnął się szeroko.
-Właśnie widzę.- pokazałam na jego kolegę.- A tak oprócz nudy, to coś ciekawego?- powiedziałam i zrobiłam się czerwona jak burak. "Boże! Co ty wygadujesz.."- zganiłam się w myślach.
-Raczej nie. A u Ciebie?
-Akurat miałam dosyć chodzenia po sklepach i wstąpiłam tutaj żeby odpocząć.
-Domyślam się nawet kto był z tobą.
-Skąd?- spytałam zdziwiona. Przecież nie widział mnie... Chyba.
-Twoja koleżanka właśnie stoi za tobą.- gdy to powiedział powoli odwróciłam głowę i zobaczyłam jak Miranda stała z dosyć dziwną miną co wywołało u nas wszystkich wybuch śmiechu.
-Serio?- spytałam szczerząc się do Mirandy.
-Pewnie. A co ty myślałaś? Nie po to wyciągnęłam Cię z domu żebym sama chodziła po sklepach.
-Jesteś niemożliwa.- mruknęłam.
-I za to mnie kochasz. Prawda?
-Nie, no skąd w ogóle przyszło Ci to do głowy?- zadrwiłam.
-A wiesz.. Tak jakoś mam dzisiaj wyjątkowy dzień.- po tych słowach mrugnęła porozumiewawczo.- No dobra, to co planujecie robić chłopaki?- spytała siadając na najbliższym wolnym krześle.
-Ja to muszę już spadać.- powiedział Patryk, podnosząc się ze swojego krzesła.- Na razie stary.- powiedział do Adama i już go nie było.
-A ty?- tym razem pytanie było skierowane do Adama. Zrobiłam wielkie oczy.
-Yyyy.. Nie wiem. Planowałem jeszcze posiedzieć i pójść na trening.
-A co trenujesz? Coś fajnego? Czy to jest trudne?- zasypała go gradem pytań.
-Zwolnij, nie każdy potrafi tak jak ty mówić na bezdechu.- powiedziałam do Mirandy, ale patrzyłam na Adama.
-Nic się nie stało.- uśmiechnął się do mnie.- A trenuję wszystko po trochu. Dzisiaj padło na siłownię. Nie jest trudne i podoba mi się.
-To fajnie..- powiedziała.
  Nie odezwałam się. Nie było po co. Przyglądałam się ludziom w kawiarni. Jakiemuś staremu facetowi w podartych spodniach, który zajadał się babeczką. Kobiecie w jaskrawej sukience, która aż raziła w oczy.. I na końcu mój wzrok spoczął na Adamie. Jego oczy podążały za moimi.. Pomimo tego, że w pewnym momencie poczułam się niezręcznie, nie oderwałam wzroku. Patrzyliśmy tak na siebie do końca spotkania.

-Co to było?- spytała Miranda gdy szłyśmy chodnikiem do mojego domu.
-A o co Ci chodzi?- udałam głupią.
-Przez całe spotkanie siedziałaś i wgapiałaś się w Adama.
-I co z tego? On we mnie też..
-No właśnie!- wykrzyknęła.
-Uspokój się.- powiedziałam.- Jutro o tym pogadamy. Na dzisiaj mam dosyć.
-Dobra. Ale pamiętaj, że ja będę pamiętać.- uśmiechnęła i pogroziła mi palcem.
-Oczywiście.- odwzajemniłam uśmiech.- Pa, pa.
-Pa.- powiedziała, dała mi całusa w policzek i pobiegła w stronę przystanku autobusowego.
Ja skręciłam na chodnik przed swoim domem i weszłam do niego. W sionkach zobaczyłam buty taty. W końcu przyjechał.
-Cześć.- powiedziałam wchodząc do domu.
-Cześć, jak minął dzień?- spytał siadając przy stole.
-Może być. - mruknęłam.- Tato.. Kto to jest Anna?- spytałam i obserwowałam jego reakcje. Na początku uważnie mi się przyjrzał. Potem zrobił wielkie oczy i wstał od stołu/
-Nie wiem o kim mówisz.- powiedział. Postanowiłam nie drążyć tego tematu. Na pewno nie miał dobrego humoru po tylu godzinach pracy.