środa, 16 kwietnia 2014

Dziwne..

  Do domu "Nowego" dotarłyśmy jak ludzie zaczęli się schodzić. Nawet gdy było mało osób, muzyka już grała. Wysiadłyśmy z samochodu.
-Bawcie się dobrze!- wykrzyknęła mama Mirandy.
-Na pewno będziemy.- stwierdziła Miranda gdy pani Natalia odjechała.
 Ruszyłyśmy w stronę wielkiego domu. Zadzwoniłyśmy dzwonkiem. Muzyka przycichła a w drzwiach ukazał się nam szaleńczo przystojny chłopak.
-Cześć dziewczyny. Wejdźcie.- powiedział. Popatrzył na nas.- Fajne stroje.- dodał z uśmiechem.
-Dzięki.- odpowiedziałyśmy.
-Twój też niczego sobie.- powiedziała Miranda z uśmiechem.
-Rozgośćcie się..-powiedział pokazując ręką żebyśmy weszły dalej.- A teraz przepraszam, muszę zająć się nowo przybyłymi gośćmi.
  Po tych słowach poszedł w głąb domu. Nam nie pozostało nic innego, więc poszłyśmy do salonu, gdzie byli już inni.
-Co robimy?- spytałam Mirandę.
-Może chodź się czegoś napić.. A potem potańczymy.
-Ale nikt nie tańczy.- mruknęłam.
-I co z tego?- spytała zdziwiona po czym podeszła do stolika z napojami.- Co chcesz?
-A co jest?
-Sama zobacz.
-Daj mi cokolwiek.
-Dooobra.- powiedziała i przyniosła mi butelkę soku owocowego.
-Dzięki.- powiedziałam rozglądając się po pokoju.
    Na razie było tylko pięć osób. Radek- jeden z chłopaków którzy należą do drużyny piłkarskiej, Magda- jego dziewczyna, Jaśmina- przyjaciółka Magdy. No i ja z Mirandą. "Ciekawe ile osób jeszcze dojdzie.."- zaczęłam się nad tym zastanawiać.
Z rozmyślań wyrwał mnie głos Mirandy.
-Słuchasz mnie?- kiwnęłam głową z roztargnieniem.- Nie, nie słuchasz... Mówiłam o tym, że czas rozgrzać parkiet.- mrugnęła porozumiewawczo. Udałam, że nie widzę.
-Ha, ha. Powodzenia życzę.- powiedziałam i wzięłam łyk soku.
-Znowu zaczynasz?- znowu zaczynasz?- spytała łapiąc się pod boki.
-Nie. Kończę.- odpowiedziałam.
-Czy to sarkazm? Do mnie??- spytała i zaczęła ciągnąć mnie na środek pokoju.
-Mir. Proszę Cię.- zero reakcji.- Daj mi chociaż odstawić butelkę.- zatrzymała się.- Dzięki.
-Nie ma za co.- wzięła moją butelkę i postawiła ją na stoliku.- Już. Możemy tańczyć.
    Przewróciłam w odpowiedzi oczami i podreptałam za nią. Akurat grała piosenka Neon Light Demi Lovato. Miranda podbiegła do radia i podgłosiła.
    Zaczęłyśmy tańczyć. Robiłyśmy piruety, obroty.. Zaczęłyśmy się śmiać.. Kątem oka zobaczyłam, że dotarło więcej osób i również zaczęli tańczyć. Uśmiechnęłam się.
Przetańczyłyśmy trzy piosenki po kolei. Nie czułam nóg. Podreptałam powoli do pobliskiej wolnej kanapy.
  Gdy tylko usiadłam, próbowałam rozmasować swoje obolałe nogi.. Byłam tak zaabsorbowana swoimi obolałymi nogami, że nie poczułam uginających się sprężyn.
-Może pomóc?- spytał chłopak. Spojrzałam na niego. Siedział koło mnie właściciel domu..
-Ekhm.. Poradzę sobie.- mruknęłam lekko zawstydzona.
-Okey.. Jak się bawisz?- spytał.
-W tym momencie? Jak widać odpoczywam. A ty?
-Cóż.. Nie jest źle.- powiedział uśmiechając się.- Zapomniałem.. Jestem Adam.
-Lilo. Miło mi.- uśmiechnęłam się. Zrobił o samo.
-Mnie również. Czemu Lilo? To tak jak z tej bajki.. No nie?
-Yyyy.. Nawet nie wiem. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam.- kłamstwo..
-Rozumiem.- pokiwał głową.- Zatańczysz?
-Chętnie..- powiedziałam.- Tylko mogę jeszcze chwilę posiedzieć? Masz taką wygodną sofę...
-Tego jeszcze nie było..- mruknął jakby do siebie, na co ja się roześmiałam.- Chwila.. To ty i twoja koleżanka zaczęłyście tańczyć, tak?
-Mhm.. Chociaż jeżeli mam być szczera to winna jest ONA.- pokazałam tańczącą Mirandę.
Adam zaśmiał się.- Mam pytanie.
-Tak?
-W której jesteś klasie? Bo nie kojarzę Ciebie..
-W "a". A co?
-Nic.. Też jestem w "a".
-Wiem.- powiedziałam z uśmiechem.- A teraz ja mam pytanie.
-Dajesz.
-Czemu akurat teraz?
-Ale co?
-Czemu akurat teraz postanowiłeś urządzić imprezę? I to wyglądającą jak bal przebierańców.
-Ekhm.. Cóż.. Po prostu, myślałem nad tym od dawna. A że rodzice wybyli to skorzystałem z okazji.
-Rozumiem.. Rób tak częściej.- powiedziałam i wstałam z kanapy. Zrobił to samo.- Teraz możemy tańczyć..
   Poszliśmy na parkiet. Kątem oka zobaczyłam minę Mirandy, która patrzyła z szokiem w oczach to na mnie, to na Adama. Zdziwiłam się, że jeszcze tańczy.. Wbrew pozorom jest na prawdę wytrzymała.
    Przetańczyliśmy dwie dosyć szybkie piosenki, gdy ktoś włączył wolną. Adam cofnął się o krok i zrobił lekki ukłon.
-Czy zaszczyci mnie pani jeszcze jednym tańcem?- spytał sięgając po moją dłoń. Zaśmiałam się.
- A mam wybór?- spytałam podając dłoń Adamowi. Zaczęliśmy tańczyć.
-Oczywiście, że tak. Mogła pani rzucić mnie na pożarcie lwom morskim.. Zamknąć w piwnicy swego statku.. Jest wiele możliwości. Na prawdę.- powiedział kiwając z powagą. Zaczęłam się śmiać. Ze śmiechu aż zgięłam się wpół.- No co?- spytał udając zdziwienie.
-Nic... Zupełnie nic.- powiedziałam próbując się opanować.
-A.. To spoko.- mruknął i przetańczyliśmy następne dwie piosenki., by potem znowu usiąść na kanapie.
 Za każdym razem gdy zerkałam w stronę Mirandy, ta wysyłała różne sygnały..
 Około szóstej nad ranem musieliśmy się wszyscy rozejść.. Niestety.

piątek, 11 kwietnia 2014

Co dalej?




   Siedziałam w łazience gdy zadzwoniła Miranda.
-Halo?
-Nie zmienisz już zdania, prawda?- spytała.
-Nie nie zmienię. Czemu pytasz?
-Bo zaraz będę u Ciebie.- powiedziała tłumiąc śmiech.
-Ale..-nie mogłam skończyć. Rozłączyła się.- Tato!- krzyknęłam.
-Co?- spytał również krzycząc.
-Otwórz drzwi. Zaraz Miranda przyjdzie.
-Dobra. Kiedy?
   Gdy tylko zadał pytanie, zadzwonił dzwonek. Zaśmiałam się tylko i wróciłam do swojego zajęcia, a mianowicie do ujarzmiania moich nieznośnych loków. Czasem mam dosyć męczenia się z nimi.
-Dzień dobry.- usłyszałam jak przyjaciółka wita się z moim staruszkiem.
-Dobry, dobry. Ciekawe dziś wyglądasz.- powiedział.
-Dziękuję. Jestem Lady Miranda.
-Skoro tak.. Moja córka jest chyba w łazience.- poinformował ją.
-Dziękuję.
  Po chwili usłyszałam jej kroki na korytarzu. Zaczęłam zastanawiać się, za kogo się przebrała. Przekręciła klamkę, weszła (a raczej wkroczyła) do łazienki i obkręciła się wokół własnej osi.
-I jak?- spytała.
-Supeer. Skąd przyszło Ci to do głowy? I skąd masz suknię?
-Po kolei. Ostatnio oglądałam z Robertem film o księżnej.. Pamiętam, że była bardzo odważna i waleczna. Uratowała swoją rodzinę przed nędzą. A sukienka? Moja mama mi ją uszyła.. Ładna, prawda?
-Pewnie. Zazdroszczę Ci.- przyznałam
-A ty? Za kogo się przebrałaś?- spytała siadając na brzegu wanny.
-Za... Pirata..- przyznałam cicho.
-Jak to?
-Normalnie. Ostatnio oglądałam "Piraci z Karaibów".. I jakoś nie przychodziło mi nic innego do głowy.- wyjaśniłam.
-No to powiem Ci, że to dobry pomysł.- przyznała z uśmiechem. Rozejrzała się szybko.- Pomóc Ci?
-Jeśli możesz. Nie mam pojęcia co z nimi zrobić.- mówiąc to pokazałam moje włosy. Przewróciła oczami.
-A co masz z nimi zrobić? Zostaw je.. Tylko spiąć je lekko z boku i gotowe.- gdy skończyła, zobaczyłam jak spięła mi dwiema wsuwkami kilka niesfornych kosmyków.
-Wow. Jak ty to robisz?- spytałam zdziwiona.
-Ale co?
-Zawsze znajdziesz sposób jak je ujarzmić.
-Uwierz mi.To nic trudnego.
-No dobra. Poczekaj. Zaraz skończę.- powiedziałam nakładając tusz na rzęsy.
-Nie ma sprawy.- powiedziała tylko i zaczęła krążyć po łazience.
     Jeszcze tylko puder.. Trochę różu.. I gotowe. Bez słowa wstałam i poszłam do pokoju. Miranda poszła za mną.
    Mój strój leżał rozłożony na łóżku. Buty stały obok.
Zabrałam się do zakładania poszczególnych części stroju. A strój składał się z: białej koszuli z szerokimi rękawami, bordowej kamizelki w stylu słynnych "bokserek",albo tzw. TOP' ów-zasuwanej z boku, kilkuwarstwowej spódnicy. Z przodu krótka, mniej więcej do kolan a z tyłu długa do ziemi. Również w kolorze bordowym. Następne warstwy spódnicy robiły się coraz jaśniejsze. W pasie wszyta została czarna wstęga, którą wiązało się na kokardę. A na koniec długie białe podkolanówki i czarne kozaki.
  Gdy wszystko założyłam na siebie, stanęłam na środku pokoju i obkręciłam się tak jak wcześniej zrobiła to Miranda.
-Co o tym myślisz?- spytałam, czując jak robię się czerwona.. Na szczęście makijaż zakrywał część mojej twarzy więc nie mogła poznać.
-Bosko. Teraz ja Cię pytam. Skąd wytrzasnęłaś ten strój?
-Przypominasz sobie ten sklep, który wczoraj ominęłyśmy?
-Pamiętam. I co z tego?- spojrzała na mnie.
-To, że po powrocie do domu mój tato zawiózł mnie tam. Nigdy bym na to nie wpadła. A on po prostu usiadł na krześle i czekał aż znajdę coś co mi się spodoba. No i wybrałam to.- pokazałam na mój strój.- Było jeszcze wiele innych.. Ale przebrać się za księżniczkę? To takie banalne.. I nudne.
-Po prostu brak mi słów.- powiedziała wstając z łóżka.- Masz jakieś dodatki?- spytała.
-Znalazłam kilka rzeczy na strychu w pudłach.
-To na co czekasz? Pokazuj!- wykrzyknęła.
-Już,już. Nie gorączkuj się.- powiedziałam i pokazałam jej kilka bransoletek, kolczyki, kilka pierścionków i jeden naszyjnik. ( Jeżeli można nazwać coś co zostało wycięte z jakiegoś materiału a na to naszyte kilka kamieni)
    Od razu zaczęła wszystkiemu przyglądać się krytycznym wzrokiem. Patrzyła to na mnie to na przedmioty, które rozłożyła na łóżku.
-Weź... To, to i to. No i jeszcze to.- I tak, jako dodatki miałam: naszyjnik, pierścień z czaszką i piszczelami, bransoletkę z materiału i komplet metalowych bransoletek, które pobrzękiwały przy każdym ruchu dłonią.
Znalazłam również kolczyki kółka.
   Przyjrzałam się w lustrze. Od góry do dołu.
-No nie patrz tak. Wyglądasz bosko. Wszyscy będą się za tobą oglądać, gwarantuję Ci to.- mówiąc to mrugnęła do mnie.
-I to mnie przeraża.- powiedziałam na co ona zareagowała niepohamowanym rechotem. Patrzyłam na nią w milczeniu.. Ale sama zaczęłam się śmiać zaraz po niej..
  Nasze śmiechy przerwał dzwoniący telefon Mirandy.
-Tak? Dobra... Jesteśmy prawie gotowe.. Nie ma sprawy. Przyciśnij klakson jak już będziesz. Pa.
-Kto to?
-Moja mama. Zaraz tu będzie.- powiedziała i przyjrzała się w lustrze.- Ujdzie.- powiedziała nonszalancko. Przewróciłam oczami.- Widziałam to!- wykrzyknęła.
-Zamilcz.- odpowiedziałam z szerokim uśmiechem.
-Jeśli tego właśnie chcesz.- odpowiedziała trącając mnie w ramię.
  Gdy wychodziłyśmy z mojego pokoju pod dom przyjechała mama Mirandy. Pani Natalia.
  Zeszłyśmy na parter, żeby pożegnać się z moim tatą.
- Nie jestem pewien czy mogę Cię tam puścić.- powiedział gdy wyjrzał z salonu.
-Nie masz wyboru.- powiedziałam. Podbiegłam do niego, dałam całusa w policzek i wyszłam.