-Lilo! Chodź tutaj! Szybko! - usłyszałam krzyk Mirandy na korytarzu. Przewróciłam tylko oczami.- No przyjdziesz tu czy nie?! Bo przyjdę tu po Ciebie!
-Dajesz!- krzyknęłam.- Nie mogę się doczekać.
-Ja mówiłam poważnie.- usłyszałam jej głos. Tym razem tuż za swoimi plecami.
-Wiem. - odpowiedziałam uśmiechając się szeroko.- No więc? O co chodzi?
-Słyszałaś o tym nowym?
-Jakim nowym?
-Tym szalenie przystojnym.- zrobiła maślane oczy.
- Przecież jest z nami od września.
-Mniejsza o to.
-No dobra. A co takiego miałam słyszeć?- spytałam.
-Urządza imprezkę, w sobotę.. Chociaż nie wiem czy można nazwać to imprezą..- powiedziała łapiąc się za brodę w udawanym zamyśleniu.
-Dlaczego?- spytałam. Cisza.- No skoro zaczęłaś to skończ.
-No już, już. To jest jak jakiś bal przebierańców..- skrzywiła się.
-Doobra. Rozumiem. A czemu mi o tym wszystkim mówisz?- spytałam.
-Bo idziemy na nią.- odpowiedziała puszczając do mnie oko. Zamurowało mnie.
-Czemu sądzisz, że pójdę z Tobą?
-Pytasz poważnie?- kiwnęłam w odpowiedzi głową.- No więc.. Po pierwsze, musimy się zabawić. Po drugie, to jedyna osoba która w ten weekend urządza coś takiego.- mówi Miranda wyliczając na palcach wszystkie argumenty.
-Jakie ''my''?- spytałam przystając.
-Jak to? Ty, ja i kilku innych znajomych.
-Nie zrozumiałaś pytania Mir. Chodzi mi o to, że Ja nigdzie się nie wybieram. - powiedziałam i ruszyłam w stronę wyjścia ze szkoły.
-Dlaczego?! Nie zrobisz mi tego! Na pewno nie.- wykrzyknęła, zachodząc mi drogę.
-Ponieważ nie mam ochoty. Chciałabym zrobić coś innego...
-Co? Leżeć przed telewizorem i zbierać tłuszcz na zimę? W życiu Ci na to nie pozwolę. Idziesz ze mną!
-Ale..
-Bez dyskusji! Jutro idziemy do sklepu.- Po tych słowach dała mi buziaka w policzek i pobiegła w stronę swojego autobusu. Ja zaś poszłam w przeciwną stronę.
Wyszłam tylko z terenu szkoły i poczułam jak telefon mi wibruje. Wyjęłam go.
''Wpadnij po drodze do sklepu. Zabrakło mleka. Nie zapomnij.
Tata ''
No tak, mogłam to zrobić. Tylko był jeden mały problem. Tato nie wpadł rano na to, żeby dać mi pieniądze na to nieszczęsne mleko.
''Jedno małe pytanie. Za co? Nie dałeś mi na mleko rano.''
''Kup za swoje. W domu Ci oddam.. Powiedzmy, że to bonus do kieszonkowego. :) ''
Kuszące.. Przyda mi się więcej kasy na strój.. Uśmiechnęłam się i ruszyłam dalej.
Wstąpiłam do sklepu, kupiłam mleko o które prosił tato i przy okazji kupiłam czekoladę, którą zjadłam po drodze. Ale to nieważne.
Weszłam do domu, zdjęłam w sionkach buty i weszłam do hallu.
-Już jestem!- krzyknęłam na wejście.
-Super! Masz mleko?- odkrzyknął mi tato.
-Nie. Nie było. Sorry!- powiedziałam z uśmiechem, bo tato schodził akurat z piętra po schodach.
-Czyżby?- spytał patrząc mi prosto w oczy.
-Pewnie. Nie wierzysz mi?
-Mam odpowiadać? Albo raczej, czy muszę?
-Nie, nie musisz. A teraz przepraszam ale muszę coś zjeść.- powiedziałam mijając go. Poszedł za mną.- A tak w ogóle to jak było w pracy?- spytałam wkładając mleko do lodówki. Zauważył to.
-Oż ty!- wykrzyknął i spróbował mnie złapać. Odskoczyłam ze śmiechem.
-Próbuj dalej. Wierzę w ciebie.- powiedziałam i wyszłam jak najszybciej z kuchni. Podbiegł do mnie i zaczął łaskotać..- Nie.. Proszę cię! Tato! Przestań!- krzyczałam śmiejąc się i próbując się wyrwać. Udało się.
-To jeszcze nie koniec.- powiedział grożąc mi palcem. Uśmiechnęłam się do niego.
-Dobra, dobra. Co na obiad?- spytałam wchodząc po schodach do swojego pokoju.
-Kurczak w panierce i frytki.
-Mniam.- powiedziałam do siebie otwierając drzwi pokoju.
Automatycznie rozejrzałam się po pokoju, upewniając się że nic nie zginęło.Wszystko było na swoim miejscu.
Robiąc to, przypomniałam sobie, jak z tatą wybierałam kolor farby w sklepie i jak potem malowaliśmy ściany. Tato chciał pomalować również sufit, ale poprosiłam go, żeby tego nie robił, ponieważ z sufitu wyglądały grube drewniane belki łączące ściany pokoju. Zamiast tego pomógł mi uczepić na jednej z bel wiszący fotel, o którym zawsze marzyłam.
Szybko się przebrałam i zeszłam z powrotem do kuchni. Tato krzątał się przy garnkach.
-Pomóc Ci w czymś?- spytałam.
-Nie. Zaraz będzie gotowe. Idź zajmij się czymś. Zaraz Cię zawołam.
-Doobra.. Idę.- powiedziałam.- Nie będę Ci przeszkadzać.
Zamiast wrócić do pokoju, zajrzałam do salonu. To co tam zobaczyłam.. Jak to możliwe żeby tyle rzeczy leżało w jednym miejscu?
Żeby zająć czymś ręce postanowiłam posprzątać. Na sofie ułożyłam poduszki, które leżały za nią.. Na ławie stojącej przed kanapą ułożyłam gazety.. Nie wiem po co ich aż tyle.
Następnie ułożyłam na komodzie wszystkie listy,kartki z pozdrowieniami i rachunki.. Jedna kartka zwróciła moją uwagę.. Była od niejakiej Anny Wysockiej.
'' Witaj Tomku!
Jak mija Ci czas? Mam nadzieję, że dobrze. Ja jak zawsze mam dużo pracy. To wszystko staje się takie skomplikowane..
Oczywiście ciekawi mnie co u Lilo. Pewnie jeszcze jej nie powiedziałeś. Jestem Ci bardzo wdzięczna. Jeszcze przyjdzie czas..
Piszę również dlatego, by powiedzieć Ci, że niedługo zmieniam miejsce pracy.. Jeszcze zadzwonię i porozmawiamy. Całuję
Anna''
-Obiad gotowy!- krzyknął z kuchni mój tato.
-Idę.-powiedziałam i powoli wycofałam się z pokoju.
Wchodząc do kuchni poczułam zapach obiadu. Uśmiechnęłam się do taty. Odwzajemnił uśmiech i postawił talerz na stole.
-Proszę.- powiedział siadając naprzeciw mnie.
-Dziękuję..Pyszne.- powiedziałam myśląc o tym jak wywinąć się Mirandzie..
-Co się dzieje?-spytał.
-Nic..
-Nie wierze. Mów. Bo nie odejdziesz od stołu.-powiedział dokładając mi kolejną porcję.
-Musze iść z Mirandą na zakupy..-zaczęłam.
-I?
-I nie mam na razie kasy.
-I mam Cię wspomóc finansowo.
-Nie lubię tego robić, ale tak.-zgodziłam się.
-Na kiedy Ci potrzebne?
-Im szybciej tym lepiej.
-Poczekaj chwile.- powiedział i zniknął w swojej sypialni. Wrócił po pięciu minutach.- Powinno wystarczyć.- mówiąc to położył na stole zwijkę banknotów. Przeliczyłam. 350 złotych.
-Boże, Tato. To nawet za dużo. Nie mogę wziąć aż tyle.
-Nie gadaj tylko bierz. Bo się rozmyślę.
Przewróciłam oczami i schowałam pieniądze do kieszeni. Zajęłam się kończeniem obiadu.
-Nie powiedziałaś mi na co konkretnie są Ci potrzebne pieniądze.-zagadnął tato.
-Miranda próbuje zaciągnąć mnie na dyskotekę do znajomego. A pieniądze są potrzebne na strój.
-Jaki strój? Przecież masz tyle ładnych ubrań w szafie.
-No wiem.. Tylko hasłem tej imprezy jest bal przebierańców. Każdy musi się przebrać.-wyjaśniłam.
-Ach ta dzisiejsza młodzież.-powiedział tato kręcąc głową.
-Prawda?- spytałam z ironią.- Dziękuję za obiad. Idę do pokoju przebrać się i zadzwonić do Mirandy.
-Mhm.-usłyszałam w odpowiedzi.
Pobiegłam do pokoju i pierwsze co zrobiłam to zadzwoniłam do przyjaciółki by poinformować ją o dopływie gotówki.
Później było tylko czekanie, szukanie stroju i odpoczywanie..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz