sobota, 7 czerwca 2014

Nic nie wiem..

   Przez całą noc nie zmrużyłam oka. Nie mogłam przestać myśleć o tych wszystkich listach między moim tatą i mamą.. Chociaż nie jestem pewna czy mogę nazywać tak osobę której nawet nie znam.

 -Wstawaj!-powiedziała do mnie Miranda wchodząc do mojego pokoju. Popatrzyłam na nią.                      -Nie śpię.-oznajmiłam. Powoli podniosłam się powoli na swoim łóżku.- Kto Cię wpuścił?-spytałam.
-Nikt. Po prostu wiem gdzie trzymacie klucz. A dzwoniłam dzwonkiem dobre dziesięć minut.- usprawiedliwiła się. Uśmiechnęłam się do niej.
-Spokojnie. Po prostu nie słyszałam.
-Przez dziesięć minut?
-Zdarza się.
-No dobra.. Nie wnikam, ale teraz wstawaj. Wychodzimy.- powiedziała ściągając ze mnie kołdrę.
-Gdzie?
-No jak to gdzie? Do naszej wspaniałej szkoły!-wykrzyknęła.
  Przewróciłam oczami, ale powoli zwlokłam się z łóżka i podreptałam do łazienki. Po drodze zajrzałam do sypialni taty. Pusta.. Nie wiem dlaczego, ale zabolała mnie świadomość tego, że nie wrócił." Jeszcze trochę i się wyprowadzi do pracy"- pomyślałam.
  W łazience opłukałam twarz wodą i umyłam włosy. Były tak nieznośne i jak na złość nie chciały się układać. Mniej więcej po piętnastu minutach wróciłam do pokoju. Miranda siedziała na moim łóżku.. Co mnie zdziwiło-zaścielonym.
-Nudziło Ci się?- spytałam podchodząc do szafy.
-A żebyś wiedziała.. Trochę czasu Cię nie było.- usprawiedliwiła się z szerokim uśmiechem.
-Bez przesady.
-No jak to? Zresztą, opowiadaj co robiłaś przez cały wieczór?-spytała. Popatrzyłam na nią i zaczęłam zastanawiać się czy powiedzieć jej o wszystkim.
-Siedziałam na strychu.
-Po co? Przecież tam są pająki i w ogóle.. Błeee. No i od groma starych gratów i kurzu.
-Właśnie. A pod tym kurzem pudełka w których są rodzinne pamiątki.- powiedziałam powoli.
-No dobra!-wykrzyknęła.- Masz mi powiedzieć co takiego znalazłaś. I to już.- próbowała powiedzieć to z groźbą w głosie, co wywołało wybuch śmiechu.
-Listy mojego taty i mojej mamy.- powiedziałam jednym tchem i schowałam się za kotarą, żeby ubrać się. Zapanowała cisza. Wyjrzałam zza kotary.- Czemu nic nie mówisz?
-Bo mnie zatkało! I czego ciekawego się dowiedziałaś?
-W sumie to niewiele. Wiem tylko tyle, że nie była gotowa na mnie i zostawiła mnie z ojcem. Zaczęła podróżować i przemyślała sobie to wszystko i ponoć chciała się ze mną spotkać..
-To dlaczego tego nie zrobiła??- spytała przyjaciółka pochylając się w moją stronę. Schowałam głowę z powrotem za kotarą.
-Nie mam pojęcia. Może się bała?
-Własnego dziecka?-spytała z ironią.
-A czemu by nie? Zresztą nie mam ochoty o tym mówić.- powiedziałam podchodząc do toaletki w kącie pokoju.
-Spoko. Nic nie mówię. Ale i tak pomogę Ci w makijażu.- wyszczerzyła zęby w uśmiechu. Kiwnęłam głową..- Ale na początku zdejmij ten turban.- wskazała palcem ręcznik na mojej głowie.
-Sorki, całkiem o nim zapomniałam.
-Nic się nie stało.


  Z racji zbliżającego się końca roku szkolnego postanowiłyśmy pochodzić po sklepach zamiast iść do szkoły. Pomysł zaproponowała Miranda. Ja oczywiście się zgodziłam bo nic innego nie wpadło nam do głowy.
  Przez godzinę chodziłyśmy po centrum handlowym w poszukiwaniu butów które ostatnio były reklamowane na stronie miasta. Nie znalazłyśmy takowych. W pewnym momencie po prostu nie dałam rady chodzić.
-Dobra, mam dość.- powiedziałam stając. Miranda obejrzała się za siebie.
-Chyba żartujesz. To dopiero początek.
-Dla ciebie. Ja mam dosyć.  Idę coś zjeść i spadam.
-Dobra, nie będę Cię zatrzymywać.
-Ja ciebie też. Powodzenia w szukaniu butów.- uśmiechnęła się i podeszła do mnie.
-Dziękuję. Do zobaczenia później.- po tych słowach dała mi całusa w policzek i pobiegła w stronę sklepu z firmowymi ubraniami. Ja zaś skierowałam się w stronę kawiarni. Przekroczywszy próg kawiarni, zobaczyłam Adama siedzącego przy jednym ze stolików. Z tym samym kolegą co poprzedniego dnia w parku.
-Lilo!- krzyknął. Uśmiechnęłam się.
-Hej, co tam?- podeszłam powoli.
-Aaa.. Nie mam co robić.- mówiąc to uśmiechnął się szeroko.
-Właśnie widzę.- pokazałam na jego kolegę.- A tak oprócz nudy, to coś ciekawego?- powiedziałam i zrobiłam się czerwona jak burak. "Boże! Co ty wygadujesz.."- zganiłam się w myślach.
-Raczej nie. A u Ciebie?
-Akurat miałam dosyć chodzenia po sklepach i wstąpiłam tutaj żeby odpocząć.
-Domyślam się nawet kto był z tobą.
-Skąd?- spytałam zdziwiona. Przecież nie widział mnie... Chyba.
-Twoja koleżanka właśnie stoi za tobą.- gdy to powiedział powoli odwróciłam głowę i zobaczyłam jak Miranda stała z dosyć dziwną miną co wywołało u nas wszystkich wybuch śmiechu.
-Serio?- spytałam szczerząc się do Mirandy.
-Pewnie. A co ty myślałaś? Nie po to wyciągnęłam Cię z domu żebym sama chodziła po sklepach.
-Jesteś niemożliwa.- mruknęłam.
-I za to mnie kochasz. Prawda?
-Nie, no skąd w ogóle przyszło Ci to do głowy?- zadrwiłam.
-A wiesz.. Tak jakoś mam dzisiaj wyjątkowy dzień.- po tych słowach mrugnęła porozumiewawczo.- No dobra, to co planujecie robić chłopaki?- spytała siadając na najbliższym wolnym krześle.
-Ja to muszę już spadać.- powiedział Patryk, podnosząc się ze swojego krzesła.- Na razie stary.- powiedział do Adama i już go nie było.
-A ty?- tym razem pytanie było skierowane do Adama. Zrobiłam wielkie oczy.
-Yyyy.. Nie wiem. Planowałem jeszcze posiedzieć i pójść na trening.
-A co trenujesz? Coś fajnego? Czy to jest trudne?- zasypała go gradem pytań.
-Zwolnij, nie każdy potrafi tak jak ty mówić na bezdechu.- powiedziałam do Mirandy, ale patrzyłam na Adama.
-Nic się nie stało.- uśmiechnął się do mnie.- A trenuję wszystko po trochu. Dzisiaj padło na siłownię. Nie jest trudne i podoba mi się.
-To fajnie..- powiedziała.
  Nie odezwałam się. Nie było po co. Przyglądałam się ludziom w kawiarni. Jakiemuś staremu facetowi w podartych spodniach, który zajadał się babeczką. Kobiecie w jaskrawej sukience, która aż raziła w oczy.. I na końcu mój wzrok spoczął na Adamie. Jego oczy podążały za moimi.. Pomimo tego, że w pewnym momencie poczułam się niezręcznie, nie oderwałam wzroku. Patrzyliśmy tak na siebie do końca spotkania.

-Co to było?- spytała Miranda gdy szłyśmy chodnikiem do mojego domu.
-A o co Ci chodzi?- udałam głupią.
-Przez całe spotkanie siedziałaś i wgapiałaś się w Adama.
-I co z tego? On we mnie też..
-No właśnie!- wykrzyknęła.
-Uspokój się.- powiedziałam.- Jutro o tym pogadamy. Na dzisiaj mam dosyć.
-Dobra. Ale pamiętaj, że ja będę pamiętać.- uśmiechnęła i pogroziła mi palcem.
-Oczywiście.- odwzajemniłam uśmiech.- Pa, pa.
-Pa.- powiedziała, dała mi całusa w policzek i pobiegła w stronę przystanku autobusowego.
Ja skręciłam na chodnik przed swoim domem i weszłam do niego. W sionkach zobaczyłam buty taty. W końcu przyjechał.
-Cześć.- powiedziałam wchodząc do domu.
-Cześć, jak minął dzień?- spytał siadając przy stole.
-Może być. - mruknęłam.- Tato.. Kto to jest Anna?- spytałam i obserwowałam jego reakcje. Na początku uważnie mi się przyjrzał. Potem zrobił wielkie oczy i wstał od stołu/
-Nie wiem o kim mówisz.- powiedział. Postanowiłam nie drążyć tego tematu. Na pewno nie miał dobrego humoru po tylu godzinach pracy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz