Poniedziałek. Najgorsza tortura wieku szkolnego.. Chociaż nie mam pewności co do tego czy inni myślą tak samo.
Kończyłam właśnie malować rzęsy, gdy zadzwonił dzwonek.
-Tato! Otwórz drzwi!- krzyknęłam z łazienki.
-Nie mogę! Wyjdź z tej łazienki i otwórz.- odkrzyknął. Przewróciłam oczami i zwlokłam się na dół.
Zajrzałam przez okno na werandę żeby zobaczyć kto dzwonił dzwonkiem. Miranda. Uchyliłam lekko drzwi.
-Cześć. Co ty tutaj robisz?- spytałam zdziwiona.
-Jak to? Przyszłam po Ciebie. Musimy pogadać.
-Nie mogłaś poczekać aż dotrę do szkoły?
-Nie.- powiedziała z szerokim uśmiechem.
-Mhmmm.. Właź.- mruknęłam pod nosem i przepuściłam ją w drzwiach.
-Dzięki. Jest twój tato?
-Jeszcze tak. Zaraz idzie do pracy..- wytłumaczyłam jej gdy wchodziłyśmy po schodach na piętro.- Poczekaj na mnie chwile w pokoju.
-Tak jest.- dygnęła i poszła ze śmiechem do mojego pokoju. Ja wróciłam do łazienki, by skończyć się malować i zrobić coś z włosami.
Po dziesięciu minutach byłam już w pokoju i szukałam jakiegoś czystego TOP-u w szafce. Miranda siedziała na moim łóżku i przyglądała mi się.
-Czego ty tam konkretnie szukasz?- spytała stając obok mnie.
-Czegoś co będzie pasowało do dżinsowych szortów i granatowych conversów.- powiedziałam już lekko poirytowana.
-Jak dobrze,że przyszłam do Ciebie. Nie poradziłabyś sobie.- mówiąc to zajrzała do mojej szafy, poszperała chwilę i wyciągnęła z niej miętowy TOP ze zwisającymi z przodu sznureczkami. Otworzyłam szerzej oczy.-No co?- spytała patrząc na mnie.
-Szukałam tej bluzki przez ostatnie trzy miesiące.
-Wow.. To jest... Ale czemu aż tyle??
-Nie wiem. Jakoś tak wyszło.- powiedziałam wymijająco.
-Dobra, dobra.- uniosła jedną brew w geście zwątpienia. Popatrzyłam na nią i uśmiechnęłam się.
-Dosyć. Jestem ubrana. Chodźmy do kuchni zjeść śniadanie.- W odpowiedzi kiwnęła tylko głową i ruszyła za mną.
Zdecydowałam się na płatki kukurydziane z suszonymi owocami i sok pomarańczowy. Jedząc, zaczęłam zastanawiać się nad tym dlaczego tato spędza tyle czasu poza domem.. Miranda wzięła sobie jedno jabłko i zaczęła je powoli jeść.
-Jak było?- spytała między kęsami.
-Ale co?- spytałam wyrwana z zamyślenia.
-Wczoraj. W parku. Z Adamem.
-Aaaa. Fajnie.
-Tylko fajnie?- spytała kładąc jabłko na stole.- Jak możesz? Przecież on jest taki miły i w ogóle.
-I co z tego? Było fajnie i tyle. Co mam dodać. Spacerowaliśmy tylko.
-Rozumiem.- powiedziała przeciągając każdą literę. Przewróciłam oczami.
-Nieważne. Kończ jeść i idziemy do szkoły.-powiedziałam wstając od stołu.
-Spoko. Tylko tak mi się nie chce iść..- zrobiła zbolałą minę.
-Wiem, wiem. ale to ostatni tydzień szkoły. Damy radę. Zresztą jutro i tak jedziemy zanieść podanie do szkoły.- przypomniałam jej.
-A no tak. Całkiem o tym zapomniałam.- Pstryknęła się lekko w czoło.- Idź po torbę i pędzimy.
-Ok,ok. Już idę.
Wbiegłam po schodach na piętro i dalej do swojego pokoju. Torba leżała w kącie przy oknie. Wzięłam ją i zeszłam do przyjaciółki. Stała przy lustrze w korytarzu.
-Jestem.- powiedziałam.- Możemy iść.
-Mhm..- mruknęła odsuwając się od lustra.
-Co jest?- spytałam.- Coś nie tak?
-Nie. Wszystko jest w porządku. Chodźmy.
-No dobra. Chodźmy.
Wyszłyśmy z domu i skierowałyśmy się w stronę parku. Miałyśmy jeszcze trochę czasu więc wstąpiłyśmy do budki z lodami. Mijałyśmy fontannę gdy dostrzegłam na jednej z ławek Adama. Siedział z jakimś znajomym. Miranda też go zauważyła go, ponieważ zatrzymała się.
-Adam!- krzyknęła. Obrócił się w naszą stronę.- Cześć!- Dodała przyjaciółka i pomachała do niego. W odpowiedzi uśmiechnął się i odmachał. Ruszyłyśmy dalej.
-Co to było?- spytałam.
-No co? Chciałam się przywitać. Chyba mogę. Prawda?
-No tak. Ale rozmawiał z kimś.- zauważyłam.
-Jejku. Nie poznałaś tego kolesia który siedział z nim na ławce?
-Nie.- powiedziałam.- A powinnam?
-Przecież to ten chłopak co był DJ-em na imprezie Adama.- powiedziała.- No proszę Cię.. Czekaj.. jak on miał na imie... P...p,p,p,p.. Patryk!- Wykrzyknęła. Odruchowo odwróciłam się żeby upewnić się czy usłyszeli nas. Ku mojemu zdziwieniu nikogo nie było na ławce. Wzruszyłam ramionami i dogoniłam Mirandę.
Lekcje skończyłyśmy przed dwunastą. Nauczyciele postanowili puścić nas wcześniej ponieważ zrobiło się niewyobrażalnie gorąco.
Byłam w połowie drogi do domu gdy zadzwonił mi telefon.
-Halo?
-Lilo? Tu tata. Jesteś już w domu?
-Jeszcze nie. Jestem w połowie drogi. Akurat minęłam kawiarnię. A co?
-Czy mogłabyś zamówić sobie dzisiaj coś do jedzenia?
-Dlaczego?- spytałam.
-Nie będzie mnie dziś w domu. Mam nawał roboty.
-I nie możesz skończyć jej w domu?
-Nie. Praca to praca. Wynagrodzę Ci to jakoś. Obiecuję.- powiedział skruszony.
-Nie obiecuj. Pewnie będzie tak jak ostatnio. Cześć.- pożegnałam się i rozłączyłam.
Jedna łza spłynęła mi po policzku. Szybko ją wytarłam. Nie chciałam aby ktokolwiek zauważył moje łzy.
Schowałam telefon do kieszeni i poszłam dalej. Chciałam jak najszybciej dotrzeć do domu. Tam nikt nie będzie mnie widział.
Wbiegłam na werandę i usiadłam ciężko na schodkach.. Przez całą drogę próbowałam nie płakać. Ale to nic nie dało. Kilka następnych łez spłynęło po moim policzku. "Czemu ja płaczę?'- pomyślałam patrząc bezmyślnie przed siebie.
-Przepraszam..-usłyszałam czyjś głos.- Czy wszystko w porządku?- podniosłam wzrok. Mówiła do mnie jakaś kobieta. Ubrana w błękitną sukienkę, włosy związane w kucyk. Tak samo niesforne jak u mnie. Tylko krótsze.
-Tak, wszystko w porządku. W czym mogę pomóc?- wstałam szybko i lekko uniosłam kąciki ust.
-Szukam domu numer 232. Przejechałam całą dzielnicę ale rzadko któryś dom ma umieszczony numer..
-Właśnie stoi pani przed domem numer 232.
-Och. Na prawdę?
-Tak. Kim pani jest?- spytałam przyglądając się jej.
-Jestem z opieki społecznej.- wyjaśniła powoli. Chyba czekała na moją reakcję.
-A w jakim celu pani tu przyjechała?- spytałam głosem pozbawionym jakichkolwiek uczuć.
-Przysłano mnie by sprawdzić jak radzi sobie rodzina która tutaj mieszka.
-Tak? Przykro mi. Nikogo nie ma w domu.
-Szkoda.. Na prawdę? Przepraszam że pytam, ale co tutaj robisz?
-Pracuję. Pomagam tej rodzinie. Sprzątam..- skłamałam.
-Rozumiem. W takim razie proszę przekazać właścicielom że proszę o kontakt.- powiedziała kierując się do samochodu.
-Dobrze. Miłego dnia.
-Do widzenia.- Kobieta wsiadła do auta i pojechała.
Posiedziałam jeszcze przed domem by upewnić się, że nie obserwuje mnie. W końcu weszłam do domu. Torbę położyłam na półce w korytarzu i poszłam do kuchni. Zajrzałam do lodówki. Pusta. No tak.. Tato zapomniał zrobić zakupów.
Nie pozostało mi nic innego do roboty, więc weszłam na strych. Pamiętam jak z tatą zanieśliśmy tam wszystkie pudła. Kilka było zamkniętych. Zabraniał mi je otwierać.
Powoli ruszyłam po stromych schodach. Każdy skrzypiał niemiłosiernie. Zapaliłam światło i ruszyłam w głąb pomieszczenia. Stało tam około dwudziestu pudeł. Wzięłam najmniejsze i otworzyłam. Były w nim pocztówki. Takie jak tamta którą znalazłam w salonie. Zaczęłam czytać.
"Drogi Tomku,
Mam nadzieję, że jesteście zdrowi. Przepraszam że was opuściłam.. Nie mogłam inaczej..
Pewnie mi tego nie wybaczysz, ale chciałabym kiedyś poznać moją córeczkę. Choć raz z nią porozmawiać. Napisz co zdecydujesz.
Anna"
"Drogi Tomku,
Rozumiem twoją decyzję. I szanuję ją. Ale tak bardzo za wami tęsknie. Opisz mi ją. Jak
wygląda? Co lubi? Jak ma na imię? Chce znać wszystkie szczegóły. Zgoda. Odeszłam, ale
chcę wiedzieć o niej wszystko.
Anna"
" Drogi Tomku,
Wybrałeś wspaniałe imię. Takie oryginalne. Nie wpadłabym na to. Jest śliczna. I te włosy.
Mam nadzieję, że będzie miała wspaniałe jak urosną jej.
Brakuje mi was. Ucałuj ją ode mnie.
Anna"
"Kochany Tomku,
Dawno nie pisałam. Przepraszam. Byłam na wycieczce po europie.
Musiałam jakoś odreagować to wszystko. Chciałabym wiedzieć czy zmieniłeś
zdanie co do tego, bym mogła porozmawiać ze swoją córką. Muszę to wiedzieć.
Jeżeli nie uzyskam odpowiedzi, będzie to dla mnie sygnał, że nie masz nic przeciwko.
Albo po prostu zadzwoń pod ten numer: 507443111.
Anna"
Ostatnia kartka była z marca tego roku. Reszta z różnych innych miesięcy poprzednich lat. Nie przeczytałam wszystkich. Było ich tak dużo..
Zeszłam ze strychu gdy poczułam się śpiąca. Od siedzenia na podłodze bolały mnie kości. Przyłożyłam głowę do poduszki i zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz