Siedziałam w łazience gdy zadzwoniła Miranda.
-Halo?
-Nie zmienisz już zdania, prawda?- spytała.
-Nie nie zmienię. Czemu pytasz?
-Bo zaraz będę u Ciebie.- powiedziała tłumiąc śmiech.
-Ale..-nie mogłam skończyć. Rozłączyła się.- Tato!- krzyknęłam.
-Co?- spytał również krzycząc.
-Otwórz drzwi. Zaraz Miranda przyjdzie.
-Dobra. Kiedy?
Gdy tylko zadał pytanie, zadzwonił dzwonek. Zaśmiałam się tylko i wróciłam do swojego zajęcia, a mianowicie do ujarzmiania moich nieznośnych loków. Czasem mam dosyć męczenia się z nimi.
-Dzień dobry.- usłyszałam jak przyjaciółka wita się z moim staruszkiem.
-Dobry, dobry. Ciekawe dziś wyglądasz.- powiedział.
-Dziękuję. Jestem Lady Miranda.
-Skoro tak.. Moja córka jest chyba w łazience.- poinformował ją.
-Dziękuję.
Po chwili usłyszałam jej kroki na korytarzu. Zaczęłam zastanawiać się, za kogo się przebrała. Przekręciła klamkę, weszła (a raczej wkroczyła) do łazienki i obkręciła się wokół własnej osi.
-I jak?- spytała.
-Supeer. Skąd przyszło Ci to do głowy? I skąd masz suknię?
-Po kolei. Ostatnio oglądałam z Robertem film o księżnej.. Pamiętam, że była bardzo odważna i waleczna. Uratowała swoją rodzinę przed nędzą. A sukienka? Moja mama mi ją uszyła.. Ładna, prawda?
-Pewnie. Zazdroszczę Ci.- przyznałam
-A ty? Za kogo się przebrałaś?- spytała siadając na brzegu wanny.
-Za... Pirata..- przyznałam cicho.
-Jak to?
-Normalnie. Ostatnio oglądałam "Piraci z Karaibów".. I jakoś nie przychodziło mi nic innego do głowy.- wyjaśniłam.
-No to powiem Ci, że to dobry pomysł.- przyznała z uśmiechem. Rozejrzała się szybko.- Pomóc Ci?
-Jeśli możesz. Nie mam pojęcia co z nimi zrobić.- mówiąc to pokazałam moje włosy. Przewróciła oczami.
-A co masz z nimi zrobić? Zostaw je.. Tylko spiąć je lekko z boku i gotowe.- gdy skończyła, zobaczyłam jak spięła mi dwiema wsuwkami kilka niesfornych kosmyków.
-Wow. Jak ty to robisz?- spytałam zdziwiona.
-Ale co?
-Zawsze znajdziesz sposób jak je ujarzmić.
-Uwierz mi.To nic trudnego.
-No dobra. Poczekaj. Zaraz skończę.- powiedziałam nakładając tusz na rzęsy.
-Nie ma sprawy.- powiedziała tylko i zaczęła krążyć po łazience.
Jeszcze tylko puder.. Trochę różu.. I gotowe. Bez słowa wstałam i poszłam do pokoju. Miranda poszła za mną.
Mój strój leżał rozłożony na łóżku. Buty stały obok.
Zabrałam się do zakładania poszczególnych części stroju. A strój składał się z: białej koszuli z szerokimi rękawami, bordowej kamizelki w stylu słynnych "bokserek",albo tzw. TOP' ów-zasuwanej z boku, kilkuwarstwowej spódnicy. Z przodu krótka, mniej więcej do kolan a z tyłu długa do ziemi. Również w kolorze bordowym. Następne warstwy spódnicy robiły się coraz jaśniejsze. W pasie wszyta została czarna wstęga, którą wiązało się na kokardę. A na koniec długie białe podkolanówki i czarne kozaki.
Gdy wszystko założyłam na siebie, stanęłam na środku pokoju i obkręciłam się tak jak wcześniej zrobiła to Miranda.
-Co o tym myślisz?- spytałam, czując jak robię się czerwona.. Na szczęście makijaż zakrywał część mojej twarzy więc nie mogła poznać.
-Bosko. Teraz ja Cię pytam. Skąd wytrzasnęłaś ten strój?
-Przypominasz sobie ten sklep, który wczoraj ominęłyśmy?
-Pamiętam. I co z tego?- spojrzała na mnie.
-To, że po powrocie do domu mój tato zawiózł mnie tam. Nigdy bym na to nie wpadła. A on po prostu usiadł na krześle i czekał aż znajdę coś co mi się spodoba. No i wybrałam to.- pokazałam na mój strój.- Było jeszcze wiele innych.. Ale przebrać się za księżniczkę? To takie banalne.. I nudne.
-Po prostu brak mi słów.- powiedziała wstając z łóżka.- Masz jakieś dodatki?- spytała.
-Znalazłam kilka rzeczy na strychu w pudłach.
-To na co czekasz? Pokazuj!- wykrzyknęła.
-Już,już. Nie gorączkuj się.- powiedziałam i pokazałam jej kilka bransoletek, kolczyki, kilka pierścionków i jeden naszyjnik. ( Jeżeli można nazwać coś co zostało wycięte z jakiegoś materiału a na to naszyte kilka kamieni)
Od razu zaczęła wszystkiemu przyglądać się krytycznym wzrokiem. Patrzyła to na mnie to na przedmioty, które rozłożyła na łóżku.
-Weź... To, to i to. No i jeszcze to.- I tak, jako dodatki miałam: naszyjnik, pierścień z czaszką i piszczelami, bransoletkę z materiału i komplet metalowych bransoletek, które pobrzękiwały przy każdym ruchu dłonią.
Znalazłam również kolczyki kółka.
Przyjrzałam się w lustrze. Od góry do dołu.
-No nie patrz tak. Wyglądasz bosko. Wszyscy będą się za tobą oglądać, gwarantuję Ci to.- mówiąc to mrugnęła do mnie.
-I to mnie przeraża.- powiedziałam na co ona zareagowała niepohamowanym rechotem. Patrzyłam na nią w milczeniu.. Ale sama zaczęłam się śmiać zaraz po niej..
Nasze śmiechy przerwał dzwoniący telefon Mirandy.
-Tak? Dobra... Jesteśmy prawie gotowe.. Nie ma sprawy. Przyciśnij klakson jak już będziesz. Pa.
-Kto to?
-Moja mama. Zaraz tu będzie.- powiedziała i przyjrzała się w lustrze.- Ujdzie.- powiedziała nonszalancko. Przewróciłam oczami.- Widziałam to!- wykrzyknęła.
-Zamilcz.- odpowiedziałam z szerokim uśmiechem.
-Jeśli tego właśnie chcesz.- odpowiedziała trącając mnie w ramię.
Gdy wychodziłyśmy z mojego pokoju pod dom przyjechała mama Mirandy. Pani Natalia.
Zeszłyśmy na parter, żeby pożegnać się z moim tatą.
- Nie jestem pewien czy mogę Cię tam puścić.- powiedział gdy wyjrzał z salonu.
-Nie masz wyboru.- powiedziałam. Podbiegłam do niego, dałam całusa w policzek i wyszłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz