Nie mogłam tego znieść. Kilka razy powiedziałam o tym tacie, ale jego to chyba nie obchodziło bo nie przestał. W końcu przestałam mijać się z nim na schodach, w kuchni.. Obiad jadłam dopiero gdy miałam pewność, że on już zjadł.
Po pewnym czasie, zdałam sobie sprawę, że zachowuję się jak dziecko.. Duże dziecko.
Miranda próbowała wyciągnąć mnie z domu ale wykręciłam się tym, że źle się czuję. Uwierzyła. Czułam się winna. Obiecałam sobie, że przeproszę moją przyjaciółkę i wynagrodzę jej to.. Nie wiem co się ze mną działo.
-Lilo?- usłyszałam wołanie taty.
-Co?- spytałam stojąc w drzwiach swojego pokoju.
-Wychodzę, potrzebujesz czegoś?
-Nie. Niczego nie potrzebuję.- powiedziałam zirytowana.
-Dobra. Anna dziś przychodzi.- oznajmił pojawiając się w zasięgu mojego wzroku.- Sprzątnij w domu jak znajdziesz czas.
-Oczywiście..- mruknęłam bez przekonania.
-Mówię serio, Lilo. To ważne.- powiedział wchodząc po schodach.
-Ciekawe, że dopiero teraz.- zauważyłam.
-Nie przesadzaj, proszę Cię o przysługę. Wierzę w Ciebie.- dodał stając naprzeciw mnie.
-A ja już nie.- powiedziałam i zamknęłam drzwi pokoju.
-Lilo!- krzyknął.- Otwórz drzwi.
-Idź już! Spóźnisz się do pracy.- przypomniałam mu. Za chwilę usłyszałam oddalające się kroki. Westchnęłam.
Nie wiedziałam dlaczego tak z nim rozmawiałam. Przecież to nie on mnie zostawił. On był zawsze ze mną i pomagał mi gdy tego potrzebowałam.. Może to właśnie przez to, że w końcu wszystko się wyjaśniło?
Leżałam na łóżku i rozmyślałam dopóki nie usłyszałam dzwonka. Musiałam zejść i otworzyć drzwi..
Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Mirandę. Stała szczęśliwa, uśmiechnięta i nie miałam pojęcia dlaczego.
-Cześć.- przywitałam ją.
-Siemanko. Jest ktoś w domu?- spytała, wchodząc do domu. Popatrzyłam na nią.
-Nie. Tylko ja.. Ale już niedługo.- powiedziałam, pamiętając słowa taty.
-Okeyy.. Wiesz, martwię się o Ciebie.- powiedziała patrząc mi w oczy.
-Dlaczego się o mnie martwisz?- spytałam zaskoczona.
-Bo nie odezwałaś się do mnie od naszej ostatniej rozmowy, nie pisałaś, nie dzwoniłaś.. Co jest?
-Ehm.. Nic nie jest.- powiedziałam, próbując wyminąć ją.
-Właśnie widzę, że nic.- mruknęła i zastąpiła mi drogę.- A teraz zrób mi herbatę i pogadamy.
-Nie mogę.
-Bo?
-Bo tato zaprosił Annę na obiad, a ja zostałam tu jako sprzątaczka..- wyjaśniłam niechętnie.
-Daj spokój. To nie jest takie złe. A po co ją zaprosił?- spytała idąc za mną do kuchni.
-Nie wiem.. Nie powiedział. Przed wyjściem oznajmił mi tylko, że przychodzi Anna i ja mam sprzątnąć.
-I w tym masz problem? Serio?- spytała zaskoczona.
-Oczywiście, że nie tym!- wykrzyknęłam, mając dość tej gry w kotka i myszkę.
-No to w czym? Przepraszam Cię ale nie potrafię zrozumieć twojego zachowania. Powinnaś się cieszyć!
-Z czego twoim zdaniem mam się cieszyć? Hm?- spytałam, patrząc na nią jak na wariatkę. Zignorowała moje spojrzenie.
-Jak to z czego? Wiesz, że masz mamę, wiesz że żyje i jest cała i zdrowa. Spróbuj poczuć się tak jak ona.. Zgoda, zostawiła Cię, ale widocznie żałuje tego skoro wróciła i miała odwagę porozmawiać z Tobą. Nie sądzisz?
To, że w ogóle pokazała się to już jest wielki wyczyn. Przyszła mimo, że wiedziała o tym że mogłabyś tego nie zaakceptować. Nie sądzisz?- spytała, czekając na moją odpowiedź. Westchnęłam stawiając przed Mirandą kubek z herbatą i siadając naprzeciw niej.
-Tylko czemu dopiero teraz odważyła się przyjść? Czemu nie zrobiła tego wcześniej? Przecież nic jej nie powstrzymywało, prawda?
-Zatrzymywało ją to, że nie wiedziała jak zareagujesz. To strach ją powstrzymywał. Strach.
-I co z tego?! Ja też się boję wielu rzeczy a nie uciekam.- zauważyłam.
-Nigdy nie pomyślałaś o tym, że przyszła dopiero teraz bo jesteś dojrzalsza?- spytała Miranda biorąc łyk herbaty.
-A co ma moja dojrzałość do tego co się dzieje?
-A to, że jako osoba dojrzalsza możesz lepiej zrozumieć jej położenie. Choć nie jestem pewna czy to było jej celem.- powiedziała bardziej do siebie niż do mnie.
-Słuchaj, ta rozmowa jest bez sensu.- powiedziałam próbując zakończyć rozmowę.- Zostawiła mnie. To jest najważniejsze. Gdyby wtedy nie odeszła, teraz nie byłoby takiego cyrku. Co ja mam o tym wszystkim myśleć?- spytałam zrezygnowana.
-Sądzę, że powinnaś dać jej szansę. Popełniła błąd, ale każdy czasem może go popełnić.
-Wiesz..- zaczęłam.- Mooże zrobię jak mówisz.. Ale pamiętaj, że zrobię to tylko dla Ciebie.
-Nie, robisz to dla siebie.- powiedziała odstawiając pusty kubek.- Dobra, teraz muszę lecieć. Ale pamiętaj, że wieczorem przychodzę po Ciebie.- powiedziała z szerokim uśmiechem, przytuliła mnie i wyszła.
Nie wiedziałam co ze sobą zrobić więc poszłam się przebrać się i zaczęłam robić porządek. W sumie Miranda miała trochę racji, to nie wina Anny, że odeszła.
Sprzątałam do powrotu taty z pracy. Uśmiechnął się, gdy zobaczył mnie ubraną i robiącą porządek. Podszedł do mnie i popatrzył mi w oczy.
-Jestem z Ciebie dumny,wiesz?- spytał.
-Wiem.. Tylko trudno mi w to uwierzyć.
-Dlaczego?
-Bo mimo tego, że moja mama żyje to nie mogę w to uwierzyć i zachowuję się jak dziecko.
-Moje dziecko,Lilo.- uśmiechnął się.- A teraz idź się przebierz, zaraz będzie Anna. Dobra?
-Mhm.. Zaraz będę.- powiedziała i poszłam do swojego pokoju.
Nie wiedziałam jak to się stało, że mogłam bez problemu przyjąć wiadomość o przybyciu Anny i że poszłam po prostu do pokoju i doprowadziłam się do porządku. Zdecydowałam włożyć ciemne dżinsowe rurki, błękitną koszulę i koturny.. Włosy lekko podpięłam z boku i zrobiłam lekki makijaż.
Dlaczego tak się przygotowywałam? Nie wiem, może to efekt rozmowy z Mirandą.. A może też to, że chciałam zrobić lepsze wrażenie.
Była godzina piąta, gdy usłyszałam dzwonek. Nie zeszłam, bo usłyszałam jak tato idzie i wita się z Anną.
-Lilo! Zejdź do nas.- krzyknął tato prowadząc gościa do salonu gdzie przygotowałam stół.
-Idę.- powiedziałam do siebie, wzięłam głęboki oddech i powoli zeszłam. Przy każdym schodku zastanawiałam się czy nie wrócić z powrotem do pokoju i czekać na Mirandę. To by było jakieś wyjście..
Przekroczyłam próg salonu i powoli rozejrzałam się. Siedzieli przy stole i rozmawiali.
-Dzień dobry.- przywitałam się i usiadłam przy stole. Zamilkli i odwzajemnili powitanie.
-Jak Ci minął dzień, Lilo?- spytała Anna z lekkim strachem w oczach. Odniosłam wrażenie, że boi się tego co mogę powiedzieć lub zrobić.
-Dobrze.- skłamałam, bo oczywiście większość dnia spędziłam w pokoju. Dopiero po wizycie przyjaciółki ruszyłam się.- A Pani?- spytałam, nie wiedząc jak do niej mówić.
-Proszę, nie mów do mnie Pani.. Czuję się wtedy trochę.. Dziwnie.- powiedziała zakłopotana. Uśmiechnęłam się.
-Nie ma sprawy.- zgodziłam się z nią.- A jak mam mówić?
-Anna, po prostu mów mi po imieniu. Zgoda?
-Mhm..- spojrzałam kątem oka na tatę. Uśmiechał się dumnie.- To może podam obiad?- spytałam.
-A co ciekawego wymyśliłaś?- spytał.
-Ciekawego? Nic. Zaraz zobaczysz.- powiedziałam tajemniczo i wyszłam do kuchni. W piekarniku czekała potrawka z młodych ziemniaków, mięsa, sera i kilku innych dodatków. Do tego mrożona kawa z bitą śmietaną, sałatka warzywna i na deser babeczki. Wniosłam to wszystko do salonu.
-I to jest to NIC?- spytał tato pochłaniając wszystko wzrokiem.
-A czemu pytasz? Przecież tyle razy to robiłam.
-O przepraszam. Ostatnio jadłem to na święta.- powiedział.
-Przesadzasz.- mruknęłam zakłopotana.- Smacznego.- powiedziałam, nałożyłam sobie na talerz małą porcję i zabrałam się do jedzenia.
Przez jakiś czas przy stole panowała cisza. Było słychać dotykających się nawzajem sztućców i odstawianych szklanek z kawą. Dziwnie się czułam jedząc w ciszy. Zazwyczaj gdy jadłam z tatą jakiś posiłek to zawsze było przy tym mnóstwo rozmów.
-Tato, wychodzę dziś z Mirandą.- oznajmiłam.
-A gdzie?- spytał.
-Tego nie wiem. Nie powiedziała mi, więc nie dowiesz się teraz..
-Mhmm.. Chyba będę musiał z nią porozmawiać.- powiedział z udawaną groźbą w głosie. Uśmiechnęłam się do niego szeroko.
-Tato, przecież wiesz, że to nic nie da.. Zwłaszcza w przypadku Mir.- zauważyłam.
-A no tak.. Zapomniałem o tym. Przecież to takie oczywiste.- zażartował kończąc danie główne.
-Dokładnie.
Przez resztę posiłku rozmawialiśmy między sobą. Anna przeważnie pytała mnie o te wszystkie lata bez niej i jak sobie radziłam i wgl... Z czasem ja zaczęłam zadawać pytania, bo i mnie ciekawiło co robiła przez te wszystkie lata.
Dowiedziałam się, że ostatnie dwa lata spędziła w Polsce nad morzem w małym mieszkanku przy plaży. Pracowała tam jako sklepowa, barmanka i korepetytorka języka włoskiego. Spytałam czemu akurat włoskiego. Powiedziała tylko, że spędziła tam najwięcej czasu.
Miałam o części mętlik w głowie od tych wszystkich nowości które usłyszałam. W końcu dobiegł czas naszego spotkania i wstałam żeby zrobić porządek.
-Dziękuję wam za wspaniały obiad.- powiedziała Anna i wyszła, żegnając się jeszcze szybko z tatą.
-Proszę. My też dziękujemy.- powiedział tato. Pożegnali się i tato przyszedł do mnie do kuchni.- Idź do pokoju. Ja sprzątnę. Ty się przygotuj.
-Do czego mam się przygotować?- spytałam zbita z tropu.
-Miranda ma przecież przyjść, tak?
-Aaaa.. No tak. Wyleciało mi z głowy.- stuknęłam się lekko w czoło, dałam całusa w policzek tacie i pobiegłam do pokoju.
Na spotkanie z Mirandą założyłam czarne trampki, czerwone legginsy w kratę i czarny TOP służący mi od kilku lat jako tunikę i czerwoną koszulę w kratkę. Do tego pasek, kilka bransoletek, kolczyki, mocniejszy makijaż i rozpuszczone włosy.
Nie miałam ochoty ich wiązać, a wiedziałam że Miranda nie lubi jak je związuję.
Kończyłam się malować gdy usłyszałam głos taty.
-..Tak. Jest w pokoju. Idź do niej.
-Dobrze. Dziękuję Panu.
-Proszę bardzo.- powiedział i już go nie było. Miranda zaś wbiegła na piętro i weszła do pokoju.
-Siemanko.- przywitała mnie siadając na niepościelonym łóżku. Popatrzyła na mój strój.- Załóż zamiast tych legginsów te rurki.
-Które? Mam ich całą szafę.- powiedziałam pokazując jej całą zawartość.
-Chodzi mi o te co ostatnio kupiłyśmy jak byłyśmy w centrum. Te bordowe.
-Aaa. Te. Dobra.. A co, legginsy nie pasują?- spytałam zmieniając je na spodnie.
-Nie tyle nie pasują ile jeszcze nie widziałam Cię w tych spodniach.
-Co oczywiście jest kłamstwem, bo widziałaś mnie w nich jak je przymierzałam w sklepie.- drażniłam się z nią poprawiając jeszcze buty.- Dobra. Jestem gotowa.
-To dobrze. Wyglądasz dobrze. Adam będzie zachwycony.- mruknęła, co oczywiście nie uszło mojej uwadze.
-Adam?- spytałam.- Co ty znowu wymyśliłaś?
-Ja? Nic. Pomogłam tylko koledze.- broniła się.
-Tak pomagasz koledze, że nie powiesz o tym najlepszej przyjaciółce?- spytałam siadając na łóżku obok niej.- Wiesz, myślałam że wyjaśniłyśmy to sobie.
-Bo wyjaśniłyśmy. Tylko obiecałam mu, że nic nie powiem. A był taki szczęśliwy i w ogóle.. Nie mogłam. Przepraszam.
-Ja też przepraszam, ale zaczynam mieć tego dość. Wiem, że chciałaś dobrze, ale to być nieznośne.
-Ale pójdziesz ze mną, tak?- spytała próbując spojrzeć mi w oczy. Odwróciłam wzrok.
-Pójdę. Ale robię to tylko dlatego, że obiecałaś to Adamowi. Pamiętaj.
-Dobrze.. Ale nie bądź na mnie zła.- powiedziała.
-Jak mam nie być zła, skoro aranżujesz mi randki a ja o tym nie mam zielonego pojęcia?! Wyjaśnij mi to! Bo nie rozumiem za cholere.- powiedziałam zła na nią i na siebie, że niczego nie zauważyłam.
-Normalnie. Tyle razy przechodziłyśmy gorsze rzeczy i wtedy nie miałaś nic przeciwko.- powiedziała z wyrzutem.
-Bo za każdym razem gdy coś się działo, nie miałam na głowie tylu problemów.
-Jakich problemów?! Dziewczyno, powinnaś się cieszyć, że w ogóle coś się dzieje.
-Też mi coś. Ciekawe co byś zrobiła na moim miejscu?- spytałam patrząc na ścianę.
-Bawiłabym się. Jak szalona.- powiedziała z powagą godną jakiegoś starego księdza opowiadającego historię swego życia. Zaczęłam się śmiać. W sumie nie wiedziałam dlaczego to zrobiłam.. Może efektem tego wszystkiego, co się działo i tego, że mimo tego co zrobiła to moja najlepsza przyjaciółka.
-Nigdy więcej tak nie rób. Pamiętaj o tym. Dobra?- powiedziałam, gdy uspokoiłam oddech.
-Dobra. A teraz chodźmy.
-Powiedz mi gdzie idziemy.- zażądałam biorąc torebkę z szafki.
-Na ognisko.
-A kto je urządza?
-Adam i jego przyjaciel. Oczywiście nie będziemy tam tylko my.- powiedziała szybko.
-Dobra. Chodźmy.
Reszta wieczoru minęła dość spokojnie, jak na ognisko, głośno grającą muzykę i szalone wygłupy tych którzy za dużo wypili. Żałowałam tylko, że nie wzięłam jakiejś bluzy albo kurtki, bo pod wieczór zaczęło robić się chłodno. Jednym z plusów ogniska było to, że mogłam usiąść przy płomieniach i się ogrzać, ale nie zawsze miałam możliwość dotarcia do niego.
-Zimno Ci, Lilo?- spytał Adam stając za mną. Podniosłam głowę by spojrzeć na niego.
-Przeżyję.- powiedziałam, uśmiechając się. Co miało być zapewnieniem, że mówię prawdę.
-No coś ty. Masz gęsią skórkę.- zauważył i potarł moje ramiona swoimi ciepłymi dłońmi.
-Adam, nic mi nie będzie. Marznę tylko dlatego, że nie pomyślałam o wzięciu czegoś cieplejszego.- zauważyłam, co chyba go nie przekonało.
-Przestań. Trzymaj moją bluzę.- powiedział i uśmiechnął się do mnie. Przewróciłam oczami.
-Jesteś szalony. Teraz ty zmarzniesz, bo ja będę miała twoją bluzę.
-Uwierz, nic mi nie będzie.- powiedział narzucając na mnie swoją bluzę. Narzucił jeszcze na nas oboje koc, który przyniósł z samochodu i usiadł obok mnie.
Do końca ogniska siedzieliśmy obok siebie i rozmawiając obserwowaliśmy innych uczestników imprezy i płomienie tańczące przed naszymi twarzami.
Nawet nie wiedziałam kiedy nachylił się ku mnie i pocałował.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz