-Bawcie się dobrze!- wykrzyknęła mama Mirandy.
-Na pewno będziemy.- stwierdziła Miranda gdy pani Natalia odjechała.
Ruszyłyśmy w stronę wielkiego domu. Zadzwoniłyśmy dzwonkiem. Muzyka przycichła a w drzwiach ukazał się nam szaleńczo przystojny chłopak.
-Cześć dziewczyny. Wejdźcie.- powiedział. Popatrzył na nas.- Fajne stroje.- dodał z uśmiechem.
-Dzięki.- odpowiedziałyśmy.
-Twój też niczego sobie.- powiedziała Miranda z uśmiechem.
-Rozgośćcie się..-powiedział pokazując ręką żebyśmy weszły dalej.- A teraz przepraszam, muszę zająć się nowo przybyłymi gośćmi.
Po tych słowach poszedł w głąb domu. Nam nie pozostało nic innego, więc poszłyśmy do salonu, gdzie byli już inni.
-Co robimy?- spytałam Mirandę.
-Może chodź się czegoś napić.. A potem potańczymy.
-Ale nikt nie tańczy.- mruknęłam.
-I co z tego?- spytała zdziwiona po czym podeszła do stolika z napojami.- Co chcesz?
-A co jest?
-Sama zobacz.
-Daj mi cokolwiek.
-Dooobra.- powiedziała i przyniosła mi butelkę soku owocowego.
-Dzięki.- powiedziałam rozglądając się po pokoju.
Na razie było tylko pięć osób. Radek- jeden z chłopaków którzy należą do drużyny piłkarskiej, Magda- jego dziewczyna, Jaśmina- przyjaciółka Magdy. No i ja z Mirandą. "Ciekawe ile osób jeszcze dojdzie.."- zaczęłam się nad tym zastanawiać.
Z rozmyślań wyrwał mnie głos Mirandy.
-Słuchasz mnie?- kiwnęłam głową z roztargnieniem.- Nie, nie słuchasz... Mówiłam o tym, że czas rozgrzać parkiet.- mrugnęła porozumiewawczo. Udałam, że nie widzę.
-Ha, ha. Powodzenia życzę.- powiedziałam i wzięłam łyk soku.
-Znowu zaczynasz?- znowu zaczynasz?- spytała łapiąc się pod boki.
-Nie. Kończę.- odpowiedziałam.
-Czy to sarkazm? Do mnie??- spytała i zaczęła ciągnąć mnie na środek pokoju.
-Mir. Proszę Cię.- zero reakcji.- Daj mi chociaż odstawić butelkę.- zatrzymała się.- Dzięki.
-Nie ma za co.- wzięła moją butelkę i postawiła ją na stoliku.- Już. Możemy tańczyć.
Przewróciłam w odpowiedzi oczami i podreptałam za nią. Akurat grała piosenka Neon Light Demi Lovato. Miranda podbiegła do radia i podgłosiła.
Zaczęłyśmy tańczyć. Robiłyśmy piruety, obroty.. Zaczęłyśmy się śmiać.. Kątem oka zobaczyłam, że dotarło więcej osób i również zaczęli tańczyć. Uśmiechnęłam się.
Przetańczyłyśmy trzy piosenki po kolei. Nie czułam nóg. Podreptałam powoli do pobliskiej wolnej kanapy.
Gdy tylko usiadłam, próbowałam rozmasować swoje obolałe nogi.. Byłam tak zaabsorbowana swoimi obolałymi nogami, że nie poczułam uginających się sprężyn.
-Może pomóc?- spytał chłopak. Spojrzałam na niego. Siedział koło mnie właściciel domu..
-Ekhm.. Poradzę sobie.- mruknęłam lekko zawstydzona.
-Okey.. Jak się bawisz?- spytał.
-W tym momencie? Jak widać odpoczywam. A ty?
-Cóż.. Nie jest źle.- powiedział uśmiechając się.- Zapomniałem.. Jestem Adam.
-Lilo. Miło mi.- uśmiechnęłam się. Zrobił o samo.
-Mnie również. Czemu Lilo? To tak jak z tej bajki.. No nie?
-Yyyy.. Nawet nie wiem. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam.- kłamstwo..
-Rozumiem.- pokiwał głową.- Zatańczysz?
-Chętnie..- powiedziałam.- Tylko mogę jeszcze chwilę posiedzieć? Masz taką wygodną sofę...
-Tego jeszcze nie było..- mruknął jakby do siebie, na co ja się roześmiałam.- Chwila.. To ty i twoja koleżanka zaczęłyście tańczyć, tak?
-Mhm.. Chociaż jeżeli mam być szczera to winna jest ONA.- pokazałam tańczącą Mirandę.
Adam zaśmiał się.- Mam pytanie.
-Tak?
-W której jesteś klasie? Bo nie kojarzę Ciebie..
-W "a". A co?
-Nic.. Też jestem w "a".
-Wiem.- powiedziałam z uśmiechem.- A teraz ja mam pytanie.
-Dajesz.
-Czemu akurat teraz?
-Ale co?
-Czemu akurat teraz postanowiłeś urządzić imprezę? I to wyglądającą jak bal przebierańców.
-Ekhm.. Cóż.. Po prostu, myślałem nad tym od dawna. A że rodzice wybyli to skorzystałem z okazji.
-Rozumiem.. Rób tak częściej.- powiedziałam i wstałam z kanapy. Zrobił to samo.- Teraz możemy tańczyć..
Poszliśmy na parkiet. Kątem oka zobaczyłam minę Mirandy, która patrzyła z szokiem w oczach to na mnie, to na Adama. Zdziwiłam się, że jeszcze tańczy.. Wbrew pozorom jest na prawdę wytrzymała.
Przetańczyliśmy dwie dosyć szybkie piosenki, gdy ktoś włączył wolną. Adam cofnął się o krok i zrobił lekki ukłon.
-Czy zaszczyci mnie pani jeszcze jednym tańcem?- spytał sięgając po moją dłoń. Zaśmiałam się.
- A mam wybór?- spytałam podając dłoń Adamowi. Zaczęliśmy tańczyć.
-Oczywiście, że tak. Mogła pani rzucić mnie na pożarcie lwom morskim.. Zamknąć w piwnicy swego statku.. Jest wiele możliwości. Na prawdę.- powiedział kiwając z powagą. Zaczęłam się śmiać. Ze śmiechu aż zgięłam się wpół.- No co?- spytał udając zdziwienie.
-Nic... Zupełnie nic.- powiedziałam próbując się opanować.
-A.. To spoko.- mruknął i przetańczyliśmy następne dwie piosenki., by potem znowu usiąść na kanapie.
Za każdym razem gdy zerkałam w stronę Mirandy, ta wysyłała różne sygnały..
Około szóstej nad ranem musieliśmy się wszyscy rozejść.. Niestety.