wtorek, 26 sierpnia 2014

Chwilowe zachmurzenie

Przesiedziałam w szpitalu cały dzień. Nie miałam pojęcia co ze sobą zrobić, siedziałam tylko i wpatrywałam się tępo w ścianę.
    Przysypiałam na krześle gdy z sali naprzeciw wyszedł lekarz. Od razu poderwałam się do góry.
-Właśnie się przebudziła, prosi o zawołanie Lilo.- mówi tym swoim monotonnym głosem. Tym samym, który słychać przy każdej wizycie kontrolnej.
-To ja.- mówię, wstając z krzesła.
-Proszę za mną.
 Nic nie mówiąc wchodzę za nim do sali i podchodzę do łóżka Mirandy.
-Heej.- wita mnie cicho. Próbuje sie uśmiechnąć, ale wychodzi z tego lekki grymas.
-Hej, ale napędziłaś mi stracha.- wyznaję z lekkim szokiem.
-Ej, przecież to moja specjalność, prawda?
-No pewnie. Ale to był jednorazowy wyskok, tak?- spytałam, siląc się na swobodny ton.
-No pewnie. Więcej tak nie zrobię.- powiedziała lekko podnosząc lewą rękę nad materac łóżka. Uśmiechnęłam się z ulgą.
-Jak się czujesz?- spytałam.
-Szczerze to czuje się jakbym miała wszystko połamane..- przyznała.
-Prawie wszystko.- poprawiłam ją.
-Zapomniałam.. A co u Ciebie? Coś się wydarzyło?
-Oprócz tego, że moja przyjaciółka leży w szpitalu, nie powiedziała mi że jej brat przyjechał? Wszystko dobrze.. Tak jakby.
-Tak jakby? To znaczy?
-Nie ważne. Teraz najważniejsze jest twoje zdrowie. Pogadamy o tym kiedy indziej. Przyrzekam.- powiedziałam. Choć w rzeczywistości zastanawiałam  się nad tym czy zdążymy porozmawiać.
-Przestań.- zarządziła ostrym tonem Miranda, na co ja zareagowałam nerwowym chichotem.- To nie jest śmieszne.- zauważyła.
-Przepraszam Cię.. To chyba przez te wszystkie wydarzenia.. Nie mogłam się powstrzymać.
-Już dobrze. Powiem Ci tyle, że możesz iść na razie do domu. Czuje się dobrze, ale jestem zmęczona.- oznajmiła. Kiwnęłam głową w zadumie.
-Okey.. Ale jutro rano przyjdę do Ciebie. I nie mów 'nie' bo nie ręczę za siebie.- zagroziłam z lekkim błyskiem w oku.
-Tak jest, prze pani.- powiedziała salutując jak żołnierz w wojsku. Uśmiechnęłam się.- Nigdzie się stąd nie ruszę.- dodała, na co obie zareagowałyśmy śmiechem.
  Nie chciałam jej męczyć więc pożegnałam się i powoli wyszłam z sali na spotkanie z resztą oczekujących. Tato dopytywał się czy wszystko dobrze, na co ja skinęłam głową i poszłam w stronę wind. Chciałam wyjść na świeże powietrze, dusiłam się tym wszystkim.. Zapachem, widokiem.. Wszystkim.
  Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Tyle czasu spędziłam w szpitalu czekając na informacje co z Mirandą, ale to do mnie nie dotarło.. Po prostu czułam się jak w transie.
  Zadzwoniła moja komórka.
-Tak, słucham?
-Cześć Lilo, masz ochotę gdzieś wyjść?- spytał Adam. Pierwszym odruchem była chęć odmowy.. Tyle, że to by nic nie zmieniło.
-Cześć, a masz już jakiś plan?
-Jasne, chcesz to Ci o nim opowiem.- zaoferował, na co ja zareagowałam śmiechem. Nie sądziłam, że byłabym do tego zdolna.
-Byłabym wdzięczna. A o której?
-Powiedzmy, że z godzinę przyjdę po Ciebie. Co ty na to?
-Dobra, to ja będę czekać.
-Dzięki, do zobaczenia.- powiedział.
-Do zobaczenia.- odpowiedziałam i z uśmiechem ruszyłam do domu.
  Zorientowałam się, że Adam jako jedyny człowiek potrafił w tym momencie wywołać uśmiech na mojej twarzy.

   Dotarłszy do domu, od razu poszłam do pokoju żeby przebrać się i choć chwilę odpocząć.
Nawet gdy siedząc w pokoju patrzyłam na wszystkie zdjęcia wiszące na ścianie, nie mogłam uwierzyć w to co się wydarzyło.
  Była godzina piąta, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Tato! Otwórz!- krzyknęłam z pokoju, szukając swoich ulubionych spodni.
-Już, już.- odpowiedział idąc do drzwi.
-Dzień dobry.- przywitał mojego tatę Adam.- Jest Lilo?
-Tak, jest. Wejdź, powinna zaraz zejść.- powiedział lekko.
-Dziękuję.
-Nie ma sprawy. Usiądź w salonie, zaraz przyjdzie..- dodał coś jeszcze, ale grzebiąc w szafie w poszukiwaniu spodni nie dosłyszałam.
  Po upływie dziesięciu minut, dałam za wygraną i założyłam czarne dżinsy z cekinami i zeszłam do mężczyzn siedzących w salonie i pogrążonych w rozmowie.
-Cześć.- przywitałam się z Adamem wchodząc do salonu. Uśmiechnął się i podszedł do mnie.
-Cześć.- powiedział stając naprzeciw mnie.- Gotowa?
-Tak, gotowa.- powiedziałam z uśmiechem błąkającym się na ustach.- Tato, my już idziemy.. Nie wiem kiedy będę w domu.
-Nie wiesz? To ja Ci mówię, że 22 masz być już w łóżku.- stanąwszy naprzeciw mnie, wyprostował plecy i popatrzył na mnie z góry.- Tak?
-Pewnie tatuś że będę.- uśmiechnęłam się.- Ale nie wiem kiedy.- dodałam ze śmiechem i wyszliśmy domu.
-Zawsze tak rozmawiasz z tatą?- spytał Adam gdy tylko znaleźliśmy się na chodniku.
-Przeważnie.. Czasem próbuje być poważny, ale to nic nie daje.- uśmiechnęłam się.- Ma w sobie coś takiego co czasem doprowadza mnie do śmiechu..
-To chyba dobrze, że masz takie dobre kontakty ze swoim tatą.. Prawda?
-Prawda.. Tylko chyba czegoś mi nie mówi.- mruknęłam pod nosem.
-Dobra. Zmieniamy temat. Pragnę Cię zaprowadzić w pewne miejsce.
-Pragniesz?- pytam ze śmiechem.
-Tak,pragnę. A teraz jeśli mogę..- mówi podchodząc do mnie z chustką w ręce.
-Chcesz zawiązać mi oczy, tak?
-Mhm..- widzę że jest zakłopotany. Uśmiecham się i odwracam się, tak by mógł zawiązać chustkę.
-Jak wyglądam?- pytam gdy mam ją już na oczach.
-Ślicznie.- mówi i całuje mój nos. Marszczę go lekko na co on reaguje śmiechem.- Wiesz, że słodko wyglądasz jak marszczysz nos?
-Słodko? Ja tam twierdzę że wyglądam jak prosiaczek..- mówię.
-Ale słodki prosiaczek.- dodaje i bierze mnie za rękę.- Chodźmy.
   Przez chwilę prowadzi mnie w zupełnej ciszy. W końcu nie wytrzymuję.
-Daleko jeszcze?- pytam.
-Jeszcze chwila..- odpowiada. Kiwam głową, na znak, że rozumiem.
   Nie mija dziesięć minut gdy czuję jak Adam rozwiązuje supełek który zrobił by zasłonić mi oczy.
-Jesteśmy na miejscu.- mówi. Gdy otwieram oczy, widzę rozłożony koc, tuż przy jeziorze. A na kocu róże, czekoladki i paczuszka..
-Adam..- zaczynam.
-Nic nie mów.. Proszę.- przerywa mi i daje mi różę i paczuszkę.
-Boże, Adam...- mówię otwierając paczuszkę.. Znajdują się w niej kolczyki i naszyjnik.. A pod nimi jakaś karteczka. Rozkładam ją, co raz spoglądając na Adama.
       " Lilo,
   Pewnie pomyślisz, że to dziwne.. Ale zakochałem się w Tobie. Odkąd przyszłaś na moją imprezę, odkąd pierwszy raz zobaczyłem Cię w szkole.. Byłaś śliczna... Nie mogłem przestać o Tobie myśleć. 
  Po prostu oszalałem na twoim punkcie.
                                                                        Adam."
  Dopiero kończąc czytać zorientowałam się, że Adam stojący tuż za mną czytał go na głos.. A może mówił to bez patrzenia na kartkę? Nie wiem.
  Odwracam się twarzą do niego.
-Lilo, stojąc tu przed Tobą chcę Cię spytać o pewną ważną rzecz.- mówi.. Uśmiecham się.
-Tak?
-Czy zechciałabyś uczynić mi ten zaszczyt i zostać moją dziewczyną? Moim ślicznym prosiaczkiem?- Wybucham śmiechem na wspomnienie o prosiaczku.
-Oczywiście. Tak,tak,tak.- mówię i przytulam go.
-Dziękuję Ci.- mówi odchylając się lekko do tyłu.
  Nachylam się do niego i całuję go. Na początku nieśmiało.. Potem  poprzez pocałunek dziękuję mu za to, że jest przy mnie. Uśmiecha się, co wyczuwam i odwzajemnia to wszystko co do mnie czuje.

środa, 6 sierpnia 2014

Szczęście nie trwa wiecznie

 Siedziałam w salonie oglądając telewizje, ale w rzeczywistości myślami byłam z Adamem. Odprowadził mnie do domu i sam powoli ruszył w stronę swojego.
  Mimo tego, że byłam szczęśliwa z powodu bycia z Adamem, to jednak martwiłam się następstw moich decyzji i decyzji mojego taty. Siedziałam na kanapie do północy, ale nie doczekałam się jego powrotu. Nie miałam innego wyjścia, więc podreptałam do swojego pokoju i padłam na łóżko.
-Dziękuję, za to, że ktokolwiek tu jest.- mruknęłam do siebie i za..snęłam.

-.. No pewnie że tak. Ale jeszcze nie teraz.- Usłyszałam głos taty.  Ciekawe kiedy wrócił..
-..Ale dlaczego nie teraz? Potem może być gorzej.- Anna.
  O czym oni rozmawiali? Co "nie teraz"? I dlaczego potem ma być gorzej.. Nie miałam już szans, żeby zasnąć więc wyszłam z łóżka i zeszłam do kuchni. Tam siedzieli i rozmawiali. Gdy tylko przekroczyłam próg pomieszczenia od razu umilkli. Zaczynało mnie to denerwować, że szeptali za moimi plecami a ja nic nie wiedziałam.
-Cześć tato, Dzień dobry Anno.-przywitałam się i skierowałam kroki w stronę lodówki. Wyjęłam z niej jogurt i mus owocowy.- Jak było w pracy?- spytałam.
-Ekhm.. Dobrze. A jak u Ciebie minął dzień? Zaprosiłaś kogoś?
-Tak. Mirandę..- powiedziałam co raz spoglądając na Annę. Obserwowała każdy mój ruch.. Poczułam się dziwnie.
-Oczywiście.- powiedział.- A wiecie co? Mam pomysł.
-Jaki?- spytałyśmy chórem.
-Wybierzmy się dzisiaj gdzieś.. We trójkę. Co wy na to?
-Niby gdzie byśmy poszli?- spytałam ironicznie.
-A nie wiem.. Na pizze? Albo kebaba..- zaproponował.
-Ale ty masz pomysły.- mruknęłam. Chciałam coś dodać, ale zadzwonił telefon stacjonarny.- Odbiorę.- krzyknęłam i pobiegłam do telefonu.
-Halo?- usłyszałam w słuchawce głos Tomka, brata Mirandy. Zdziwiłam się, że zadzwonił bo rzadko bywa w domu przez studia..
-Słucham.- powiedziałam zaciekawiona.. Ciekawe po co dzwonił...
-Cześć, tu Tomek.. Miranda?
-Tak.. A czemu pytasz?
-Bo moja siostra kazała mi zadzwonić..
-Ale po co? Nie mogła sama tego zrobić?- spytałam.
-Właśnie nie mogła..- powiedział tajemniczo. Przestraszyłam się.
-Jak to? Coś się stało?
-Słuchaj, to nie rozmowa na telefon. Możesz przyjść do parku? Siedzę przy fontannie.
-Zaraz będę. Daj mi piętnaście minut.- powiedziałam i odkładając słuchawkę pobiegłam do pokoju. Słyszałam jak tato coś krzyczał za mną, ale nie wiedziałam co. Byłam skupiona na słowach Tomka, "to nie rozmowa na telefon".. Czy coś się stało?
  Byłam roztrzęsiona. Założyłam szybko ubranie, związałam włosy i zbiegłam po schodach. Zakładałam buty, kiedy tato wyjrzał z kuchni.
-Coś się stało?- spytał. Wiedziałam że chciał być miły... Ale śpieszyłam się.
-Nie teraz. Potem powiem. Musze lecieć. Na razie.- I już nie było mnie w domu.
  W tej sytuacji pobiłam pewnie swój rekord w bieganiu. Nie minęło pięć minut, gdy już byłam w parku i wzrokiem szukałam Tomka. Siedział na ławce z pochyloną głową. W rękach ściskał telefon Mirandy. Coś było nie tak, tylko jeszcze nie wiedziałam co. Podbiegłam do niego i usiadłam na ławce.
-Cześć.. Coś się stało?- spytałam zmęczona po biegu.
-Tak.. Stało się..Tylko nie jestem pewny czy chcesz wiedzieć..
-Czy chodzi Ci o Mirandę?
-Tak.- to krótkie słowo sprawiło, że oczy zapełniły się łzami.
-Przyjechałem wczoraj wieczorem.. Wiesz, skończył się semestr na uczelni.- Kiwnęłam twierdząco głową.- A więc przyjechałem wieczorem. Miranda się ucieszyła więc chciała to uczcić.
-Jak to uczcić? Twój powrót?
-Tak.. Wiem, że nie powinienem tego robić, ale zabrałem ją ze sobą do klubu. Było fajnie. Ale do czasu.
-Do czasu? Tomek, mów co się stało.- zażądałam roztrzęsiona.
-Bo ona tańczyła z kimś. Chciałem już iść więc wyciągnąłem ją z klubu. Szukałem kluczy do samochodu, ale ona nie słuchała mnie..
-Dlaczego miała Cię nie słuchać?? Tomek! Co się stało?
-Bo ona wybiegła przed klub. A jechał jakiś samochód..- Nie musiał kończyć.. Byłam przerażona. Tomek zresztą też.
-Czy wasi rodzice wiedzą?- spytałam ocierając łzę z policzka.
-Wiedzą.. Są u niej od rana.- wyjaśnił.
-Czy jest poważnie ranna?- spytałam modląc się o to, by była tylko lekko poturbowana.
-Nie chcę o tym mówić. Jest w szpitalu na Kopernika..
-Jaka sala?
-Jest na OIOM-ie.- powiedział a mnie aż zmroziło.
-Dobra. Dziękuję, trzymaj się.- Uścisnęłam go i pobiegłam do domu po torebkę w której miałam pieniądze.
  Wbiegłam do domu niczym wichura. Chciałam załatwić to szybko. Wziąć torebkę i pobiec na autobus. Niestety nie było mi to dane. Z salonu wyszła Anna, zobaczyła mnie i moją czerwoną od płaczu twarz.
-Coś się stało?- spytała zatroskana.
-Nie. Nic się nie stało.- mruknęłam kierując się w stronę drzwi.
-Lilo, zaczekaj. Coś się stało. Powiedz co.
-A co miało się stać?!- wykrzyknęłam.- Stało się to że moja przyjaciółka leży w szpitalu. A ja dopiero się o tym dowiedziałam!- wykrzyczałam to wszystko co usłyszałam od Tomka. Z każdym słowem czułam się coraz gorzej. Tato pewnie usłyszał moje krzyki, bo zaraz był przy mnie, stał ze mną na środku domu nie wiedząc co powiedzieć w takiej sytuacji.
-Choć, zawiozę Cie tam.- zaproponował. Kiwnęłam głową i poszłam za nim do auta. Wsiadłam i czekałam aż ruszymy.
  Siedziałam w tym samochodzie i zastanawiałam się, dlaczego akurat Miranda trafiła do szpitala, czemu to ją potrącił samochód.. Tato wsiadł do samochodu.. Nie byłam pewna, czy Anna też.
Pojechaliśmy do szpitala. Tato wybrał najkrótszą drogę, ale mimo tego czułam że mogę nie zdążyć na czas.
-Jesteśmy.- usłyszałam. Nic nie mówiąc po prostu wysiadłam z samochodu i pobiegłam do recepcji.
-Dzień dobry. Trafiła tutaj moja przyjaciółka. Miała wypadek.- wyrzucałam z siebie wszystko co wiedziałam.
-Tak, leży na OIOM-ie. Łóżko numer dwa.
-Dziękuję.- pobiegłam przez korytarz w poszukiwaniu sali. Byłam tak roztrzęsiona, że pewnie gdybym nie zobaczyła mamy Mirandy to biegałabym po całym szpitalu. Podeszłam do jej mamy.
-Dzień dobry..
-Och Lilo, jak dobrze że jesteś.- powiedziała zapłakana. Przytuliłam ją.
-Co z nią?- spytałam, płacząc jak bóbr.
-Ma złamaną jedną nogę, dwa żebra, stłuczony nadgarstek i coś z kręgosłupem.- wyliczyła na palcach.
-A czy... Czy mogę do niej wejść?- spytałam. Kiwnęła głową. Wzięłam głęboki oddech i powoli uchyliłam drzwi sali. Leżała tam. Cała w bandażach, nieprzytomna, poprzypinana do różnych maszyn. Podbiegłam do jej łóżka.- I Co ty zrobiłaś?- spytałam.- Nie pozwolę Ci umrzeć, rozumiesz? Nie pozwolę. Dobrze wiesz, że zaplanowałyśmy sobie całe życie. Pamiętasz? Razem.- mówiłam do niej.. Wiedziałam że wyglądam dziwnie, ale nie obchodziło mnie to. To moja przyjaciółka, a nawet siostra. Nie mogłam jej stracić. To ona była tą żywiołową.
  Nie miałam pojęcia ile byłam przy niej, ale w pewnym momencie wyprosili mnie z sali. Zamiast tego weszło do niej kilku lekarzy. To był straszny widok. Płakałam wtulona w tatę, modląc się o jej życie. Nie mogła umrzeć, po prostu nie mogła.

środa, 30 lipca 2014

Nowe możliwości

     Powoli odsunęłam twarz od twarzy Adama. Cały czas patrzyłam mu w oczy, a on w moje.
-Przepraszam, nie powinienem.- powiedział speszony i powoli się odsunął. Przyjrzałam się mu.
-Nic się nie stało.. Naprawdę.- zapewniłam Adama.
-Na pewno?
-Jeszcze pytasz?- spytałam zdziwiona.. Myślałam, że odwzajemniając pocałunek dałam mu do zrozumienia, że nie jestem zła.
-Uff..- westchnął. Uśmiechnęłam się na ten widok..- Nie obrazisz się jeśli zaproszę Cię na randkę?- spytał.
-Ale mam jedno pytanie.- powiedziałam.
-Jakie?
-Sam zaaranżujesz tą randkę, tak?
-Tak.. A kto miałby mi pomóc?- spytał rozglądając się wokół ogniska.
-Miranda.- chwilę siedziałam i obserwowałam jego reakcję.
-Skąd wiedziałaś?- spytał speszony.
-Domyśliłam się po naszym ostatnim spotkaniu.. Wtedy nad jeziorem.- wyjaśniłam.
-No tak.. Przepraszam Cię, po prostu pomyślałem, że Miranda lepiej to zorganizuje.- powiedział Adam zawstydzony.
-Nic się nie stało.- zapewniłam z pokrzepiającym uśmiechem.- Ale podpowiem Ci, że następnym razem po prostu mnie zaproś.
-Dzięki.- powiedział z ulgą w głosie.. Widziałam jak bardzo się denerwował. To było takie słodkie.
   Skończyliśmy rozmowę, więc spletliśmy nasze dłonie razem i siedzieliśmy w ciszy patrząc na płomienie.
 
    Usłyszałam budzik w drugim końcu pokoju. Zapewne zapomniałam go anulować dzień wcześniej.
Nie chciało mi się wstawać, więc zaczekałam aż sam się wyłączy. Zamiast tego, leżałam i myślałam o tym co wydarzyło się między mną a Adamem.. Uśmiechnęłam się do siebie i powoli wstałam z łóżka żeby zejść do kuchni i zrobić sobie śniadanie.
   Na kuchennym stole leżała karteczka.
       " Lilo,
       Wrócę dziś późno z pracy. Anna zrobiła obiad, więc jest w lodówce. Musisz go odgrzać.
     Jeśli będziesz miała chęć to wieczorem wychodzę i możesz kogoś zaprosić.
                                      Całuje, Tata."
 Dziwne, że taka propozycja wyszła od taty. Nigdy bym nie wyobrażała sobie czegoś takiego, a tu prosze.
Postanowiłam zadzwonić do Mirandy. Nie gadałyśmy od naszej małej sprzeczki przed ogniskiem.
-Halo?- usłyszałam po drugiej stronie zaspany głos przyjaciółki.
-Siemka, to ja. Lilo. Mam pytanie.
-No?- mruknęła.
-Wpadniesz dziś do mnie? Mojego taty dziś nie będzie i zaproponował, żebym zaprosiła kogoś.
-I padło na mnie?- spytała z ironią.
-Tak. Musimy pogadać.
-A mianowicie  czym?- spytała już bardziej rozbudzona.
-O wszystkim.. Przeważnie o wczorajszym wieczorze. To jak, przyjdziesz?
-Za ile czasu?
-Jak najszybciej..- wyrzuciłam z siebie szczęśliwa jak nigdy.
-Dobra. Tylko się ubiorę i już jestem u Ciebie.- zapewniła i rozłączyła się.
  Westchnęłam i oparłam się o stół. Musiałam sama jeszcze się ubrać i dokończyć robienie śniadania. Po wieczornej rozmowie z Adamem od samego wyjścia z łóżka, byłam po prostu cała w skowronkach. Cieszyłam się, że taty nie było w domu, bo pewnie wypytywałby mnie o wszystko co się wydarzyło.
A tego po prostu bym nie zniosła.
  Zjadłam szybko kanapkę z szynką i serem i pobiegłam się ubrać w jakiś dres. W sumie to był najlepszy strój, skoro i tak nie planowałam nigdzie wychodzić.
  Miranda przyszła po niecałych piętnastu minutach. Dosłownie. Nie zapukawszy do domu, po prostu otworzyła drzwi i krzyknęła.
-Jestem!
-Nie da się nie usłyszeć,na prawdę.- powiedziałam schodząc z piętra. W odpowiedzi uśmiechnęła się szeroko i przytuliła na powitanie.
-Dobra, możesz mi zrobić coś do picia a ja.. Ja usiądę i poczekam aż to zrobisz.
-Miła jesteś. A co chcesz do picia?-spytałam.
-Coś zimnego.. Jest gorąco jak nie wiem co.
-Dobra. Zrobię Ci koktajl, pasuje?
-Zależy jaki..- drażniła się ze mną.
-Masz do dyspozycji dwie możliwości. Pierwsza: mleko, truskawki, maliny, arbuz i kostki lodu. Druga: mleko, kiwi, marakuja, awokado i kostki lodu.
-Masz w domu awokado?- spytała zaskoczona.
-No pewnie. Przydaje się czasem do jakiegoś deseru czy coś...- wyjaśniłam. Choć w rzeczywistości kupiłam je dopiero drugi raz.
-Fajnie.. Musze kiedyś je wypróbować.- oznajmiła i przyglądała się moim poczynaniom podczas robienia koktajlu.
    Żeby nie siedzieć bezczynnie podczas naszej rozmowy, postanowiłam i dla siebie zrobić koktajl. Choć nie mogłam doczekać się rozmowy, to trochę się bałam tego co będą o mnie gadać. Ale chyba nie powinno tak być,z  racji, że to ostatnie dni gdy można spotkać kogoś ze swojej klasy.
-Dzięki.- powiedziała Miranda, biorąc swój koktajl.- Mmmm.. Pyszny.
-Bo mój.- powiedziałam z dumą.
  Nie pozostało mi nic innego do roboty więc usiadłam przy stole, naprzeciw przyjaciółki i zaczęłyśmy rozmowę.
-Opowiadaj.- powiedziała Miranda między kolejnymi łykami koktajlu.
-A więc... Nie wiem czy widziałaś jak wczoraj siedziałam przy ognisku na ławce..
-Yyy... Coś kojarzę. A co?- spytała.
-A siedziałam wtedy sama?- odpowiedziałam pytaniem.
-Nie wiem.. Chyba sama.. Powiedz o co Ci chodzi.
-Chodzi mi o to, że w pewnym momencie zrobiło się chłodno. A ja nie wzięłam żadnej bluzy.
-I co z tego? Przecież siedziałaś przy ogniu.. Powinno być Ci cieplej, nieprawdaż?
-Prawdaż, prawdaż. Tylko mi było chłodno.
-Dobra.. Było Ci chłodno... Co dalej?
-Ktoś podszedł do mnie od tyłu i przykrył moje plecy kocem...- powiedziałam z lekkim uśmiechem w kącikach ust.
-Kto to był?- spytała przyjaciółka coraz szybciej chcąc wydobyć ze mnie wszystkie informacje.
-Adam..- powiedziałam.- Okrył mnie i usiadł obok mnie, okrywając i siebie tym samym kocem co ja.
- Na prawdę?- wykrzyknęła zdumiona.
-Tak, na prawdę.. Zaczęliśmy rozmawiać.
-A o czym rozmawialiście?- spytała, nie mogąc się powstrzymać.
-O wszystkim. Zaczęliśmy od tego, żeby następnym razem po prostu mnie gdzieś zaprosił a nie prosił Ciebie o przysługi..
-Następnym razem? Czyli planujesz się z nim spotkać..
-Tak.. Ale jest jeszcze jedna rzecz.- powiedziałam z tajemniczym uśmiechem. Przez chwilę nic nie mówiłam, ale widziałam jak to działa na Mirandę, więc ciągnęłam dalej.- W pewnym momencie zaczął nachylać się ku mojej twarzy.. Gdy jego twarz była dosłownie centymetr od mojej, pocałował mnie. Słyszysz? Pocałował!- wykrzyknęłam szczęśliwa jak małe dziecko.
-I teraz mi o tym mówisz?
-A kiedy miałam to zrobić? Nie mogłam Cię znaleźć wczoraj..
-Aaa.. Przepraszam. Wcześniej poszłam bo mama zadzwoniła do mnie.- usprawiedliwiła się.- Ale jak to pocałował? Tak po prostu? Odwzajemniłaś?- zasypała mnie gradem pytań.
-Zwolnij, bo nie nadążam.- powiedziałam.- A teraz po kolei.Tak, pocałował mnie.. Nie wiem dlaczego, powód jest znany tylko dla niego. A czy odwzajemniłam? No pewnie. Jeszcze pytasz?- odpowiedziałam z szerokim uśmiechem.
   Naszą rozmowę przerwał dzwonek do drzwi.
-Zapraszałaś kogoś jeszcze?- spytała podejrzliwie.
-Nie.- powiedziałam, zastanawiając się kto to może być. Może tata czegoś zapomniał?
-To idź sprawdź kto to. Ja tu poczekam.
-Dobra.- powiedziałam i podreptałam pod drzwi. Wyjrzałam przez judasza i mojemu oku ukazał się nie kto inny tylko Adam. Bez wahania otworzyła drzwi.- Cześć.- przywitałam go.
-Cześć. Przyszedłem do Ciebie, bo mam do Ciebie pytanie.
-Mmm.. Dobra. To pytaj.
-Czy zechciałabyś wyjść ze mną np, do kina?- spytał. Przyjrzałam się jemu. Stał z rękami w kieszeniach spodni, miał lekko zaczerwienione policzki i błyszczące szczęściem oczy.
-Pewnie że tak.- powiedziałam szczęśliwa.- A kiedy?
-Nawet i zaraz..- powiedział, po czym spojrzał na mój dres. Miał kilka plam i na kolanie miał dziurę, ale za nic bym go nie wyrzuciła.- Wiesz co? Przyjdę tutaj za godzinę, dobrze?
-Dobrze. Dziękuję za zaproszenie.- powiedziałam. W odpowiedzi wzruszył ramionami, co wywołało mój uśmiech.. Nie mogłam się powstrzymać, więc zrobiłam krok w jego stronę, nachyliłam się ku niemu i pocałowałam.- Dziękuję.- powiedziałam jeszcze raz.- Będę gotowa za godzinę.
-Oczywiście. Do zobaczenia.- mówił z zachwytem w oczach. Uśmiechnęłam się jeszcze raz i zniknęłam za drzwiami.
   Tam oparłam się o ścianę i zastanawiałam się czy to wydarzyło się na prawdę. W pewnym momencie musiałam wejść w głąb domu, bo usłyszałam niecierpliwe stukanie paznokciami o blat stołu. Weszłam do kuchni.. Gdy tam weszłam, przyjaciółka od razu stanęła tuż przy mnie.
-I kto to był?- spytała.
-To był Adam. Przyszedł zaprosić mnie do kina. Będzie tu za godzinę. Za.. Godzinę.- mówiłam jak w transie. W końcu zaczęłam skakać i piszczeć ze szczęścia. Po kilkunastu minutach wygłupów pobiegłyśmy do mojego pokoju.
  Zdecydowałam się na letnią sukienkę i baleriny. Makijażem zajęła się Miranda. Przy włosach nic nie zrobiłam.. Tylko przyjaciółka spięła moją grzywkę dwiema spinkami i byłam gotowa.
Byłam też szczęśliwa jak sześciolatka.
 
  Godzina minęła a ja siedziałam w kuchni i czekałam. Mirandę wysłałam do domu, po tym jak przyrzekłam opowiedzieć jej o wszystkim. Uśmiechałam się do siebie gdy w końcu usłyszałam dzwonek. Wzięłam głęboki uspokajający oddech i poszłam otworzyć drzwi.
-Witaj.- ponownie przywitałam się z Adamem.
-Witaj.- odwzajemnił powitanie.- Możemy iść?- upewnił się.
-Tak, tak. A co będziemy oglądać?- spytałam ciekawa co zaplanował.
-Zależy co wybierzesz.- oznajmił z uśmiechem.
-Ja? Dlaczego? Mogłeś sam coś wybrać.
-Wiem o tym. Ale wolałbym jakbyś ty to zrobiła. Dobrze?
-Oczywiście.- powiedziałam.
 Dalej szliśmy w milczeniu. Nie było po co rozmawiać. Idąc obok siebie, spletliśmy dłonie i szczęśliwi wkroczyliśmy do budynku kina.
-Co wybierasz?- spytał Adam gdy staliśmy naprzeciw listy, na której wypisane były wszystkie filmy jakie w tym dniu grali w kinie.
-Hmm.. Obejrzyjmy.. "Keith". - zaproponowałam, wyszukując na liście w której sali grają.
-Mi pasuje.- powiedział.- Chodź kupimy bilety i popcorn.
  Nie musiałam nic mówić, po prostu skinęłam głową i poszliśmy. Kupił dwa bilety, jeden wielki popcorn z masłem i  dwie cole.
  Wkroczyliśmy do sali i zajęliśmy przydzielone nam miejsca. Oglądaliśmy przytuleni do  siebie i szczęśliwi, że w końcu możemy sami usiąść i jedząc popcorn spędzać razem czas.




wtorek, 15 lipca 2014

Wielkie zmiany

   Przez następne X czasu nie wychodziłam z pokoju.. Jak już to tylko gdy nie było taty w domu. Miałam dosyć jego spojrzeń. Traktował mnie jak małe dziecko, które trzeba pilnować na każdym kroku.
   Nie mogłam tego znieść. Kilka razy powiedziałam o tym tacie, ale jego to chyba nie obchodziło bo nie przestał. W końcu przestałam mijać się z nim na schodach, w kuchni.. Obiad jadłam dopiero gdy miałam pewność, że on już zjadł.
   Po pewnym czasie, zdałam sobie sprawę, że zachowuję się jak dziecko.. Duże dziecko.
   Miranda próbowała wyciągnąć mnie z domu ale wykręciłam się tym, że źle się czuję. Uwierzyła. Czułam się winna. Obiecałam sobie, że przeproszę moją przyjaciółkę i wynagrodzę jej to.. Nie wiem co się ze mną działo.
-Lilo?- usłyszałam wołanie taty.
-Co?- spytałam stojąc w drzwiach swojego pokoju.
-Wychodzę, potrzebujesz czegoś?
-Nie. Niczego nie potrzebuję.- powiedziałam zirytowana.
-Dobra. Anna dziś przychodzi.- oznajmił pojawiając się w zasięgu mojego wzroku.- Sprzątnij w domu jak znajdziesz czas.
-Oczywiście..- mruknęłam bez przekonania.
-Mówię serio, Lilo. To ważne.- powiedział wchodząc po schodach.
-Ciekawe, że dopiero teraz.- zauważyłam.
-Nie przesadzaj, proszę Cię o przysługę. Wierzę w Ciebie.- dodał stając naprzeciw mnie.
-A ja już nie.- powiedziałam i zamknęłam drzwi pokoju.
-Lilo!- krzyknął.- Otwórz drzwi.
-Idź już! Spóźnisz się do pracy.- przypomniałam mu. Za chwilę usłyszałam oddalające się kroki. Westchnęłam.
  Nie wiedziałam dlaczego tak z nim rozmawiałam. Przecież to nie on mnie zostawił. On był zawsze ze mną i pomagał mi gdy tego potrzebowałam.. Może to właśnie przez to, że w końcu wszystko się wyjaśniło?
Leżałam na łóżku i rozmyślałam dopóki nie usłyszałam dzwonka. Musiałam zejść i otworzyć drzwi..
   Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Mirandę. Stała szczęśliwa, uśmiechnięta i nie miałam pojęcia dlaczego.
-Cześć.- przywitałam ją.
-Siemanko. Jest ktoś w domu?- spytała, wchodząc do domu. Popatrzyłam na nią.
-Nie. Tylko ja.. Ale już niedługo.- powiedziałam, pamiętając słowa taty.
-Okeyy.. Wiesz, martwię się o Ciebie.- powiedziała patrząc mi w oczy.
-Dlaczego się o mnie martwisz?- spytałam zaskoczona.
-Bo nie odezwałaś się do mnie od naszej ostatniej rozmowy, nie pisałaś, nie dzwoniłaś.. Co jest?
-Ehm.. Nic nie jest.- powiedziałam, próbując wyminąć ją.
-Właśnie widzę, że nic.- mruknęła i zastąpiła mi drogę.- A teraz zrób mi herbatę i pogadamy.
-Nie mogę.
-Bo?
-Bo tato zaprosił Annę na obiad, a ja zostałam tu jako sprzątaczka..- wyjaśniłam niechętnie.
-Daj spokój. To nie jest takie złe. A po co ją zaprosił?- spytała idąc za mną do kuchni.
-Nie wiem.. Nie powiedział. Przed wyjściem oznajmił mi tylko, że przychodzi Anna i ja mam sprzątnąć.
-I w tym masz problem? Serio?- spytała zaskoczona.
-Oczywiście, że nie tym!- wykrzyknęłam, mając dość tej gry w kotka i myszkę.
-No to w czym? Przepraszam Cię ale nie potrafię zrozumieć twojego zachowania. Powinnaś się cieszyć!
-Z czego twoim zdaniem mam się cieszyć? Hm?- spytałam, patrząc na nią jak na wariatkę. Zignorowała moje spojrzenie.
-Jak to z czego? Wiesz, że masz mamę, wiesz że żyje i jest cała i zdrowa. Spróbuj poczuć się tak jak ona.. Zgoda, zostawiła Cię, ale widocznie żałuje tego skoro wróciła i miała odwagę porozmawiać z Tobą. Nie sądzisz?
  To, że w ogóle pokazała się to już jest wielki wyczyn. Przyszła mimo, że wiedziała o tym że mogłabyś tego nie zaakceptować. Nie sądzisz?- spytała, czekając na moją odpowiedź. Westchnęłam stawiając przed Mirandą kubek z herbatą i siadając naprzeciw niej.
-Tylko czemu dopiero teraz odważyła się przyjść? Czemu nie zrobiła tego wcześniej? Przecież nic jej nie powstrzymywało, prawda?
-Zatrzymywało ją to, że nie wiedziała jak zareagujesz. To strach ją powstrzymywał. Strach.
-I co z tego?! Ja też się boję wielu rzeczy a nie uciekam.- zauważyłam.
-Nigdy nie pomyślałaś o tym, że przyszła dopiero teraz bo jesteś dojrzalsza?- spytała Miranda biorąc łyk herbaty.
-A co ma moja dojrzałość do tego co się dzieje?
-A to, że jako osoba dojrzalsza możesz lepiej zrozumieć jej położenie. Choć nie jestem pewna czy to było jej celem.- powiedziała bardziej do siebie niż do mnie.
-Słuchaj, ta rozmowa jest bez sensu.- powiedziałam próbując zakończyć rozmowę.- Zostawiła mnie. To jest najważniejsze. Gdyby wtedy nie odeszła, teraz nie byłoby takiego cyrku. Co ja mam o tym wszystkim myśleć?- spytałam zrezygnowana.
-Sądzę, że powinnaś dać jej szansę. Popełniła błąd, ale każdy czasem może go popełnić.
-Wiesz..- zaczęłam.- Mooże zrobię jak mówisz.. Ale pamiętaj, że zrobię to tylko dla Ciebie.
-Nie, robisz to dla siebie.- powiedziała odstawiając pusty kubek.- Dobra, teraz muszę lecieć. Ale pamiętaj, że wieczorem przychodzę po Ciebie.- powiedziała z szerokim uśmiechem, przytuliła mnie i wyszła.
   Nie wiedziałam co ze sobą zrobić więc poszłam się przebrać się i zaczęłam robić porządek. W sumie Miranda miała trochę racji, to nie wina Anny, że odeszła.

  Sprzątałam do powrotu taty z pracy. Uśmiechnął się, gdy zobaczył mnie ubraną i robiącą porządek. Podszedł do mnie i popatrzył mi w oczy.
-Jestem z Ciebie dumny,wiesz?- spytał.
-Wiem.. Tylko trudno mi w to uwierzyć.
-Dlaczego?
-Bo mimo tego, że moja mama żyje to nie mogę w to uwierzyć i zachowuję się jak dziecko.
-Moje dziecko,Lilo.-  uśmiechnął się.- A teraz idź się przebierz, zaraz będzie Anna. Dobra?
-Mhm.. Zaraz będę.- powiedziała i poszłam do swojego pokoju.
   Nie wiedziałam jak to się stało, że mogłam bez problemu przyjąć wiadomość o przybyciu Anny i że poszłam po prostu do pokoju i doprowadziłam się do porządku. Zdecydowałam włożyć ciemne dżinsowe rurki, błękitną koszulę i koturny.. Włosy lekko podpięłam z boku i zrobiłam lekki makijaż.
   Dlaczego tak się przygotowywałam? Nie wiem, może to efekt rozmowy z Mirandą.. A może też to, że chciałam zrobić lepsze wrażenie.
   Była godzina piąta, gdy usłyszałam dzwonek. Nie zeszłam, bo usłyszałam jak tato idzie i wita się z Anną.
-Lilo! Zejdź do nas.- krzyknął tato prowadząc gościa do salonu gdzie przygotowałam stół.
-Idę.- powiedziałam do siebie, wzięłam głęboki oddech i powoli zeszłam. Przy każdym schodku zastanawiałam się czy nie wrócić z powrotem do pokoju i czekać na Mirandę. To by było jakieś wyjście..
  Przekroczyłam próg salonu i powoli rozejrzałam się. Siedzieli przy stole i rozmawiali.
-Dzień dobry.- przywitałam się i usiadłam przy stole. Zamilkli i odwzajemnili powitanie.
-Jak Ci minął dzień, Lilo?- spytała Anna z lekkim strachem w oczach. Odniosłam wrażenie, że boi się tego co mogę powiedzieć lub zrobić.
-Dobrze.- skłamałam, bo oczywiście większość dnia spędziłam w pokoju. Dopiero po wizycie przyjaciółki ruszyłam się.- A Pani?- spytałam, nie wiedząc jak do niej mówić.
-Proszę, nie mów do mnie Pani.. Czuję się wtedy trochę.. Dziwnie.- powiedziała zakłopotana. Uśmiechnęłam się.
-Nie ma sprawy.- zgodziłam się z nią.- A jak mam mówić?
-Anna, po prostu mów mi po imieniu. Zgoda?
-Mhm..- spojrzałam kątem oka na tatę. Uśmiechał się dumnie.- To może podam obiad?- spytałam.
-A co ciekawego wymyśliłaś?- spytał.
-Ciekawego? Nic. Zaraz zobaczysz.- powiedziałam tajemniczo i wyszłam do kuchni. W piekarniku czekała potrawka z młodych ziemniaków, mięsa, sera i kilku innych dodatków. Do tego mrożona kawa z bitą śmietaną, sałatka warzywna i na deser babeczki. Wniosłam to wszystko do salonu.
-I to jest to NIC?- spytał tato pochłaniając wszystko wzrokiem.
-A czemu  pytasz? Przecież tyle razy to robiłam.
-O przepraszam. Ostatnio jadłem to na święta.- powiedział.
-Przesadzasz.- mruknęłam zakłopotana.- Smacznego.- powiedziałam, nałożyłam sobie na talerz małą porcję i zabrałam się do jedzenia.
   Przez jakiś czas przy stole panowała cisza. Było słychać dotykających się nawzajem sztućców  i odstawianych szklanek z kawą. Dziwnie się czułam jedząc w ciszy. Zazwyczaj gdy jadłam z tatą jakiś posiłek to zawsze było przy tym mnóstwo rozmów.
-Tato, wychodzę dziś z Mirandą.- oznajmiłam.
-A gdzie?- spytał.
-Tego nie wiem. Nie powiedziała mi, więc nie dowiesz się teraz..
-Mhmm.. Chyba będę musiał z nią porozmawiać.- powiedział z udawaną groźbą w głosie. Uśmiechnęłam się do niego szeroko.
-Tato, przecież wiesz, że to nic nie da.. Zwłaszcza w przypadku Mir.- zauważyłam.
-A no tak.. Zapomniałem o tym. Przecież to takie oczywiste.- zażartował kończąc danie główne.
-Dokładnie.
   Przez resztę posiłku rozmawialiśmy między sobą. Anna przeważnie pytała mnie o te wszystkie lata bez niej i jak sobie radziłam i wgl... Z czasem ja zaczęłam zadawać pytania, bo i mnie ciekawiło co robiła przez te wszystkie lata.
   Dowiedziałam się, że ostatnie dwa lata spędziła w Polsce nad morzem w małym mieszkanku przy plaży. Pracowała tam jako sklepowa, barmanka i korepetytorka języka włoskiego. Spytałam czemu akurat włoskiego. Powiedziała tylko, że spędziła tam najwięcej czasu.
Miałam o części mętlik w głowie od tych wszystkich nowości które usłyszałam. W końcu dobiegł czas naszego spotkania i wstałam żeby zrobić porządek.
-Dziękuję wam za wspaniały obiad.- powiedziała Anna i wyszła, żegnając się jeszcze szybko z tatą.
-Proszę. My też dziękujemy.- powiedział tato. Pożegnali się i tato przyszedł do mnie do kuchni.- Idź do pokoju. Ja sprzątnę. Ty się przygotuj.
-Do czego mam się przygotować?- spytałam zbita z tropu.
-Miranda ma przecież przyjść, tak?
-Aaaa.. No tak. Wyleciało mi z głowy.- stuknęłam się lekko w czoło, dałam całusa w policzek tacie i pobiegłam do pokoju.
   Na spotkanie z Mirandą założyłam czarne trampki, czerwone legginsy w kratę i czarny TOP służący mi od kilku lat jako tunikę i czerwoną koszulę w kratkę. Do tego pasek, kilka bransoletek, kolczyki, mocniejszy makijaż i rozpuszczone włosy.
Nie miałam ochoty ich wiązać, a wiedziałam że Miranda nie lubi jak je związuję.
  Kończyłam się malować gdy usłyszałam głos taty.
-..Tak. Jest w pokoju. Idź do niej.
-Dobrze. Dziękuję Panu.
-Proszę bardzo.- powiedział i już go nie było. Miranda zaś wbiegła na piętro i weszła do pokoju.
-Siemanko.- przywitała mnie siadając na niepościelonym łóżku. Popatrzyła na mój strój.- Załóż zamiast tych legginsów te rurki.
-Które? Mam ich całą szafę.- powiedziałam pokazując jej całą zawartość.
-Chodzi mi o te co ostatnio kupiłyśmy jak byłyśmy w centrum. Te bordowe.
-Aaa. Te. Dobra.. A co, legginsy nie pasują?- spytałam zmieniając je na spodnie.
-Nie tyle nie pasują ile jeszcze nie widziałam Cię w tych spodniach.
-Co oczywiście jest kłamstwem, bo widziałaś mnie w nich jak je przymierzałam w sklepie.- drażniłam się z nią poprawiając jeszcze buty.- Dobra. Jestem gotowa.
-To dobrze. Wyglądasz dobrze. Adam będzie zachwycony.- mruknęła, co oczywiście nie uszło mojej uwadze.
-Adam?- spytałam.- Co ty znowu wymyśliłaś?
-Ja? Nic. Pomogłam tylko koledze.- broniła się.
-Tak pomagasz koledze, że nie powiesz o tym najlepszej przyjaciółce?- spytałam siadając na łóżku obok niej.- Wiesz, myślałam że wyjaśniłyśmy to sobie.
-Bo wyjaśniłyśmy. Tylko obiecałam mu, że nic nie powiem. A był taki szczęśliwy i w ogóle.. Nie mogłam. Przepraszam.
-Ja też przepraszam, ale zaczynam mieć tego dość. Wiem, że chciałaś dobrze, ale to być nieznośne.
-Ale pójdziesz ze mną, tak?- spytała próbując spojrzeć mi w oczy. Odwróciłam wzrok.
-Pójdę. Ale robię to tylko dlatego, że obiecałaś to Adamowi. Pamiętaj.
-Dobrze.. Ale nie bądź na mnie zła.- powiedziała.
-Jak mam nie być zła, skoro aranżujesz mi randki a ja o tym nie mam zielonego pojęcia?! Wyjaśnij mi to! Bo nie rozumiem za cholere.- powiedziałam zła na nią i na siebie, że niczego nie zauważyłam.
-Normalnie. Tyle razy przechodziłyśmy gorsze rzeczy i wtedy nie miałaś nic przeciwko.- powiedziała z wyrzutem.
-Bo za każdym razem gdy coś się działo, nie miałam na głowie tylu problemów.
-Jakich problemów?! Dziewczyno, powinnaś się cieszyć, że w ogóle coś się dzieje.
-Też mi coś. Ciekawe co byś zrobiła na moim miejscu?- spytałam patrząc na ścianę.
-Bawiłabym się. Jak szalona.- powiedziała z powagą godną jakiegoś starego księdza opowiadającego historię swego życia. Zaczęłam się śmiać. W sumie nie wiedziałam dlaczego to zrobiłam.. Może efektem tego wszystkiego, co się działo i tego, że mimo tego co zrobiła to moja najlepsza przyjaciółka.
-Nigdy więcej tak nie rób. Pamiętaj o tym. Dobra?- powiedziałam, gdy uspokoiłam oddech.
-Dobra. A teraz chodźmy.
-Powiedz mi gdzie idziemy.- zażądałam biorąc torebkę z szafki.
-Na ognisko.
-A kto je urządza?
-Adam i jego przyjaciel. Oczywiście nie będziemy tam tylko my.- powiedziała szybko.
-Dobra. Chodźmy.
   Reszta wieczoru minęła dość spokojnie, jak na ognisko, głośno grającą muzykę i szalone wygłupy tych którzy za dużo wypili. Żałowałam tylko, że nie wzięłam jakiejś bluzy albo kurtki, bo pod wieczór zaczęło robić się chłodno. Jednym z plusów ogniska było to, że mogłam usiąść przy płomieniach i się ogrzać, ale nie zawsze miałam możliwość dotarcia do niego.
-Zimno Ci, Lilo?- spytał Adam stając za mną. Podniosłam głowę by spojrzeć na niego.
-Przeżyję.- powiedziałam, uśmiechając się. Co miało być zapewnieniem, że mówię prawdę.
-No coś ty. Masz gęsią skórkę.- zauważył i potarł moje ramiona swoimi ciepłymi dłońmi.
-Adam, nic mi  nie będzie. Marznę tylko dlatego, że nie pomyślałam o wzięciu czegoś cieplejszego.- zauważyłam, co chyba go nie przekonało.
-Przestań. Trzymaj moją bluzę.- powiedział i uśmiechnął się do mnie. Przewróciłam oczami.
-Jesteś szalony. Teraz ty zmarzniesz, bo ja będę miała twoją bluzę.
-Uwierz, nic mi nie będzie.- powiedział narzucając na mnie swoją bluzę. Narzucił jeszcze na nas oboje koc, który przyniósł z samochodu i usiadł obok mnie.
   Do końca ogniska siedzieliśmy obok siebie i rozmawiając obserwowaliśmy innych uczestników imprezy i płomienie tańczące przed naszymi twarzami.
 Nawet nie wiedziałam kiedy nachylił się ku mnie i pocałował.

miłość


czwartek, 10 lipca 2014

Rozwikłane tajemnice

   Przez całonocne rozmyślanie wstałam dopiero przed południem. Zanim wstałam z łóżka, leżałam jeszcze chwilę żeby upewnić się czy tato jest jeszcze w domu. Nie usłyszałam żadnego dźwięku więc odetchnęłam i poszłam się odświeżyć.
  Nie mieściło mi się to wszystko w głowie.. Moja.. Mama jest tu. Chce mnie poznać.. A raczej chce pokazać, że żyje i że chce mnie widzieć.. Dziwne uczucie. Gdy ktoś po tylu minionych latach przypomina sobie o tobie, a ty dowiadujesz się o tym w tajemnicy przed innymi..

 Tego dnia wybrałam się z Mirandą do kina. Nie miałam ochoty chodzić po mieście i udawać, że wszystko jest wspaniałe.. Ale nawet w ciemnym pomieszczeniu, gdzie siedzi się z ludźmi ramie w ramie, Miranda zauważyła, że coś jest nie tak.
-Ej.. Co jest?- spytała w połowie filmu.
-Nic..- mruknęłam z wzrokiem wbitym w ekran.
-Nie wciskaj mi kitu. Przecież widzę, że coś jest nie tak.- popatrzyłam na nią i zastanawiałam się nad tym czy opowiedzieć jej o wczorajszym dniu.
-To nie miejsce na rozmowę.- zauważyłam.- Przeszkadzamy innym oglądać.
-Nie ma sprawy. Ale pamiętaj, że nie dam Ci spokoju puki nie dowiem się o co chodzi.
-Dobrze. Nie martw się. Opowiem Ci wszystko ze szczegółami.
-Trzymam za słowo.
   Uśmiechnęłam się kącikiem ust i wróciłam do oglądania filmu.

    Film trwał dość długo i sądziłam, że Miranda zapomni o naszej rozmowie w czasie filmu. Niestety nie zapomniała. Gdy tylko wyszłyśmy z budynku kina, pociągnęła mnie do kafejki.
-Dobra. Teraz opowiadaj.- zażądała gdy usiadłyśmy przy stoliku.
-Nie mam pojęcia od czego zacząć.- powiedziałam szczerze.- Trochę to chore.
-I co? Pamiętasz? Na dobre i na złe.. Na zawsze, nie ważne co by się działo.- przypomniała mi o naszej obietnicy. Westchnęłam.
-Cóż.. Okazało się, że moja mama jest tu.
-Tu? To znaczy?
-Jest w tym samym mieście co ja.. Czasem i w tym samym budynku.
-Że co?! Była w twoim domu?- spytała. Zaskoczyła mnie tym pytaniem, ponieważ nie sądziłam, że tak szybko na to wpadnie.
-Była.. Wczoraj wieczorem rozmawiała z moim tatą.. Z początku nie skojarzyłam kim jest, ale podsłuchałam ich rozmowę.. Nie mam pojęcia co o tym wszystkim myśleć. Przez całą noc nie spałam.
-Dlaczego?
-Bo planowała mi powiedzieć, że jest moją mamą.. Tylko, że ja udałam, że śpię..- wyznałam zawstydzona.- Boże! To jest straszne. Przez całą noc myślałam nad tym co usłyszałam.. I zastanawiałam się dlaczego mnie zostawiła skoro teraz chce mnie poznać.
-Dobra, będę szczera.- przyznała.- Jeśli przyjdzie dziś do twojego domu nie chowaj się, nie udawaj że śpisz.. Jeśli będzie chciała z Tobą porozmawiać to się zgódź. Nie przewracaj mi tu oczami.- dodała grożąc mi palcem.- A więc.. Na czym skończyłam?
-Że mam się zgodzić, gdy będzie chciała rozmawiać.- przyznałam niechętnie.
-Właśnie. Dobrze wiem, że nigdy nie byłam w takiej sytuacji, ale wolałabym wiedzieć dlaczego moja mama mnie zostawiła.. Nawet jeśli byłyby to egoistyczne powody.
-Tyle, że ja się cholernie boję..- przyznałam. Miranda uśmiechnęła się współczująco.
-Wiesz.. Zmieńmy temat, dobra?- Kiwnęłam głową.- Opowiadaj jak było z Adamem.
-Hm.. Zaprosił mnie na lody do lodziarni przy jeziorze. Zamówiliśmy lody, rozmawialiśmy..
-O czym?- spytała.
-O wszystkim.. Spytał mnie co lubię robić, jeść.. O wszystko mnie pytał..
-A ty?
-Co ja?- spytałam zbita z tropu.
-Czy też go pytałaś.
-Tak. Wiem co lubi robić, jeść, jakie ma zainteresowania..
-A jakie ma?
-Ejj.. To że zaaranżowałaś spotkanie, nie znaczy, że powiem wszystko co się tam działo.- powiedziałam.
-Spoko.. Tylko nie proś mnie o nic więcej.- udała obrażoną.
-Dobrze, to nie pytaj o nic.- powiedziałam z szerokim uśmiechem. Nie mogła się powstrzymać i odwzajemniła uśmiech.
-Nie myśl sobie. Zresztą.. Nie chcę wszystkiego wiedzieć. No bez przesady.- mruknęła.
-Cieszy mnie to niezmiernie.
-Mnie również.- poprawiła się na krześle.- Ale teraz masz skończyć opowiadanie.- Zażądała.
-Po zjedzeniu lodów musiałam się zbierać do domu.. Więc zebraliśmy swoje rzeczy, on zapłacił za lody i wyszliśmy. Zaczęłam iść w stronę domu i zaproponował, że mnie odprowadzi. Zgodziłam się.
-Okeyy.. A jak się pożegnaliście?
-Przytulił mnie..- przyznałam rumieniąc się aż po koniuszki uszu.- I powiedział, że jest zawsze w pobliżu.
-Jak słodko!- wykrzyknęła Miranda zachwycona. Uśmiechnęłam się na wspomnienie tego. Pamiętałam jak na mnie patrzył..
-Mhm.. - mruknęłam rozkojarzona.
-Dobra. Idziemy. Wstawaj.
-Gdzie idziemy?- spytałam zbierając się.
-Do Ciebie.- powiedziała lekko.
-Co?!- wykrzyknęłam.- O na pewno nie. Idź sama.- powiedziałam i usiadłam z powrotem na krzesło.
-Obiecałaś mi coś.
-Co? Nic nie obiecywałam.- A raczej nic o czym bym pamiętała.
-Jak nie. Obiecałaś, że porozmawiasz ze swoją mamą.
-Ona nie jest moją mamą..- zaprzeczyłam.
-A kim?
-Kobietą, której prawie nie znam.
-No to masz okazję, żeby ją poznać.

  Z kawiarni Miranda wyciągnęła mnie prawie siłą. Nie miałam ochoty na rozmowę. Z nikim. Ale to do niej nie docierało. Nie miałam wyjścia, więc bez woli życia podreptałam za nią jak małe dziecko za swoim rodzicem.
  Z każdym krokiem zbliżającym nas do mojego domu, coraz bardziej się denerwowałam. W myślach już układałam plany ucieczki..
-Nawet o tym nie myśl.- mruknęła Mir. Zaczęłam zastanawiać się, jak ona to robi.. Czasami dosłownie jakby czytała mi w myślach. Nic nie odpowiedziałam. Nie miałam już na to chęci.. I im bliżej celu byłyśmy, tym mniej woli życia miałam ja sama.
W końcu dotarłyśmy. Ku mojemu rozczarowaniu, przed domem stało auto. Miranda też je zauważyła.
-To jej?- spytała.
-Tak. Dobra.. Możesz wracać.
-Żebyś zwiała? No chyba nie.
-Nie zwieję.. Jaki miałabym w tym cel? I tak w końcu musiałabym iść do domu..
-No tak.. Nie pomyślałam o tym.- zgodziła się ze mną.- Dobra, pójdę. Ale pod jednym warunkiem.
-Jakim?
-Pogadasz z nią.. I wysłuchasz jej.
-Tylko tyle?
-Aż tyle.- powiedziała z powagą. Popatrzyłam na nią, by upewnić się czy nie zmieni zdania. Nic.
-Obiecuję, że porozmawiam z nią. I wysłucham co ma do powiedzenia.- obiecałam kładąc rękę na sercu. Kiwnęła głową dumna z siebie i przytuliła mnie.
-Wierzę w Ciebie.- powiedziała.- Jesteś twarda.
-Mhm..- mruknęłam na znak, że zrozumiałam.
-Do jutra.
-Pa.
  I poszła. Ja zaś wzięłam głęboki oddech i ruszyłam do drzwi frontowych. Im bliżej byłam, tym bardziej się bałam. Powoli otworzyłam drzwi i przekroczyłam próg. Usłyszałam echo rozmowy w salonie. Poszłam do kuchni.. Chwile po mnie przyszedł tato.
-Cześć mała.- przywitał mnie.- Jak tam?
-Dobrze.. A u Ciebie?
-Hm.. Też dobrze.- przyznał.- Możemy porozmawiać?
-Mhm.. A o czym?
-O.. Zresztą wiesz co? Idź się przebierz i przyjdź do salonu. Dobra?
-Dobra. Zaraz będę.- powiedziałam mając nadzieję, że nie słychać w moim głosie paniki. Poszłam do pokoju i zmieniłam ubranie na krótkie spodenki i koszulkę. Stanęłam jeszcze przed lustrem, żeby zobaczyć jak wyglądam. Miałam wystraszony wyraz twarzy i rumieńce na policzkach. Pobiegłam jeszcze szybko do łazienki i ochlapałam twarz zimną wodą. Wzięłam jeszcze głęboki oddech i poszłam do salonu gdzie czekał na mnie tato i ponoć moja mama.
  Przekraczając próg salonu, czułam na sobie wzrok obojga. Usiadłam na jednej z kanap. Oni siedzieli na drugiej.
-Dobra.. O czym chciałeś rozmawiać?- spytałam tatę, celowo omijając wzrokiem kobietę siedzącą dosłownie kilka centymetrów dalej.
-Chciałbym Ci przedstawić Annę. Anna jest.. Twoją mamą.- powiedział i zamilknął. Patrzyłam na niego przez dłuższy czas, nic nie mówiłam.. Po prostu patrzyłam.- Powiedz coś.- poprosił.
-A co mam powiedzieć?- spytałam.- Cześć mamo, dawno się nie widziałyśmy, prawda?- rzuciłam z ironią.
-Proszę Cię, przestań.- poprosił i klęknął naprzeciw mnie.- Ej, Lilo.. Proszę. Wysłuchaj co ma do powiedzenia. Dobra?
-...Dobra.- przyznałam niechętnie.
-Dziękuję.
-Ja również dziękuję.- odezwała się Anna.- I przepraszam. Wiem, że to jest trudne do zrozumienia.. Może na początku przyznam Ci się, że bałam się odpowiedzialności. Bałam się, że sobie nie poradzę.- powiedziała obserwując moją reakcję. Nic nie zrobiłam. Po prostu siedziałam  słuchałam co mówi.. Obiecałam to Mirandzie.- Przez te wszystkie lata nie mogłam ścierpieć tego, że Cię zostawiłam. Bałam się pokazać się wcześniej, ponieważ nie wiedziałam jak zareagujesz. Pisałam do twojego taty, żeby wiedzieć na bieżąco co u Ciebie. Ale w pewnym momencie miałam dość i chciałam zapomnieć. Zapomnieć o tym wszystkim co się wydarzyło.
-A jak planowałaś to zrobić?- spytałam przerywając jej.
-Podróżowałam. Zwiedzałam wszystkie możliwe miejsca. Od najmniejszych miast w Polsce aż do największych za granicą. Byłam wszędzie. Za każdym razem wyjeżdżałam coraz dalej.. Ale to nic nie dawało. Gdy zastanawiałam się nad pamiątką z podróży, myślami byłam przy Tobie. Zastanawiałam się jak zareagujesz na prezent. Aż w pewnym momencie nie kupowałam nic.
 Do tej pory nie mogę uwierzyć, że siedzę tu i rozmawiam z Tobą. Że poznałam Ciebie. Wyrosłaś na śliczną kobietę.- powiedziała. Nie wiedziałam co powiedzieć. Moje myśli krążyły wokół tego wszystkiego co właśnie powiedziała.- Oczywiście wiem, że możesz nie chcieć mnie znać.. Ale proszę Cię tylko o chwilę rozmowy.. Powiedz coś.
-Co mam powiedzieć? Co ja mam o tym myśleć? Dorastałam bez mamy. Z każdą sprawą chodziłam do taty, bo nie miałam mamy. Nawet nie wyobrażasz sobie jak czułam się w dzieciństwie, gdy każdy opowiadał o swojej mamie. Tylko nie ja. Zawsze zastanawiałam się, czy to prze ze mnie odeszłaś.
  Mówisz że bałaś się odpowiedzialności. A co miał powiedzieć tato, który opiekował się mną przez tyle lat? Czemu on się nie bał? Czemu on nie uciekł jak najdalej, bo się bał odpowiedzialności? To jest nie do pomyślenia. Co prawda obiecałam komuś, że wysłucham co masz do powiedzenia i porozmawiam z Tobą, ale to nie odda mi 17 lat bez Ciebie. Prawda?- spytałam, żeby upewnić się, że mnie zrozumiała. Spojrzałam na tatę. Kątem ust uśmiechał się do mnie.- A teraz przepraszam, ale muszę  iść.- wstałam z kanapy i minęłam tatę.  Poszłam jak najszybciej do pokoju i pogrążyłam się w najróżniejszych zajęciach, żeby nie pogrążać się znowu w myślach.
 W końcu otworzyłam okno w pokoju i usiadłam na parapecie. Zamiast rozmowy taty i Anny, słyszałam szum silników samochodów i wiatru.




poniedziałek, 30 czerwca 2014

Spokój?

  Do następnego ranka nie wspominałam przy tacie o Annie. Widocznie źle podeszłam do rozwiązania tej zagadki.
  Powoli zwlokłam się z łóżka i podreptałam do łazienki. Po drodze zajrzałam do sypialni taty, na szczęście jeszcze tam był.
  Stanęłam przed lustrem i popatrzyłam na swoje odbicie. Takie jak zawsze.. Loki powykręcane w różne strony, oczy- duże i wyłapujące wszystkie szczegóły.. Wszystko na swoim miejscu.. Ale mimo wszystko coś było nie tak jak powinno. Tylko nie byłam pewna co.
  Ubrałam się w dżinsowe spodenki na szelkach i biały TOP i zeszłam do kuchni na śniadanie. Musiałam szybko coś zjeść bo zaraz miała przyjść Miranda. Przygotowałam sobie płatki zbożowe z owocami. Kiedy kończyłam jeść, zadzwonił dzwonek. Poszłam otworzyć drzwi.
-Siemanko!- wykrzyknęła Miranda gdy otworzyłam drzwi.
-Ciszej.- upomniałam ją.- Tato jeszcze śpi.
-Aaa. Spoko. Już jestem cicho.- mówiąc to zrobiła gest, jakby wyrzucała kluczyk. Uśmiechnęłam się do niej i zaprosiłam ją do środka.-To co będziemy dzisiaj robić?- spytała.
-Nie mam pojęcia.- oznajmiłam siadając na krześle w kuchni.
-Szkoła odpada.
-Na pewno.
-To może centrum handlowe?
-Byłyśmy tam wczoraj. Mam dość.
-No to chodźmy do parku.. Albo nad wodę.
-A masz strój?- spytałam.
-Nie. Po co?
-No jak to? To jak będziesz się kąpać?
-A to już mój problem..- powiedziała tajemniczo. Popatrzyłam na nią przez chwilę, żeby upewnić się czy niczego nie doda.
-Spoko.. To lecę po torebkę i idziemy.
-Dobra. To ja wyjdę na werandę.- oznajmiła i wyszła. Pokiwałam głową choć wiedziałam, że i tak tego nie zauważy. Weszłam po schodach na piętro i do swojego pokoju. Wzięłam błękitną torebkę włożyłam do niej portfel i kilka innych drobiazgów. Zajrzałam jeszcze raz do kuchni i zostawiłam wiadomość dla taty, że wyszłam z Mirandą i nie wiem o której wrócę. Kartkę położyłam na stole, żeby nie przegapił jej i wyszłam do przyjaciółki. Ta uśmiechnęła się na mój widok i powoli poszłyśmy nad jezioro.

  Po piętnastu minutach byłyśmy na miejscu. Usiadłyśmy na trawie.
-I co będziemy tu robić?- spytałam.
-Zobaczysz.- mruknęła.- A na razie siedź i się opalaj.
-Spoko.- Nie pozostało mi nic innego jak zrobić tak jak powiedziała Miranda, więc założyłam okulary przeciwsłoneczne i położyłam się na trawie.
  Leżałam plackiem na trawie przez dobre pół godziny, ale w końcu i to mi się znudziło. Popatrzyłam na przyjaciółkę. Spała w najlepsze. Trąciłam ją lekko w ramie.
-Mir, weź się obudź.- powiedziałam. Zero reakcji.- Miranda. Przestań spać i wstawaj.- Tym razem zareagowała, uśmiechnęła się.- Wiesz co? Mam dość. Nudzę się. Idę się przejść.
-Spoko..- powiedziała sennym głosem. Wzruszyłam ramionami, ponieważ myślałam że pójdzie ze mną.
  Wzięłam torebkę i poszłam wzdłuż jeziora. Była wspaniała pogoda więc nie mogłam na nic narzekać. Byłam sama, więc mogłam trochę pomyśleć.. A moje myśli powędrowały do wczorajszego spotkania z Adamem i jego kolegą. Jak to jest, że wszyscy myślą, że kocham się w Adamie? Dobra, znamy się już sporo czasu ale rozmawiałam z nim tylko ze trzy cztery razy.. To wszystko jest chore. A jeszcze sprawa taty i pani Anny.
   Byłam tak zajęta rozmyślaniem o wszystkim co ostatnio się wydarzyło, że nie zauważyłam osoby która stanęła mi na drodze. A tą osobą był Adam.
-Hej.- powiedziałam jeszcze z lekkim szokiem, bo nie spodziewałam się spotkać go tutaj.
-Cześć.- przywitał się z uśmiechem.- Jak tam?
-Yyy... No więc Miranda znowu wyciągnęła mnie z domu.. Jak widać zresztą..- powiedziałam z lekkim uśmiechem, ale w myślach mówiłam do siebie jaka jestem głupia itp.- A jak tam u Ciebie?- odbiłam piłeczkę.
-A więc od wczoraj.. Zdążyłem zrobić baardzo dużo rzeczy więc nie będę Cię tym zanudzał. Powiem tylko, że nawet nie chciało mi się dzisiaj wstawać bo tak gorąco jest..- mówiąc to wszystko zaczął się rumienić. Posłałam mu uśmiech.
-Wiesz.. Może masz ochotę dołączyć do mnie i Mirandy? Siedzimy sobie na trawie..- wskazałam mu miejsce gdzie leżała Miranda.. No właśnie, leżała. Tajemniczym sposobem zniknęła.. Albo po prostu sobie poszła.
-A gdzie Miranda?- spytał lekko rozbawiony.
-Tego właśnie nie wiem. Jeszcze niedawno leżała tam na trawie..
-No nic.. To może dasz się zaprosić na krótki spacer i wypad na lody?- spytał z niepewnością. Popatrzyłam na niego. "Boże, jaki on jest śliczny!!".
-Pewnie.- uśmiechnęłam się i powoli poszliśmy w stronę lodziarni.

   Na miejscu wybraliśmy sobie stolik który stał najbliżej okna i Adam poszedł po menu.
-Co wybierasz?- spytał.
-Właśnie myślę nad lodami śmietankowo-owocowymi z posypką i czekoladą a nad lodami truskawkowymi..
-Wybierz te pierwsze. Są najlepsze.- uśmiechnął się szeroko.
-A ty już wybrałeś?
-Pewnie. Najlepsze na świecie... Albo w naszym mieście..
-To znaczy jakie?
-Arbuzowe z posypką z czekolady.- powiedział z dumą, co mnie rozbawiło. Zaczęła, się śmiać.- Czemu się śmiejesz? To boli..- udał zranionego i poszedł złożyć nasze zamówienie.
-Prze... praszam.- powiedziałam próbując uspokoić oddech.- Nie chciałam zranić twoich uczuć do.. Lodów.- dodałam co wywołało śmiech ze strony Adama.
-Wyjątkowo Ci wybaczam.- powiedział gdy też uspokoił oddech.- To teraz zmieńmy temat. Opowiedz coś o sobie.- poprosił.
-Nie wiem od czego mam zacząć..
-Najlepiej od początku.
-No więc.. Mieszkam z tatą, uwielbiam oglądać filmy, jeść słodkie rzeczy, od czasu do czasu wyjść do kina z Mirandą.. Lubie też gotować obiady..- powiedziałam wszystko jednym tchem i czekałam na werdykt czując jak robię się czerwona.
-Tylko z tatą mieszkasz?
-...Tak. A ty?
-Ja z obojgiem. I oczywiście z rodzeństwem.- popatrzył na mnie.- A ile znasz się z Mirandą?
-Długo. Jeśli dobrze pamiętam to od przedszkola.
-Wow.. Długo. To niedługo będzie dziesięć lat jak się znacie.. Tak?
-Tak.. W sumie to nawet jedenaście.. Dobra. Dość o mnie. Teraz twoja kolej.
-Dobra, o rodzicach już wiesz.. Mam dwoje młodszego rodzeństwa, lubię słuchać muzyki, zagrać czasami w piłkę nożną.. Z gotowaniem u mnie jest trochę gorzej  ale ulubioną potrawą jest domowa pizza.
-A mama nie uczy Cię jak gotować?-spytałam.
-Stara się.. Tylko jak to ona powiedziała.. Nie jestem pojętnym uczniem..
-Na pewno nie jest aż tak źle.- uśmiechnęłam się.
W czasie gdy my rozmawialiśmy, przyniesiono nam nasze lody. Zjedliśmy je rozmawiając jeszcze o planach na przyszłość, zainteresowaniach. Po zjedzeniu lodów poszliśmy w stronę mojego domu.
-Wiesz że nie musisz mnie odprowadzać, prawda?- spytałam.
-Wiem. I to bardzo dobrze.
-To dlaczego to robisz?
-Bo chcę mieć pewność, że dotrzesz cała i zdrowa do domu.- popatrzyłam na Adama lekko zdziwiona ale zaraz zrekompensowałam mu to uśmiechem.
   Dalej szliśmy w milczeniu, aż weszliśmy na moją ulicę. Zostało kilka metrów do mojego domu gdy zobaczyłam samochód stojący przy wjeździe na podwórko. Przypomniałam go sobie i przestraszyłam się, że kobieta z którą rozmawiałam wtedy przed domem może być teraz w środku i rozmawiać z moim tatą. Z nerwów zaczęłam wykręcać sobie palce co zwróciło uwagę Adama.
-Coś nie tak?- spytał z troską.
-Nie.. Znaczy tak.. Nieważne.- nie miałam pojęcia co mu odpowiedzieć..
-Widzę, że coś jest nie tak.- zatrzymał się i przytrzymał mnie za łokieć.- Możesz mi powiedzieć.
-Widzisz ten samochód?- wskazałam mu czarne auto przed moim domem. Kiwnął twierdząco głową.- No więc tym samochodem przyjechała kobieta której powiedziałam kilka dni wcześniej że jestem sprzątaczką.. A mój tato jest teraz w domu..- powiedziałam wszystko jednym tchem coraz bardziej wykręcając palce i spoglądając na Adama w oczekiwaniu na jego reakcję. Nic nie powiedział. Po prostu złapał moje dłonie uniemożliwiając mi wykręcanie palców i po prostu mnie przytulił. Zdziwiło mnie to, ponieważ spodziewałam się śmiechu.. A tymczasem.. Rozczulił mnie tym.- Dziękuję Ci.- powiedziałam odwzajemniając uścisk.
-Zawsze jestem w pobliżu. Pamiętaj.- powiedział, ścisnął mnie jeszcze raz i powoli odszedł.- Poradzisz sobie.- dodał jeszcze z uśmiechem.
-Dziękuję.- powiedziałam, choć już mnie nie usłyszał. Z bijącym sercem ruszyłam w stronę domu i powoli weszłam po schodach na werandę i dalej do domu. W korytarzu było słychać rozmowę.. Postanowiłam chwilę poczekać.
-..Dobrze wiesz, że to niesprawiedliwe z naszej strony.- powiedział tato.
-Wiem, nie musisz mi o tym przypominać.- chwila ciszy.- Ale ja chcę ją poznać.. Porozmawiać z nią.
-Czemu nie zrobiłaś tego zanim ją zostawiłaś? Wiesz bardzo dobrze, że to wszystko nie było potrzebne.
-Przepraszam.. Ale to było dla mnie za wiele..- powiedziała kobieta.- A czy ona wie, że ja żyję?
-Och, z pewnością. Kilka razy natknęła się na listy lub pocztówki od Ciebie.
-Czemu jej nie powiedziałeś?- spytała z wyrzutem.
-Ja? Poważnie mówisz? W czym by to pomogło?
-Na przykład w rozmowie. Wiedziałaby, że ją kocham.
-Ty to nazywasz miłością??- wykrzyknął.
-A czym? Nigdy nie uwierzę, że nie chciała poznać swojej matki.- stojąc cały czas w korytarzu osunęłam się na podłogę.. Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. Postanowiłam postawić wszystko na jedną kartę. Podniosłam się i wkroczyłam do kuchni gdzie siedzieli przy stole.
-Dzień dobry.- powiedziałam patrząc kobiecie prosto w oczy.- Cześć tatku.- mówiąc to oderwałam na moment od niej wzrok i uśmiechnęłam się do taty.
-Cześć słonko. Co robiłaś?- spytał.
-Byłam z Mirandą w parku i nad jeziorem.- wyjaśniłam szybko swoją nieobecność i sięgnęłam po jabłko leżące w półmisku.- A ty? Byłeś dziś w pracy?
-Nie.. Wziąłem krótki urlop.- popatrzyłam na niego zdziwiona, że nie powiedział mi o tym wcześniej. Postanowiłam nie przeszkadzać im w rozmowie więc pożegnałam się i poszłam do swojego pokoju.
  Rzuciłam się na swoje łóżko i napisałam do Mirandy.
              " Gdzie ty się podziałaś? Mogłaś dać znać, że idziesz do domu.. :( "
              " Wiem.. :( Przepraszam Cię, ale nie mogłam.. Miałam z kimś umowę.. ;)"
 Przeczytałam jeszcze raz sms'a od przyjaciółki. Z kim mogła mieć umowę? I o kogo konkretnie jej chodziło? Jeszcze chwile poleżałam myśląc o wiadomości gdy przyszedł mi do głowy pomysł.
             "  Ukartowałaś to wszystko?! ;d "
             " No coś ty. Xd Nie mogłabym. Zresztą nie bd się tłumaczyć :P"
             " No spoko. w takim razie jutro pogadamy. :) "
             " Brzmi groźnie. Ale ok. Opowiesz mi co się działo. :D"
             " Postaram się. Ale następnym razem powiedz mi co planujesz bo nie
                        ręczę za siebie. :P ;* "
             " Postaram się o tym nie zapomnieć :D A teraz wybacz ale idę się myć i spać.."
             " Tak wcześnie? Zresztą.. Idź. Musisz się przygotować na jutro ;* "
    Nie otrzymałam odpowiedzi, więc pewnie Miranda poszła się kąpać.. Postanowiłam zrobić to co ona i szybko pobiegłam do łazienki żeby przygotować ciepłą i odprężającą kąpiel. Nie miałam zamiaru już nigdzie wychodzić więc mogłam spokojnie leżeć w wannie.
   Po porządnej kąpieli postanowiłam sprawdzić czy tato dalej rozmawia z Anną. Ostrożnie zeszłam na najniższy stopień i słuchałam.
-Rozumiem co czujesz ale wiesz, że to nieuniknione.- powiedziała Anna wzdychając.
-Wiem.. I to mnie przeraża. Nie wyobrażam sobie jak Lilo zareaguje na to wszystko.- co ja miałam do tego wszystkiego? Do tej pory było wszystko dobrze.. Dopiero jak pojawiła się Anna, wszystko zaczęło się komplikować.
-Przepraszam Cię. Wiem, że źle zrobiłam.. To wszystko po prostu mnie przerosło.
-A co ja miałem powiedzieć gdy wyjechałaś bez słowa? Miałem na głowie pracę, małe dziecko i dom. Wyobrażasz to sobie? Co ja wtedy przeżyłem? Nie przepraszaj mnie za to wszystko i nie tłumacz się.
-A co mam innego zrobić?- spytała zrezygnowana.
-Powiedz jej to. Powiedz jej dlaczego wyjechałaś, dlaczego na tak długo.. Dlaczego nie dałaś o sobie znaku życia, dlaczego musiała wychowywać się bez matki która wspierałaby ją.- powiedział. Zastanawiałam się jak musiał wyglądać.
-To nie takie proste.- wykręciła się.
-Nie? Jest przecież w domu. Ma pokój na górze. Idź i po prostu jej powiedz.
-Ale tak nie można!- wykrzyknęła.
-Nie? To chodź.- usłyszałam jak odsuwają krzesła od stołu. Nie mogłam dłużej siedzieć i słuchać więc pobiegłam szybko do pokoju i rzuciłam się na łóżko.
   Tylko moja głowa dotknęła poduszki i przymknęłam oczy, drzwi do mojego pokoju się otworzyły. Usłyszałam jak ktoś wchodzi do środka. Osoba przystanęła na środku pokoju i chwilę stała bezczynnie.
-I co?- usłyszałam pytanie taty.
-Śpi. Nie będę jej budzić.
-Dobrze.- zgodził się.- Ale pamiętaj, że to nieuniknione.
-Wiem..
 Po tych słowach po cichu wyszli z pokoju gasząc światło. Gdy drzwi się zamknęły, podniosłam się i usiadłam na łóżku. Zaczęłam przetrawiać wszystko co usłyszałam.. Zajęło mi to całą noc.

sobota, 7 czerwca 2014

Nic nie wiem..

   Przez całą noc nie zmrużyłam oka. Nie mogłam przestać myśleć o tych wszystkich listach między moim tatą i mamą.. Chociaż nie jestem pewna czy mogę nazywać tak osobę której nawet nie znam.

 -Wstawaj!-powiedziała do mnie Miranda wchodząc do mojego pokoju. Popatrzyłam na nią.                      -Nie śpię.-oznajmiłam. Powoli podniosłam się powoli na swoim łóżku.- Kto Cię wpuścił?-spytałam.
-Nikt. Po prostu wiem gdzie trzymacie klucz. A dzwoniłam dzwonkiem dobre dziesięć minut.- usprawiedliwiła się. Uśmiechnęłam się do niej.
-Spokojnie. Po prostu nie słyszałam.
-Przez dziesięć minut?
-Zdarza się.
-No dobra.. Nie wnikam, ale teraz wstawaj. Wychodzimy.- powiedziała ściągając ze mnie kołdrę.
-Gdzie?
-No jak to gdzie? Do naszej wspaniałej szkoły!-wykrzyknęła.
  Przewróciłam oczami, ale powoli zwlokłam się z łóżka i podreptałam do łazienki. Po drodze zajrzałam do sypialni taty. Pusta.. Nie wiem dlaczego, ale zabolała mnie świadomość tego, że nie wrócił." Jeszcze trochę i się wyprowadzi do pracy"- pomyślałam.
  W łazience opłukałam twarz wodą i umyłam włosy. Były tak nieznośne i jak na złość nie chciały się układać. Mniej więcej po piętnastu minutach wróciłam do pokoju. Miranda siedziała na moim łóżku.. Co mnie zdziwiło-zaścielonym.
-Nudziło Ci się?- spytałam podchodząc do szafy.
-A żebyś wiedziała.. Trochę czasu Cię nie było.- usprawiedliwiła się z szerokim uśmiechem.
-Bez przesady.
-No jak to? Zresztą, opowiadaj co robiłaś przez cały wieczór?-spytała. Popatrzyłam na nią i zaczęłam zastanawiać się czy powiedzieć jej o wszystkim.
-Siedziałam na strychu.
-Po co? Przecież tam są pająki i w ogóle.. Błeee. No i od groma starych gratów i kurzu.
-Właśnie. A pod tym kurzem pudełka w których są rodzinne pamiątki.- powiedziałam powoli.
-No dobra!-wykrzyknęła.- Masz mi powiedzieć co takiego znalazłaś. I to już.- próbowała powiedzieć to z groźbą w głosie, co wywołało wybuch śmiechu.
-Listy mojego taty i mojej mamy.- powiedziałam jednym tchem i schowałam się za kotarą, żeby ubrać się. Zapanowała cisza. Wyjrzałam zza kotary.- Czemu nic nie mówisz?
-Bo mnie zatkało! I czego ciekawego się dowiedziałaś?
-W sumie to niewiele. Wiem tylko tyle, że nie była gotowa na mnie i zostawiła mnie z ojcem. Zaczęła podróżować i przemyślała sobie to wszystko i ponoć chciała się ze mną spotkać..
-To dlaczego tego nie zrobiła??- spytała przyjaciółka pochylając się w moją stronę. Schowałam głowę z powrotem za kotarą.
-Nie mam pojęcia. Może się bała?
-Własnego dziecka?-spytała z ironią.
-A czemu by nie? Zresztą nie mam ochoty o tym mówić.- powiedziałam podchodząc do toaletki w kącie pokoju.
-Spoko. Nic nie mówię. Ale i tak pomogę Ci w makijażu.- wyszczerzyła zęby w uśmiechu. Kiwnęłam głową..- Ale na początku zdejmij ten turban.- wskazała palcem ręcznik na mojej głowie.
-Sorki, całkiem o nim zapomniałam.
-Nic się nie stało.


  Z racji zbliżającego się końca roku szkolnego postanowiłyśmy pochodzić po sklepach zamiast iść do szkoły. Pomysł zaproponowała Miranda. Ja oczywiście się zgodziłam bo nic innego nie wpadło nam do głowy.
  Przez godzinę chodziłyśmy po centrum handlowym w poszukiwaniu butów które ostatnio były reklamowane na stronie miasta. Nie znalazłyśmy takowych. W pewnym momencie po prostu nie dałam rady chodzić.
-Dobra, mam dość.- powiedziałam stając. Miranda obejrzała się za siebie.
-Chyba żartujesz. To dopiero początek.
-Dla ciebie. Ja mam dosyć.  Idę coś zjeść i spadam.
-Dobra, nie będę Cię zatrzymywać.
-Ja ciebie też. Powodzenia w szukaniu butów.- uśmiechnęła się i podeszła do mnie.
-Dziękuję. Do zobaczenia później.- po tych słowach dała mi całusa w policzek i pobiegła w stronę sklepu z firmowymi ubraniami. Ja zaś skierowałam się w stronę kawiarni. Przekroczywszy próg kawiarni, zobaczyłam Adama siedzącego przy jednym ze stolików. Z tym samym kolegą co poprzedniego dnia w parku.
-Lilo!- krzyknął. Uśmiechnęłam się.
-Hej, co tam?- podeszłam powoli.
-Aaa.. Nie mam co robić.- mówiąc to uśmiechnął się szeroko.
-Właśnie widzę.- pokazałam na jego kolegę.- A tak oprócz nudy, to coś ciekawego?- powiedziałam i zrobiłam się czerwona jak burak. "Boże! Co ty wygadujesz.."- zganiłam się w myślach.
-Raczej nie. A u Ciebie?
-Akurat miałam dosyć chodzenia po sklepach i wstąpiłam tutaj żeby odpocząć.
-Domyślam się nawet kto był z tobą.
-Skąd?- spytałam zdziwiona. Przecież nie widział mnie... Chyba.
-Twoja koleżanka właśnie stoi za tobą.- gdy to powiedział powoli odwróciłam głowę i zobaczyłam jak Miranda stała z dosyć dziwną miną co wywołało u nas wszystkich wybuch śmiechu.
-Serio?- spytałam szczerząc się do Mirandy.
-Pewnie. A co ty myślałaś? Nie po to wyciągnęłam Cię z domu żebym sama chodziła po sklepach.
-Jesteś niemożliwa.- mruknęłam.
-I za to mnie kochasz. Prawda?
-Nie, no skąd w ogóle przyszło Ci to do głowy?- zadrwiłam.
-A wiesz.. Tak jakoś mam dzisiaj wyjątkowy dzień.- po tych słowach mrugnęła porozumiewawczo.- No dobra, to co planujecie robić chłopaki?- spytała siadając na najbliższym wolnym krześle.
-Ja to muszę już spadać.- powiedział Patryk, podnosząc się ze swojego krzesła.- Na razie stary.- powiedział do Adama i już go nie było.
-A ty?- tym razem pytanie było skierowane do Adama. Zrobiłam wielkie oczy.
-Yyyy.. Nie wiem. Planowałem jeszcze posiedzieć i pójść na trening.
-A co trenujesz? Coś fajnego? Czy to jest trudne?- zasypała go gradem pytań.
-Zwolnij, nie każdy potrafi tak jak ty mówić na bezdechu.- powiedziałam do Mirandy, ale patrzyłam na Adama.
-Nic się nie stało.- uśmiechnął się do mnie.- A trenuję wszystko po trochu. Dzisiaj padło na siłownię. Nie jest trudne i podoba mi się.
-To fajnie..- powiedziała.
  Nie odezwałam się. Nie było po co. Przyglądałam się ludziom w kawiarni. Jakiemuś staremu facetowi w podartych spodniach, który zajadał się babeczką. Kobiecie w jaskrawej sukience, która aż raziła w oczy.. I na końcu mój wzrok spoczął na Adamie. Jego oczy podążały za moimi.. Pomimo tego, że w pewnym momencie poczułam się niezręcznie, nie oderwałam wzroku. Patrzyliśmy tak na siebie do końca spotkania.

-Co to było?- spytała Miranda gdy szłyśmy chodnikiem do mojego domu.
-A o co Ci chodzi?- udałam głupią.
-Przez całe spotkanie siedziałaś i wgapiałaś się w Adama.
-I co z tego? On we mnie też..
-No właśnie!- wykrzyknęła.
-Uspokój się.- powiedziałam.- Jutro o tym pogadamy. Na dzisiaj mam dosyć.
-Dobra. Ale pamiętaj, że ja będę pamiętać.- uśmiechnęła i pogroziła mi palcem.
-Oczywiście.- odwzajemniłam uśmiech.- Pa, pa.
-Pa.- powiedziała, dała mi całusa w policzek i pobiegła w stronę przystanku autobusowego.
Ja skręciłam na chodnik przed swoim domem i weszłam do niego. W sionkach zobaczyłam buty taty. W końcu przyjechał.
-Cześć.- powiedziałam wchodząc do domu.
-Cześć, jak minął dzień?- spytał siadając przy stole.
-Może być. - mruknęłam.- Tato.. Kto to jest Anna?- spytałam i obserwowałam jego reakcje. Na początku uważnie mi się przyjrzał. Potem zrobił wielkie oczy i wstał od stołu/
-Nie wiem o kim mówisz.- powiedział. Postanowiłam nie drążyć tego tematu. Na pewno nie miał dobrego humoru po tylu godzinach pracy.

sobota, 31 maja 2014

Nowe/ Stare znajomości

  "Jak dobrze, że niedługo koniec roku"- pomyślałam rano przed lustrem w łazience.
 Poniedziałek. Najgorsza tortura wieku szkolnego.. Chociaż nie mam pewności co do tego czy inni myślą tak samo.
  Kończyłam właśnie malować rzęsy, gdy zadzwonił dzwonek.
-Tato! Otwórz drzwi!- krzyknęłam z łazienki.
-Nie mogę! Wyjdź z tej łazienki i otwórz.- odkrzyknął. Przewróciłam oczami i zwlokłam się na dół.
  Zajrzałam przez okno na werandę żeby zobaczyć kto dzwonił dzwonkiem. Miranda. Uchyliłam lekko drzwi.
-Cześć. Co ty tutaj robisz?- spytałam zdziwiona.
-Jak to? Przyszłam po Ciebie. Musimy pogadać.
-Nie mogłaś poczekać aż dotrę do szkoły?
-Nie.- powiedziała z szerokim uśmiechem.
-Mhmmm.. Właź.- mruknęłam pod nosem i przepuściłam ją w drzwiach.
-Dzięki. Jest twój tato?
-Jeszcze tak. Zaraz idzie do pracy..- wytłumaczyłam jej gdy wchodziłyśmy po schodach na piętro.- Poczekaj na mnie chwile w pokoju.
-Tak jest.- dygnęła i poszła ze śmiechem do mojego pokoju. Ja wróciłam do łazienki, by skończyć się malować i zrobić coś z włosami.
   Po dziesięciu minutach byłam już w pokoju i szukałam jakiegoś czystego TOP-u w szafce. Miranda siedziała na moim łóżku i przyglądała mi się.
-Czego ty tam konkretnie szukasz?- spytała stając obok mnie.
-Czegoś co będzie pasowało do dżinsowych szortów i granatowych conversów.- powiedziałam już lekko poirytowana.
-Jak dobrze,że przyszłam do Ciebie. Nie poradziłabyś sobie.- mówiąc to zajrzała do mojej szafy, poszperała chwilę i wyciągnęła z niej miętowy TOP ze zwisającymi z przodu sznureczkami. Otworzyłam szerzej oczy.-No co?- spytała patrząc na mnie.
-Szukałam tej bluzki przez ostatnie trzy miesiące.
-Wow.. To jest... Ale czemu aż tyle??
-Nie wiem. Jakoś tak wyszło.- powiedziałam wymijająco.
-Dobra, dobra.- uniosła jedną brew w geście zwątpienia. Popatrzyłam na nią i uśmiechnęłam się.
-Dosyć. Jestem ubrana. Chodźmy do kuchni zjeść śniadanie.- W odpowiedzi kiwnęła tylko głową i ruszyła za mną.
   Zdecydowałam się na płatki kukurydziane z suszonymi owocami i sok pomarańczowy. Jedząc, zaczęłam zastanawiać się nad tym dlaczego tato spędza tyle czasu poza domem.. Miranda wzięła sobie jedno jabłko i zaczęła je powoli jeść.
-Jak było?- spytała między kęsami.
-Ale co?- spytałam wyrwana z zamyślenia.
-Wczoraj. W parku. Z Adamem.
-Aaaa. Fajnie.
-Tylko fajnie?- spytała kładąc jabłko na stole.- Jak możesz? Przecież on jest taki miły i w ogóle.
-I co z tego? Było fajnie i tyle. Co mam dodać. Spacerowaliśmy tylko.
-Rozumiem.- powiedziała przeciągając każdą literę. Przewróciłam oczami.
-Nieważne. Kończ jeść i idziemy do szkoły.-powiedziałam wstając od stołu.
-Spoko. Tylko tak mi się nie chce iść..- zrobiła zbolałą minę.
-Wiem, wiem. ale to ostatni tydzień szkoły. Damy radę. Zresztą jutro i tak jedziemy zanieść podanie do szkoły.- przypomniałam jej.
-A no tak. Całkiem o tym zapomniałam.- Pstryknęła się lekko w czoło.- Idź po torbę i pędzimy.
-Ok,ok. Już idę.
   Wbiegłam po schodach na piętro i dalej do swojego pokoju. Torba leżała w kącie przy oknie. Wzięłam ją i zeszłam do przyjaciółki. Stała przy lustrze w korytarzu.
-Jestem.- powiedziałam.- Możemy iść.
-Mhm..- mruknęła odsuwając się od lustra.
-Co jest?- spytałam.- Coś nie tak?
-Nie. Wszystko jest w porządku. Chodźmy.
-No dobra. Chodźmy.
  Wyszłyśmy z domu i skierowałyśmy się w stronę parku. Miałyśmy jeszcze trochę czasu więc wstąpiłyśmy do budki z lodami. Mijałyśmy fontannę gdy dostrzegłam na jednej z ławek Adama. Siedział z jakimś znajomym. Miranda też go zauważyła go, ponieważ zatrzymała się.
-Adam!- krzyknęła. Obrócił się w naszą stronę.- Cześć!- Dodała przyjaciółka i pomachała do niego. W odpowiedzi uśmiechnął się i odmachał. Ruszyłyśmy dalej.
-Co to było?- spytałam.
-No co? Chciałam się przywitać. Chyba mogę. Prawda?
-No tak. Ale rozmawiał z kimś.- zauważyłam.
-Jejku. Nie poznałaś tego kolesia który siedział z nim na ławce?
-Nie.- powiedziałam.- A powinnam?
-Przecież to ten chłopak co był DJ-em na imprezie Adama.- powiedziała.- No proszę Cię.. Czekaj.. jak on miał na imie... P...p,p,p,p.. Patryk!- Wykrzyknęła. Odruchowo odwróciłam się żeby upewnić się czy usłyszeli nas. Ku mojemu zdziwieniu nikogo nie było na ławce. Wzruszyłam ramionami i dogoniłam Mirandę.
 
  Lekcje skończyłyśmy przed dwunastą. Nauczyciele postanowili puścić nas wcześniej ponieważ zrobiło się niewyobrażalnie gorąco.
   Byłam w połowie drogi do domu gdy zadzwonił mi telefon.
-Halo?
-Lilo? Tu tata. Jesteś już w domu?
-Jeszcze nie. Jestem w połowie drogi. Akurat minęłam kawiarnię. A co?
-Czy mogłabyś zamówić sobie dzisiaj coś do jedzenia?
-Dlaczego?- spytałam.
-Nie będzie mnie dziś w domu. Mam nawał roboty.
-I nie możesz skończyć jej w domu?
-Nie. Praca to praca. Wynagrodzę Ci to jakoś. Obiecuję.- powiedział skruszony.
-Nie obiecuj. Pewnie będzie tak jak ostatnio. Cześć.- pożegnałam się i rozłączyłam.
     Jedna łza spłynęła mi po policzku. Szybko ją wytarłam. Nie chciałam aby ktokolwiek zauważył moje łzy.
Schowałam telefon do kieszeni i poszłam dalej. Chciałam jak najszybciej dotrzeć do domu. Tam nikt nie będzie mnie widział.
    Wbiegłam na werandę i usiadłam ciężko na schodkach.. Przez całą drogę próbowałam nie płakać. Ale to nic nie dało. Kilka następnych łez spłynęło po moim policzku. "Czemu ja płaczę?'- pomyślałam patrząc bezmyślnie przed siebie.
-Przepraszam..-usłyszałam czyjś głos.- Czy wszystko w porządku?- podniosłam wzrok. Mówiła do mnie jakaś kobieta. Ubrana  w błękitną sukienkę, włosy związane w kucyk. Tak samo niesforne jak u mnie. Tylko krótsze.
-Tak, wszystko w porządku. W czym mogę pomóc?- wstałam szybko i lekko uniosłam kąciki ust.
-Szukam domu numer 232. Przejechałam całą dzielnicę ale rzadko któryś dom ma umieszczony numer..
-Właśnie stoi pani przed domem numer 232.
-Och. Na prawdę?
-Tak. Kim pani jest?- spytałam przyglądając się jej.
-Jestem z opieki społecznej.- wyjaśniła powoli. Chyba czekała na moją reakcję.
-A w jakim celu pani tu przyjechała?- spytałam głosem pozbawionym jakichkolwiek uczuć.
-Przysłano mnie by sprawdzić jak radzi sobie rodzina która tutaj mieszka.
-Tak? Przykro mi. Nikogo nie ma w domu.
-Szkoda.. Na prawdę? Przepraszam że pytam, ale co tutaj robisz?
-Pracuję. Pomagam tej rodzinie. Sprzątam..- skłamałam.
-Rozumiem. W takim razie proszę przekazać właścicielom że proszę o kontakt.- powiedziała kierując się do samochodu.
-Dobrze. Miłego dnia.
-Do widzenia.- Kobieta wsiadła do auta i pojechała.
  Posiedziałam jeszcze przed domem by upewnić się, że nie obserwuje mnie. W końcu weszłam do domu. Torbę położyłam  na półce w korytarzu i poszłam do kuchni. Zajrzałam do lodówki. Pusta. No tak.. Tato zapomniał zrobić zakupów.
   Nie pozostało mi nic innego do roboty, więc weszłam na strych. Pamiętam jak z tatą zanieśliśmy tam wszystkie pudła. Kilka było zamkniętych. Zabraniał mi je otwierać.
   Powoli ruszyłam po stromych schodach. Każdy skrzypiał niemiłosiernie. Zapaliłam światło i ruszyłam w głąb pomieszczenia. Stało tam około dwudziestu pudeł. Wzięłam najmniejsze i otworzyłam. Były w nim pocztówki. Takie jak tamta którą znalazłam w salonie. Zaczęłam czytać.
     
         "Drogi Tomku,
     Mam nadzieję, że jesteście zdrowi. Przepraszam że was opuściłam.. Nie mogłam inaczej.. 
   Pewnie mi tego nie wybaczysz, ale chciałabym kiedyś poznać moją córeczkę. Choć raz z nią porozmawiać. Napisz co zdecydujesz.
                                                                                        Anna"

     "Drogi Tomku,
   Rozumiem twoją decyzję. I szanuję ją. Ale tak bardzo za wami tęsknie. Opisz mi ją. Jak 
      wygląda? Co lubi? Jak ma na imię? Chce znać wszystkie szczegóły. Zgoda. Odeszłam, ale
    chcę wiedzieć o niej wszystko. 
                                                                                     Anna"
  
     " Drogi Tomku,
    Wybrałeś wspaniałe imię. Takie oryginalne. Nie wpadłabym na to. Jest śliczna. I te włosy. 
   Mam nadzieję, że będzie miała wspaniałe jak urosną jej. 
       Brakuje mi was. Ucałuj ją ode mnie.
                                                                                       Anna"

          "Kochany Tomku,
       Dawno nie pisałam. Przepraszam. Byłam na wycieczce po europie. 
     Musiałam jakoś odreagować to wszystko. Chciałabym wiedzieć czy zmieniłeś 
     zdanie co do tego, bym mogła porozmawiać ze swoją córką. Muszę to wiedzieć. 
     Jeżeli nie uzyskam odpowiedzi, będzie to dla mnie sygnał, że nie masz nic przeciwko.
     Albo po prostu zadzwoń pod ten numer: 507443111. 
                                                                                                          Anna"

   Ostatnia kartka była z marca tego roku. Reszta z różnych innych miesięcy poprzednich lat. Nie przeczytałam wszystkich. Było ich tak dużo..

    Zeszłam ze strychu gdy poczułam się śpiąca. Od siedzenia na podłodze bolały mnie kości. Przyłożyłam głowę do poduszki i zasnęłam.

wtorek, 6 maja 2014

Za dużo pytań!

  Następnego dnia ledwo zwlokłam się z łóżka. Od tańców miałam zakwasy.
   Uśmiechnęłam się na wspomnienie tego co zrobiłyśmy po zakończeniu imprezy. Miranda, zamiast zadzwonić do swojej mamy i poczekać na nią kilka minut, wpadła na pomysł, żeby przejść się do swoich domów. "Bo tak zdrowo!" wykrzyknęła mi, gdy zapytałam o to. Czy to normalne, żeby iść kilka kilometrów do domu zamiast przejechać się w wygodnym samochodzie??
  Usłyszałam pukanie.
-Lilo, śpisz?- spytał mój tato uchylając drzwi.
-Tak.- powiedziałam wkładając głowę pod poduszkę.
-Widzę, że nie śpisz. Wstawaj, śniadanie gotowe.
-Mhm..- mruknęłam otulając się szczelniej kołdrą.
-Wstawaj!- krzyknął mi tato koło ucha. Przewróciłam oczami.- Już. Wstajemy! Wstajemy!- krzyczał tak na cały dom. Nie skończył dopóki nie miał pewności, że położę się z powrotem spać.
   Zwlokłam się z łóżka, ubrałam i zeszłam na śniadanie.
Gdy tato zobaczył mnie jak wchodzę do kuchni, wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu i postawił na stole talerz ze śniadaniem.
-Jak było na zabawie?- spytał gdy usiadłam.
-Fajnie.
-Cieszę się.. Aaa. Masz jakieś plany na dziś?
-Nie wiem. Może spotkam się z Mirandą, w tym tygodniu mamy sprawdzian.. A czemu pytasz?
-A nic, nic. Po prostu bylem ciekawy.- powiedział wymijająco. Pokiwałam lekko głową.
    Przypomniałam sobie o kartce z pozdrowieniami, którą ostatnio znalazłam w salonie.
-Tato?
-Hm? Słucham.
-Znalazłeś kartkę?
-Kartkę? O czym ty mówisz?- spytał zdziwiony.
-Ostatnio robiłam porządki w salonie.. Na komodzie położyłam listy i kartki.- wyjaśniłam szybko.
-Jakie kartki?
-Z pozdrowieniami!- wykrzyknęłam lekko zdenerwowana.
   Gdy powiedziałam to, tato zrobił dziwną minę.
-Tak, przypominam sobie.- wykrzyknął bardzo entuzjastycznie.- Dziękuję, że sprzątnęłaś.- I wyszedł z kuchni.
 Zatkało mnie. To było bardzo dziwne..
Wzruszyłam ramionami i wzięłam się za skończenie śniadania. Kiedy zjadłam, pobiegłam do pokoju.
   Wzięłam telefon z szafki nocnej, żeby zobaczyć która godzina. 12.30.. Późno..
Miałam też wiadomość od Mirandy:
                    "Siemanko :) masz dziś czas?"
                    "Pewnie, że mam. A co, tęsknisz? :P"- odpisałam.
Kładę telefon na miejsce i idę się przebrać. Szybko znajduję coś odpowiedniego, a mianowicie szorty, czarny TOP, bluzka w stylu "nietoperza".
    Ubrana siadam na łóżku i sprawdzam co odpisała.
                    "A żebyś wiedziała, że tęsknie. :( nie widziałam Cię dobre sześć godzin.
                          Przyjdziesz? Połazimy po mieście."
Uśmiecham się. To samo powiedziałam tacie przy śniadaniu.
                        "Pewnie,że przyjdę. :) Nie zawiodę.. O której i gdzie? "
                        "Nie wiem jak Ty, ale ja i tak jestem poza domem. Możemy 
                                   spotkać się.. W parku na Żeromskiego. Dasz radę?"- napisała. No tak, mogłam się domyślić, że nie będzie jej o tej porze w domu.
                        "Pasuje mi.. Zaraz bd. :) Wezmę kasę, to pójdziemy na lody.. 
                                   Zapowiada się gorący dzień. ;D"
   Schowałam telefon do kieszeni, wzięłam torebkę, wsadziłam do niej portfel i kilka innych drobnych rzeczy, które mogą się przydać.. Zbiegłam na dół.
   Gdy zobaczyłam swoje odbicie w lustrze na korytarzu, to aż podskoczyłam. Zapomniałam się uczesać..
Przeczesałam szybko włosy palcami i ruszyłam wzdłuż korytarza.
-Wycho...- zaczęłam. Ale nie skończyłam bo w tym samym momencie zobaczyłam karteczkę.-..dzę.
                         "Wyszedłem. Wrócę późno. Nie czekaj z kolacją..
                                Jeśli gdzieś wychodzisz nie zapomnij zamknąć domu.
                                                                                   Tata"
Doobra.. Zerknęłam na zegarek wiszący na ścianie. Musiał niedawno wyjść. Nawet nie usłyszałam.
   Wychodząc z domu- a raczej biegnąc, ponieważ byłam spóźniona- głowę miałam zajętą karteczką, którą tato zostawił... Pierwszy raz tak zrobił.. Częściej wysyłał mi sms-y jak miał dłużej zostać w pracy. Ale karteczki? Nigdy tak nie robił.
  Przekraczając mury parku, od razu zaczęłam rozglądać się za Mirandą. Siedziała na ławce przy fontannie. Zobaczyła, że idę i zaczęła machać rękami. Podbiegłam do niej. Przytuliłyśmy się na powitanie.
-Cześć.- powiedziałam.- O której wstałaś?
-Koło ósmej, a co?
-Ja przed dwunastą wstałam. Chociaż gdyby nie tato, to pewnie jeszcze bym spała.- uśmiechnęłam się.
-Łał. Poważnie? Opowiadaj jak się wczoraj tańczyło z "Nowym".- przy ostatnim zrobiła w powietrzu dwa dziwne ruchy dłońmi.
-Nie Nowy, tylko Adam. I nie ma o czym opowiadać. Serio.- zapewniłam.
-No nie wiem. Przetańczyliście pewnie cały wieczór.- przypomniała mi z szerokim uśmiechem.- No dalej. Na pewno jest co opowiadać.
-Ty mi lepiej powiedz kto Ci podsunął pomysł ze spacerem do domu. Czy ty wiesz o której dotarłam do domu?- spytałam z udawanym oburzeniem.
-A jakoś mnie natchnęło. Zresztą nie narzekaj, dzięki mnie wyrobisz kondycję.- mrugnęła okiem i szeroko się uśmiechnęła.
-Pozostawię to bez komentarza.- powiedziałam opierając się wygodniej. Miranda zaczęła się śmiać.- No co?- spytałam zdezorientowana.
-Nic... Proszę Cię. Powiedz jak się tańczyło.
-Fajnie.- powiedziałam wymijająco.
-Podoba Ci się.- powiedziała. Zrobiłam wielkie oczy.
-Skąd przyszło Ci to do głowy? Chłopak jak każdy inny.
-Nie mów. Te oczy, włosy, mięśnie.. No i tyłek.- przy ostatnim zrobiła krótką pauzę i poruszyła brwią.- Jest boski!- wykrzyknęła.
-Czy ty zawsze musisz zwracać uwagę na tyłki? Jest też coś takiego jak osobowość.
-Wiesz.. Nie wiem jak ty, ale ja wolę żeby było na czym oko zawiesić.- mrugnęła porozumiewawczo. Przewróciłam oczami.
-Z dnia na dzień coraz bardziej mnie zaskakujesz. Wiesz?
-Wiem. Uwielbiasz mnie za to.
-Taaak.. Wręcz ubóstwiam. A teraz chodźmy na lody. Gorąco mi.
-Idę, idę..- mruknęła.
    Wstałyśmy z ławki i podreptałyśmy powoli do budki z lodami. Zaczęło się robić niemiłosiernie gorąco.
Zaczęłam myśleć o tym co powiedziała Miranda. "Przecież to głupie. Rozmawialiśmy tylko raz.- wczoraj. Przecież to nielogiczne." Kątem oka zobaczyłam jak moja przyjaciółka szła.. Cała w skowronkach, szczęśliwa.. Miała szczęście. Miała Roberta.. "Przecież to paranoja! Czemu dopiero teraz o tym myślę?"

  Siedziałyśmy na ławce i jadłyśmy lody, gdy ktoś podszedł do nas. Przysłoniłam słońce ręką i spojrzałam. Adam.
-Cześć dziewczyny.- przywitał się.- Mogę?- spytał pokazując wolne miejsce na ławce.
-Pewnie!- wykrzyknęła Miranda.- Siadaj.
-Dzięki.. A jak po wczorajszym? Dobrze się bawiłyście?- spytał i popatrzył na nas.. "Czy jego oczy się uśmiechnęły?" Pomyślałam. Jeszcze raz na mnie spojrzał..
-Oby tak częściej było!- wykrzyknęła moja przyjaciółka.
-To następnym razem ty urządzasz.- powiedziałam prowokacyjnie.
-A wiesz, że to zrobię?- powiedziała z błyskiem w oku.
- Już to widzę..- mruknęłam. Zgromiła mnie wzrokiem.- A jak, udało Ci się sprzątnąć ten cały bałagan?- spytałam Adama.
-Jakoś dałem radę.- uśmiechnął się. "Ma na prawdę boski uśmiech...."- Nie było tak źle. To tylko tak tragicznie wyglądało.- znowu ten uśmiech.
-Wiecie.. Muszę lecieć. Moja mama właśnie napisała, że mam gości.. Wybaczcie.- powiedziała Miranda, zebrała swoje rzeczy i pobiegła.
-No tak..- nie miałam pojęcia co powiedzieć.
-Masz ochotę się przejść?- spytał Adam, czum totalnie mnie zaskoczył.
-Ekhm.. tak.. Czemu nie..- powiedziałam, jeszcze lekko zdziwiona.

     Poszliśmy wzdłuż strumyka płynącego przez park. Potem każde poszło w swoją stronę.
Po powrocie poszłam od razu do pokoju, żeby się przebrać i odpocząć. Jak na maj jest stanowczo za gorąco.
  Pierwsze co zrobiłam po przebraniu się to, włączenie komputera. Znalazłam jakiś film który miałam zamiar obejrzeć i włączyłam go.
   Do samego wieczora siedziałam  i oglądałam. Po tym wszystkim ledwo dałam radę dojść do łóżka.

środa, 16 kwietnia 2014

Dziwne..

  Do domu "Nowego" dotarłyśmy jak ludzie zaczęli się schodzić. Nawet gdy było mało osób, muzyka już grała. Wysiadłyśmy z samochodu.
-Bawcie się dobrze!- wykrzyknęła mama Mirandy.
-Na pewno będziemy.- stwierdziła Miranda gdy pani Natalia odjechała.
 Ruszyłyśmy w stronę wielkiego domu. Zadzwoniłyśmy dzwonkiem. Muzyka przycichła a w drzwiach ukazał się nam szaleńczo przystojny chłopak.
-Cześć dziewczyny. Wejdźcie.- powiedział. Popatrzył na nas.- Fajne stroje.- dodał z uśmiechem.
-Dzięki.- odpowiedziałyśmy.
-Twój też niczego sobie.- powiedziała Miranda z uśmiechem.
-Rozgośćcie się..-powiedział pokazując ręką żebyśmy weszły dalej.- A teraz przepraszam, muszę zająć się nowo przybyłymi gośćmi.
  Po tych słowach poszedł w głąb domu. Nam nie pozostało nic innego, więc poszłyśmy do salonu, gdzie byli już inni.
-Co robimy?- spytałam Mirandę.
-Może chodź się czegoś napić.. A potem potańczymy.
-Ale nikt nie tańczy.- mruknęłam.
-I co z tego?- spytała zdziwiona po czym podeszła do stolika z napojami.- Co chcesz?
-A co jest?
-Sama zobacz.
-Daj mi cokolwiek.
-Dooobra.- powiedziała i przyniosła mi butelkę soku owocowego.
-Dzięki.- powiedziałam rozglądając się po pokoju.
    Na razie było tylko pięć osób. Radek- jeden z chłopaków którzy należą do drużyny piłkarskiej, Magda- jego dziewczyna, Jaśmina- przyjaciółka Magdy. No i ja z Mirandą. "Ciekawe ile osób jeszcze dojdzie.."- zaczęłam się nad tym zastanawiać.
Z rozmyślań wyrwał mnie głos Mirandy.
-Słuchasz mnie?- kiwnęłam głową z roztargnieniem.- Nie, nie słuchasz... Mówiłam o tym, że czas rozgrzać parkiet.- mrugnęła porozumiewawczo. Udałam, że nie widzę.
-Ha, ha. Powodzenia życzę.- powiedziałam i wzięłam łyk soku.
-Znowu zaczynasz?- znowu zaczynasz?- spytała łapiąc się pod boki.
-Nie. Kończę.- odpowiedziałam.
-Czy to sarkazm? Do mnie??- spytała i zaczęła ciągnąć mnie na środek pokoju.
-Mir. Proszę Cię.- zero reakcji.- Daj mi chociaż odstawić butelkę.- zatrzymała się.- Dzięki.
-Nie ma za co.- wzięła moją butelkę i postawiła ją na stoliku.- Już. Możemy tańczyć.
    Przewróciłam w odpowiedzi oczami i podreptałam za nią. Akurat grała piosenka Neon Light Demi Lovato. Miranda podbiegła do radia i podgłosiła.
    Zaczęłyśmy tańczyć. Robiłyśmy piruety, obroty.. Zaczęłyśmy się śmiać.. Kątem oka zobaczyłam, że dotarło więcej osób i również zaczęli tańczyć. Uśmiechnęłam się.
Przetańczyłyśmy trzy piosenki po kolei. Nie czułam nóg. Podreptałam powoli do pobliskiej wolnej kanapy.
  Gdy tylko usiadłam, próbowałam rozmasować swoje obolałe nogi.. Byłam tak zaabsorbowana swoimi obolałymi nogami, że nie poczułam uginających się sprężyn.
-Może pomóc?- spytał chłopak. Spojrzałam na niego. Siedział koło mnie właściciel domu..
-Ekhm.. Poradzę sobie.- mruknęłam lekko zawstydzona.
-Okey.. Jak się bawisz?- spytał.
-W tym momencie? Jak widać odpoczywam. A ty?
-Cóż.. Nie jest źle.- powiedział uśmiechając się.- Zapomniałem.. Jestem Adam.
-Lilo. Miło mi.- uśmiechnęłam się. Zrobił o samo.
-Mnie również. Czemu Lilo? To tak jak z tej bajki.. No nie?
-Yyyy.. Nawet nie wiem. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam.- kłamstwo..
-Rozumiem.- pokiwał głową.- Zatańczysz?
-Chętnie..- powiedziałam.- Tylko mogę jeszcze chwilę posiedzieć? Masz taką wygodną sofę...
-Tego jeszcze nie było..- mruknął jakby do siebie, na co ja się roześmiałam.- Chwila.. To ty i twoja koleżanka zaczęłyście tańczyć, tak?
-Mhm.. Chociaż jeżeli mam być szczera to winna jest ONA.- pokazałam tańczącą Mirandę.
Adam zaśmiał się.- Mam pytanie.
-Tak?
-W której jesteś klasie? Bo nie kojarzę Ciebie..
-W "a". A co?
-Nic.. Też jestem w "a".
-Wiem.- powiedziałam z uśmiechem.- A teraz ja mam pytanie.
-Dajesz.
-Czemu akurat teraz?
-Ale co?
-Czemu akurat teraz postanowiłeś urządzić imprezę? I to wyglądającą jak bal przebierańców.
-Ekhm.. Cóż.. Po prostu, myślałem nad tym od dawna. A że rodzice wybyli to skorzystałem z okazji.
-Rozumiem.. Rób tak częściej.- powiedziałam i wstałam z kanapy. Zrobił to samo.- Teraz możemy tańczyć..
   Poszliśmy na parkiet. Kątem oka zobaczyłam minę Mirandy, która patrzyła z szokiem w oczach to na mnie, to na Adama. Zdziwiłam się, że jeszcze tańczy.. Wbrew pozorom jest na prawdę wytrzymała.
    Przetańczyliśmy dwie dosyć szybkie piosenki, gdy ktoś włączył wolną. Adam cofnął się o krok i zrobił lekki ukłon.
-Czy zaszczyci mnie pani jeszcze jednym tańcem?- spytał sięgając po moją dłoń. Zaśmiałam się.
- A mam wybór?- spytałam podając dłoń Adamowi. Zaczęliśmy tańczyć.
-Oczywiście, że tak. Mogła pani rzucić mnie na pożarcie lwom morskim.. Zamknąć w piwnicy swego statku.. Jest wiele możliwości. Na prawdę.- powiedział kiwając z powagą. Zaczęłam się śmiać. Ze śmiechu aż zgięłam się wpół.- No co?- spytał udając zdziwienie.
-Nic... Zupełnie nic.- powiedziałam próbując się opanować.
-A.. To spoko.- mruknął i przetańczyliśmy następne dwie piosenki., by potem znowu usiąść na kanapie.
 Za każdym razem gdy zerkałam w stronę Mirandy, ta wysyłała różne sygnały..
 Około szóstej nad ranem musieliśmy się wszyscy rozejść.. Niestety.